Zatłoczony Eden


Paul Ehrlich jest biologiem i demografem, a ponadto aktywistą, którego poglądy dotyczą kwestii demograficznych, zrównoważonego rozwoju, a nawet kontroli liczebności populacji – dosadnie twierdzi, że należy zredukować liczbę ludzi. Co dla wielu zaskakujące, w marcu 2017 roku został zaproszony do Papieskiej Akademii Nauk na sympozjum poświęcone ochronie środowiska naturalnego.


Obliczenia Paula Ehrlicha…

Paul Ehrlich z lornetkami w lesie.Pierwotnie, w latach 50-tych, wraz z żoną zajmował owadami (głównie motylami), na przykładzie których dotykał zagadnień klasyfikacji gatunkowej, ekologii i ewolucji, w tym także dynamiką ich liczebności. W wyniku badań wskazał, że pod koniec XX wieku tempo wymierania będzie określane liczbą znikających gatunków na godzinę, co jest w sposób oczywisty negatywnym zjawiskiem, który zagraża naszemu przeżyciu.

Kolejnym etapem badań było przerzucenie się z pięknych motyli na paskudnych ludzi. Na tym etapie, wraz z innymi badaczami – Williamem Holdrenem i Barrym Commonerem, opracował wskaźnik IPAT określający negatywny wpływ ludności na planetę.

I = P * A * T

gdzie: I – presja ludności, P – wielkość populacji, A – konsumpcja zasobów per capita (zależna od poziomu życia, A od ang. affluence – bogactwo), T – miara wpływu działalności technologicznej. [1] [2]


mówią, że (z)robi się ciasno.

Przyjęta miara służy aktualnie do szacowania wzrostu liczby ludności w analizach i prognozach Organizacji Narodów Zjednoczonych. W raporcie z 2015 roku został zaproponowany następujący model prognozy wzrostu.

Mamy rok 2017. Do którego roku można oszacować, że będzie żył dzisiejszy w miarę zdrowy około 30-latek (mierzę mniej więcej swoją miarą)? Przyjmijmy, że jeśli nic złego się nie wydarzy, to dożyje 70, 80 lat. To oznacza, że lata 60-te, a nawet 70-te bieżącego wieku. Na przełomie kolejnych dekad liczba ludności wyniesie około:
– 7,8 mld w 2020,
– 8,5 mld w 2030,
– 9,2 mld w 2040,
– 9,7 mld w 2050,

– 10,2 mld w 2060,
– 10,6 mld w 2070.
W 2050 roku wzrost liczby ludności względem dnia dzisiejszego wyniesie ponad 31%. Można policzyć, że odpowiednio wzrośnie presja ludności na ziemię (równanie IPAT), a odwrotnie proporcjonalną będzie liczba zasobów, jakimi dysponujemy. [3]

Przy tej okazji należy przytoczyć jeszcze jedną miarę – kiedyś wspominałem o tzw. kredycie ziemskim (Kredyt ziemski – 8 grudnia 2015) – równaniu, które wskazuje na dzień w roku, od którego zaczynamy czerpać zasoby na kredyt roku następnego. Kredyt zaciągamy (czyli roczna wydajność ziemi nie wystarcza na rok potrzeb) już od początku lat 70-tych, zaś w 2015 roku zaczęliśmy brać na kredyt już 13 sierpnia, co oznacza że roczna wydajność ziemi w roku 2015 pozwoliła nam zaspokoić nasze potrzeby w 61%, a wszystko co zużyliśmy powyżej tej wartości pożyczyliśmy od samych siebie z roku 2016. Odpowiednio mniej będziemy sami mieli w 2016, 2017 itd. We wpisie analizuję sprawę bardziej szczegółowo.

Oczywiście innym tematem jest nierówna dystrybucja dóbr. Można się spodziewać, że skupiona na zewnętrznej eksploatacji Ameryka Północna, samowystarczalna Azja (głównie w części rosyjskiej, chińskiej i azjatyckich tygrysów) oraz zorganizowana Europa sobie poradzą. Co ważne, dzisiaj względem lat 70-tych średnie spożycie kalorii mieszkańców Afryki wzrosło blisko dwukrotnie. Nie mniej jednak głód (nie bierzemy tu pod uwagę epidemii i wojen) nadal występuje. To wprost wskazuje na fakt, że problemem jest dystrybucja zasobów, a nie ich dostępność (przynajmniej dziś).

Na tej i innych podstawach, pan Paul Ehrlich diagnozuje, że niezbędną jest zdecydowana korekta liczby ludności, gdyż inaczej niedługo zasobów zacznie brakować. Na ten temat napisał dawno temu, bo w 1968 roku, książkę o tytule – The Pupulation Bomb (Bomba populacyjna). Oprócz tego, że w książce wskazuje, że przyrost ludności jest nadmierny, to też nieekonomicznie zużywana jest energia i zasoby służące produkcji żywności, a co za tym idzie, Stany Zjednoczone jako jeden z winowajców, powinny powziąć drastyczne działania jako lider tych zabiegów. I tu zaczynają się drastyczne pomysły autora na wspomnianą korektę populacji. Jednym z zaproponowanych przez autora jest tymczasowa chemiczna kastracja, poprzez dodawanie do wody środków ograniczających płodność, innym są ukryte i jawne podatki na dobra dla dzieci, tak aby nieopłacalnym stało się ich posiadanie, wzrost wydatków na badania genetyczne determinujące płeć dziecka (gdyż wiele rodzin decyduje się na kolejne dzieci tak długo, aż urodzi się chłopiec), oczywiście propagowanie wszelkiego rodzaju środków antykoncepcyjnych, aborcji oraz edukacji seksualnej. Brzmi drastycznie, kto więc chciałby go słuchać? [4]


Zatroskany Watykan…

W marcu 2017 roku odbyło się w Watykanie sympozjum organizowane przez Papieską Akademię Nauk, na które zaproszony został pan Paul Ehrlich. Na stronie z raportem z wydarzenia możemy przeczytać lakonicznie-patetyczny opis o naukowym charakterze, gdzie akademia wspomina o tym, że choć nasza planeta liczy ponad 4,5 miliarda lat, to życie funkcjonuje dopiero około 3,7 miliardów, a obecność homo erectusa, czyli praprzodka człowieka, zarejestrowano w znaleziskach archeologicznych datowanych na 2,7 miliarda lat temu, kiedy to przywędrował z Afryki. Pierwszym co rzuca się w oczy, to fakt uznania ewolucjonizmu, a nie kreacjonizmu, ale to nie jest główny wniosek, a jedynie wstęp mający zobrazować wielkości zjawisk, o jakich rozmawiano.

Druga strona wniosków, uznanych przed wspomnianą Akademię Papieską, jest fakt nadmiernego zużywania zasobów ziemskich, w szczególności w odniesieniu do odnawialnych zasobów umożliwiających produkcję żywności, które stwierdzono, że dziś wykorzystujemy na poziomie 156% ziemskiego potencjału. To jest wprost zgoda na podejście do eksploatacji zasobów opisane w wskaźniku ziemskiego kredytu. Uznano oczywiście, zgodnie z chrześcijańskim podejściem do sprawiedliwości społecznej i obrony godności człowieka, że dystrybucja jest niesprawiedliwa, a wiele społeczeństw o niższym uposażeniu w wartościowe społecznie dobra jest wykorzystywanych przez inne na kształt niemalże kolonialny. [5]


chyba wszedł na drogę rozumowania badacza.

W dalszej części wniosków, możemy przeczytać, że strategiczną przestrzenią wymagającą poprawy, jest dbanie o zachowanie bioróżnorodności, gdyż wraz z upływem czasu coraz więcej gatunków, zarówno roślin jak i zwierząt, zanika, a to ich zachowanie jest gwarantem naszego przeżycia na ziemi. Brzmi znajomo? Jest to dokładnie ten sam wniosek, do którego doszedł Paul Ehrlich na początku swoich badań w latach 50-tych (i to dlatego go zaproszono, a nie dlatego bo zgadza się z tezami o konieczności dokonania siłowej korekty populacji).

What does this all mean for biodiversity, and what does biodiversity mean for us? In short, everything. All of our food comes directly or indirectly from higher plants, of which there are an estimated 425,000 species. Tens of thousands of these have been cultivated for food at some time by some people, but at present, 103 of them produce about 90% of our food worldwide, while three kinds of grain, maize, rice, and wheat, produce about 60% of the total. We have detailed knowledge of perhaps only a fifth of the species of plants in the world, and a majority could be gone in nature by the end of the century we entered recently.

To oznacza zgodę na wnioski badacza opóźnioną o ponad 60 lat, ale nadal zgodę. Czy to oznacza, że kościół wszedł na drogę rozumowania taką samą jak kontrowersyjny badacz? Tak jak Paul Ehrlich ewoluował od uznania istoty bioróżnorodności, potem do uznania przeludnienia, a następnie aktywności na rzecz opracowywania rozwiązań mających na celu korektę liczebności populacji, tak też kościół wszedł na tę drogę rozumowania, na razie zgadzając się z pierwszym wnioskiem, a na przestrzeni kolejnych dekad dojdzie do podobnych, kolejnych wniosków? Nie można tego powiedzieć, ale faktem jest, że w ciągu ostatnich kilkunastu lat interpretacja doktryny dyktowana przez Watykan zdecydowania poluzowała swój restrykcyjny charakter, niemalże wracając do niejako socjalistycznych pryncypiów, które leżą u podstaw sprawiedliwości i równości społecznej przy zachowania godności jednostki. Czy

Watykan stanie się, jak to dziś się mówi, lewacki? A może, gdy dojdzie do aktualnych przekonań badacza, to opowie się za stroną konfliktu, która sprawi korektę liczebności ludzi? A może już to robi? A może kościoły państw bardziej konserwatywnych odseparują się od coraz bardziej postępowej stolicy? Nie zgadnę, nie potrafię przewidzieć, ale sądzę, że coś jest na rzeczy.



Źródła:
[0] Infamous Population Control Activist Paul Ehrlich Speaks at Vatican Symposium, http://www.lifenews.com [link].
[1] Paul R. Ehrlich, wikipedia.org [link].

[2] The IPAT Equation, http://www.sustainablescale.org [link].
[3] World Population Prospects – 2015, un.org [link].
[4] The Population Bomb, wikipedia.org [link].
[5] Biological Extinction, pas.va [link].

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.