Unikanie konfliktu staje się dyscypliną narodową


Kilkanaście miesięcy minęło. W tym czasie większość z nas zdążyła przejść długi dystans w kierunku w którym idziemy najpewniej od lat. Mało kto zmienił kierunek, większość natomiast utrwaliła się w swoim.


Partia rządząca stosuje starą metodę – dziel i rządź. Gdy się wyborców podzieli to łatwo będzie ich zidentyfikować – kto jest z nami, a kto przeciwko nam. W wymieszanym tłumie nie wiadomo kogo atakować i można ugodzić w swojego. Takiego podziału jak ten dzisiejszy chyba jeszcze nie było, albo ja przynajmniej takiego nie pamiętam. Mam 30 lat, tak więc mogłem świat świadomie oglądać nie więcej jak kilkanaście, ale jednak i w trakcie tych kilkunastu lat troszkę się podziało.


Niedawno mieliśmy święta. Przed nimi w wielu programach publicystycznych po obu stronach barykady zaproszeni goście życzyli sobie i widzom, aby w trakcie tych świąt przy stole nie rozmawiać o polityce, gdyż w praktyce może to jedynie powodować konflikt. Czy u kogoś spowodowało? U mnie nie, ale mam znajomych, którzy musieli się bardzo tonować i długo myśleć przed jakąkolwiek wypowiedzią, tak aby nikogo nie pobudzić. Nieliczni oberwali zarzutami, ale i tak byli na tyle wstrzemięźliwi, że nie dać się sprowokować. Czy to nie jest jednak smutne, że ludzie muszą się zachowywać nienaturalnie wobec bliskich, tylko dlatego aby nie pokłócić się z w własną rodziną przy świątecznym stole i to nie w temacie spraw życiowych, rodzinnych, albo ot choćby finansowych, a w kwestii odległej tak bardzo od życia większości odnośnie konfliktu w miejscu oddalonym o setki kilometrów od stołu świątecznego.


Po i przed retuszem.

Kolejny podział dzieje się w przestrzeni działalności Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. TVP cenzuruje serduszka, a prezes telewizji podejrzewa o to Belzebuba (ciekawe czy to nazwisko jakiegoś montażysty w tej telewizji), co więcej szefowa wiadomości kłóci się z tymi, którym nie w smak takie przez telewizję traktowanie tej inicjatywy. W niedzielnym programie Woronicza 17 dziennikarz skupił się na konfrontowaniu jednego z polityków opozycji za to, że przyniósł serduszka do studia i zaproponował przyklejenie ich sobie dla chętnych gości programu. Naprawdę? Fenomen jakim jest WOŚP oraz dziesiątki milionów złotych przeznaczone na dzieci i seniorów, a reprezentowane przez przyklejone serduszko, staje się dziś znakiem przynależności politycznej i to nie z inicjatywy organizatorów. WOŚP nie zasługuje na taki atak, a przecież oberwał nawet od byłego redaktora Frondy, za to, że w jego ocenie wspiera aborcję – ten redaktor okazał się bardziej katolicki niż Caritas w swojej ocenie tego co słuszne, a co niesłuszne. [noizz.pl]


Niestety jednak to pewnie szybko się nie skończy, gdyż jak coraz więcej ludzi trafnie zauważa, obracamy się we własnych gronach, więc kisimy się w tym samym i co najwyżej radykalizujemy. Portale prawicowe nie mają ani jednego dziennikarza choćby podważającego to co się dzieje po stronie władzy, a już tym  bardziej popierającego tych, którzy są w jakimkolwiek stopniu w opozycji. Czytują i oglądają ich zwolennicy aktualnie następującej dobrej zmiany i w żadnym stopniu nie mają zamiaru poddawać się reportażom stacji nieprawicowych. Druga strona stroni od tego co jest tubą propagandową i kisi się w drwinie lub frustracji prowokowanej przez działalność rządzących polityków. Telewizja narodowa poświęca zdecydowaną większość swojego czasu działalności opozycji próbując ją ośmieszyć, ale z drugiej strony wygląda jakby rządzący nic nie robili – zero inicjatyw, więc faktycznie misja jest pro PiS-owa lub faktycznie w wyniku braku korzystnej działalności rządzących trzeba szukać alternatyw. Nie ma wspólnego forum do dyskusji, nie ma tematów dających zgodę – nawet WOŚP już przestał być takim tematem i został przypisany stronom (może jeszcze nie jednoznacznie, ale coraz więcej stron go gani albo celowo się pod nim podpisuje wykorzystując politycznie).


Nawet jeśli dobra zmiana ma miejsce i za kilka lat będzie o wiele więcej urodzeń, ludziom będzie się żyło dostatniej, gospodarka będzie miała wzmożone inwestycje, polski kapitał nie będzie odpływał za granicę, a gro polskich przedsiębiorstw będzie polskie, to i tak zostanie konflikt wewnątrz państwa. W ramach wojny Polsko-Polskiej łatwiej jest się pogodzić ze zmianą władzy lub z koniecznością znalezienia sobie nowej partii do głosowania, a niżeli wybaczyć i pogodzić się z kimś bliskim, kto splunął w twarz ze względu na wrogie nastawienie i poparcie dla przeciwnej strony konfliktu. Widać przecież, że ten konflikt od dawna wyszedł z salonów politycznych i sal plenarnych , a przeniósł się do domów, na ulice, do szkół i do miejsc pracy. To jest najbardziej oddolny efekt dobrej zmiany, działający najbardziej od podstaw i angażujący prawie każdego, gdyż dziś w coraz większym stopniu wrogiem staje się nie tylko przeciwnik, ale także ten, któremu ten konflikt jest obojętny. Tego zmianą ustawy tak szybko się nie cofnie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.