Ręce na oczach


No dobrze, przyznam się do pewnej wstydliwej prawdy. Moja babcia uwielbia bioenergoterapię i inne tego typu zjawiska, a jak byłem mały i nie miałem zdolności pełnego decydowania o sobie, to byłem prowadzany do uzdrowicieli, ze względu na… wadę wzroku.

Uwaga, moja wada nie jest wyjątkowa. Nie mam oczu wywróconych na lewą stronę, zeza, zaćmy, ale za to mam krótkowzroczność, co oznacza, że noszę okulary lub soczewki o minusowych wartościach, a wtedy nie mam objawów. Statystycznie ponad ćwierć Polaków nosi okulary, więc wyjątkowości tu nie dostrzegam i to chyba nie przez wadę wzroku. Moja wada jest już dość dojrzała, bo okulary noszę od 6 roku życia (czyli od konieczności pierwszego patrzenia na tablicę w zerówce).


Ręce Zbigniewa Nowaka

Moja babcia, od zawsze będąc fascynatką bioenergoterapeutów i innych uzdrowicieli, gdy miałem około 8-9 lat zabrała mnie do Podkowy Leśnej. Wiemy kto grasuje w Podkowie Leśnej? Podkowa Leśna, mieszcząca się zaraz pod Pruszkowem koło Warszawy, to miejsce w którym działa Zbigniew Nowak – polski bioenergoterapeuta, osobowość telewizyjna, wydawca mediów związanych z medycyną niekonwencjonalną, przedsiębiorca [Wikipedia]. Znany z programu telewizyjnego emitowanego w latach 90′ na Polsacie o nazwie „Ręce, które leczą”. Przed wizytą przez wiele miesięcy oczywiście wysłała panu Nowakowi moje zdjęcie i list, kupowała regularnie wodę i promieniowała ją sobie i mi, z resztą ja też promieniowałem, gdy akurat byłem u dziadków w czasie gdy emitowali program.

Wyjątkowym był jednak wyjazd do Podkowy Leśnej. W wielkim jak cyrkowy namiocie setki osób gromadziły się o każdej porze roku. Ja byłem srogą zimą – śnieg po kolana, zawieja, mróz i ciemność. Grube stówy poszły na taką zabawę, a czasy w których miała miejsce ta zabawa to druga połowa lat 90-tych, co oznacza, że te stówy były dużo więcej warte niż dziś. Z zafascynowaną babcią zostaliśmy napromieniowani magiczną energią, tak samo z resztą jak co tydzień przez telewizor. Po sesji w namiocie pan Nowak, poprzez swoje asystentki, wybierał najbardziej potrzebujących na prywatne sesje i świadectwa przed kamerą. Ja nie wyglądałem na specjalnie potrzebującego, a byli tam ludzie na wózkach i z niepełnosprawnymi dziećmi – byłem na przegranej pozycji względem nich. Jest jednak tak, że gdzieś w przepastnych archiwach niskiej jakości nagrań na VHS jest moje świadectwo, a właściwie deklaracja i nadzieja, że „czuję energię i rychło poprawi mi się wzrok”. Oczywiście, za namową babci, brzmię pewnie jak kompletnie niewidomy, na którego spodziewam się, że babcia próbowała mnie wylansować w celu bycia poddanym indywidualnemu promieniowaniu, gdy tak na prawdę miałem -0,75 na oko i… nic więcej. Nie mniej jednak na własne oczy widziałem pana Zbigniewa Nowaka, choć chyba nie powinienem.



Co ja o tym sądzę? Na początku lat dziewięćdziesiątych chyba łatwo było nam, Polakom, zakręcić w głowie tym, co już od wielu lat działało na zachodzie. Jeden, drugi, trzeci kaznodzieja zaprosi na spotkanie tysiące osób, a potem machnie ręką, a dziesiątki ludzi upada jakby jakiś orkan ich zdmuchnął.


Doktor P i dar poznania

Na doświadczeniach ze Zbyszkiem Nowakiem jednak się nie skończyło. Babcia poprowadziła mnie jeszcze do (nazwę tak, aby zachować anonimowość tego Pana) doktora P. Miał wiele dyplomów na ścianach, ale to wyglądało bardziej na certyfikaty i świadectwa, a nie dyplomy. Moja babcia była już u niego wielokrotnie. Ja byłem sceptyczny. Miałem wtedy może z 13-14 lat. Za którymś razem wzięła też i mnie na wizytę, która trwała kilkanaście minut i kosztowała z 60-100 zł.

Siatka energetyczna ziemi czyniąca z niej wielki napromieniowany kryształ. Łączy się z czakrami, energoterapią, obcymi cywilizacjami, piramidami, astrologią itd. Babcia wchodzi, za nią wchodzę ja. Ona wita się z doktorem, ja też mówię dzień dobry, a następnie ona wskazuje mi krzesło, żebym usiadł i siada obok mnie. Ewidentnie jest podekscytowana, że udało się jej mnie przyprowadzić. Doktor P. patrzy na mnie przez chwilę, wykonuje charakterystyczny dla siebie gest czytania energii, aury czy tam patrzenia w przyszłość i przeszłość, a następnie stawia diagnozę: masz problem z oczami. Na to moja babcia wzdycha głęboko, spogląda w niebo i woła pod nosem „olaboga” za chwilę prawie mając łzy w oczach. A ja siedzę i nie wiem czy on jest wariatem, czy próbuje z nas zrobić wariatów. Siedzę zatem dalej z okularami na nosie, z okularami na nosie do k**wy nędzy, i ze szczerym zdziwieniem spoglądam na moją babcię. Do dziś jej to wypominam – facet zobaczył, że dzieciak ma okulary, stwierdził wadę wzroku, a babcia zareagowała radosnym szałem, jakby sam Jezus jej się ukazał, no skąd doktor miałby to wiedzieć.

Czy doktor P. potrzebował mieć zdolności i dokonywać zmian w ciałach pacjentów, jeśli oni reagowali na niego tak jak reagowała moja babcia? Raczej nie. Mi jednak pomógł w jednej sprawie, ale podejrzewam, że była to kwestia tego, że był kręgarzem. Raz jeden wstał (myślałem, że do szafki z lekami, przed którą stałem), a on zamiast tego złapał mnie znienacka za głowę od tyłu i tak nią przekręcił raz w jedną stronę, a raz w drugą, że przez kilka minut stałem w bezruchu z obawą, że jak tylko drgnę to jak worek kości upadnę bezwiednie na ziemię. Miewałem bóle głowy, najwyraźniej wynikające z lekkiego przesunięcia się kręgów (bo za dużo przy biurku siedziałem lub inne). No szału nie ma, ale bóle ustały na jakiś czas.


Na koniec

Jest wielu bioenergoterapeutów. Są też iluzjoniści, zaklinacze zwierząt, szeptuchy, wróżbici, jasnowidze i wielu jeszcze ludzi, którzy robią niepojęte rzeczy. W dzisiejszym świecie są coraz bardziej popularni, gdyż wielu z nas odchodzi od standardowych rozwiązań i oddaje się tzw. nauce duchowej. A to w dobie rozproszonych wierzeń i niechęci do dostosowywania się do niekiedy restrykcyjnych zasad wiary wybór siebie na mentora dla samego siebie, ale w wyniku głębszego wniknięcia w własne ja, a nie jedynie pod dyktando pożądań zmysłowych, jest prostym i atrakcyjnym rozwiązaniem. Zamiast zastosować zasady religii chrześcijańskiej, czy jakiejś innej, należy wniknąć w siebie w efekcie medytacji i samemu zdecydować co jest dla mnie najlepsze, otwierając się przy okazji na zewnętrzne i wewnętrzne źródła energii, którymi przecież tryskamy jako cudowne, niepowtarzalne, świadome i uduchowione jednostki połączone ze wszystkimi istotami żywymi nierozerwalną siecią powiązań energetycznych.

Brzmi to trochę łatwo. Tak sobie wymyślmy czego chcemy i co się nam podoba, a potem myśląc o tym intensywnie przypiszmy temu duchowość, tak żeby nie usprawiedliwić tego jako zwykły hedonizm. Żeby jednak nie było za kolorowo narzućmy praktyki i modne obostrzenia (np. dietetyczne) i obowiązki wymagajcie wydatków. Wtedy będzie to jeszcze prawdziwsze.

Z drugiej strony nie tak wiele lat temu (relatywnie w skali długości istnienia cywilizacji ludzkiej) latanie było abstrakcją, tak samo podróże kosmiczne i podwodne. Mieściło się to w skali fantastyki nienaukowej. Dziś jest codziennością o naukowej podstawie. Od jakiegoś czasu odwróciliśmy się od tego co podpowiada nauka, a nawet fantastyka, i złapaliśmy za dawne wierzenia. Dużo ludzkość miała lat aby je potwierdzić, a jednak się nie udało. Nie znaczy to jednak, że dziś coś z tych zjawisk się nie potwierdzi. Nie chcę być na tyle zarozumiałym ignorantem, aby zamknąć głowę na takie zjawiska, ale też nie wezmę tych przekonań za słuszne na dzisiejszym etapie. Bioenergoterapeuci wpisują się w ten zbiór.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.