Pierogi, pierogi, ja pierogi, ty pierogi, wszyscy pierogi


Jakiś czas temu podjąłem się nowego zadania – zrobić dużo pierogów, które będą smaczne i w miarę ładne. Zadanie realizowałem przez dwa dni (miał być trzeci, ale wyszły inne okoliczności). Kiedyś jeszcze nadrobię dzień trzeci brnąc w nowe farsze.


Uwielbiam pierogi

Pierogi są dla mnie bardzo ważne. Uwielbiam wigilijne pierogi mojej babci z kapustą i grzybami. Są to pierogi gotowane i okraszone cebulką z masłem. Zawsze prosimy, aby babcia zrobiła ich więcej, a po wigilii wracamy do domu obładowani jadłem, które w części zostanie zjedzone za chwilę, a w części zamrożone. Choć bezpośrednio po świętach pierogów mamy dość, to przez następnych kilka miesięcy zapasy skutecznie znikają.

Uwielbiam także pierogi smażone z ciastem drożdżowym. Robi je koleżanka mojej mamy, z którą w gronie znajomych biesiadują po rodzinnej części świąt, a przy okazji wymieniają dostępnym jadłem. Tak samo z resztą robię ja, zapraszając do siebie na popołudnie pierwszego lub drugiego dnia świąt (statystycznie dużo osób prawosławnych z wiadomych przyczyn). Pierogi smażone są również wyśmienite, choć tutaj dużą zasługę mają własne grzyby z własnego grzybobrania.


Kwestia wątróbki (tzw. Wątroba Gate)

„Nie lubię wątróbki” – to odpowiem jako 18 fakt o sobie, gdyby ktoś mnie poprosił o wymienienie dwudziestu w kolejności od najważniejszego. Wątróbkę jadłem cztery razy: 1) w przedszkolu (tam miała miejsce trauma tu opisana link), 2) raz przygotowałem wieprzową w sposób prosty z cebulą (smak odpowiadał, ale coś było nie tak), 3) a po raz trzeci niedawno przy pierogach.


Moje pierogi

Postanowiłem zrobić własne pierogi. Przepis na ciasto wybrałem nie najtańszy, ale zachowawczy – szklanka gorącej wody, łyżka oleju, żółtko, 3-4 szklanki mąki oraz szczypta soli. Pozwoliłem ciastu „odpocząć”, a nie od razu lepiłem pierogi. Obok tego farsz składający się podsmażonych wątróbek drobiowych z cebulką. Oczywiście posolony pod koniec. I zacząłem robić pierogi.

Jako, że nie mam naprawdę dużego garnka musiałem gotować na cztery razy, ale to było dobre, bo mogłem spróbować i ocenić zanim zmarnowałem połowę składników. Więcej, pierwszego pieroga ugotowałem w odosobnieniu, aby sprawdzić co z niego wyjdzie. I wyszedł.


Publiczność o pierogach

Byłem tak dumny, a jednocześnie przekonany o tym, że potrawa jest dobra i warta częstowania ludzi mądrzejszych niż ja w temacie wątroby, że prawie wszystkie pierogi poniosłem do pracy, położyłem w plastikach przy mikrofalówce, a następnie zrobiłem niepośpieszny obchód po działach informując, że zachęcam do spróbowania. Większość zdecydowała się zaryzykować i jak się okazało, nie było ryzyka. Nawet ci, którzy podobnie jak ja mają wątrobę w podrobowym poważaniu uznali pieroga z nią za smacznego.

Ważniejsze jest jednak coś innego. Bo generalnie jestem w stanie przyjąć do wiadomości, że jak ktoś mnie lubi to mi powie komplement, nawet nie będący prawdą. Za każdym razem taka sytuacja, gdy ktoś komplementuje na wyrost swoim przekonaniom, a nie jest ich wiele (choć boję się, że nie każdą trafnie wyczuwam) pozostawia słodko-gorzkie wrażenie. Z jednej strony ktoś mnie lubi, bo kłamie aby nie sprawić przykrości, a z drugiej da się wyczuć, że sądzi odwrotnie do stwierdzenia. Nie ważne. To znaczy ważne, ale nie przy tym wątku. Ważne jest to, że dostałem zlecenie zrobienia kilku porcji pierogów do pracy i przekazania za pieniądz jako niejako katering. I to jest dowód ponad fałszywe komplementy, bo poza matką, babką, itp. mało kto jest się poddać cierpieniu jedzenia średniej jakości i smaku potrawy i jeszcze wyrazić gotowość za nią zapłacenia. To dla mnie jest ostateczny dowód. Wszyscy, którzy spróbowali uznali za smaczne, a kilka z tych osób zaproponowało kateringowe rozwiązanie. Normalnie miód na uszy. Swoją drogą, choć pewnie niktspośród wspomnianych tego nie przeczyta (pewnie najwyżej jedna osoba), to jednak bardzo dziękuję.


Podsumowując

To jest dla mnie nowy etap życia. Od czasu jak mieszkam sam bawię się w kuchni. Uwielbiam sernik – zrobiłem i wyszedł. Uwielbiam babkę ziemniaczaną – zrobiłem i wyszła. Uwielbiam pierogi – zrobiłem i wyszły. Dwukrotne podejście robiłem do szarych klusków śląskich i choć wyszły zjadliwe, to nie takie jakie być powinny. Na ten moment to moja pięta achillesowa. Choć niby proporcje i działania zgodne z instrukcją, to jednak coś nie wychodzi. Zrobię kolejne podejście, bo przecież się nie poddam, ale jak po raz kolejny nie wyjdą, to boję się, że złapie mnie rezygnacja na ten przysmak, a tego nie zniosę. Wtedy zrobię sobie pierogi i się objem ze smutku. :)



Zdjęcie nagłówka z zajadam.pl – to nie mój przepis, ale ładne zdjęcie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.