Zbawieni na siłę 2


Niby już ciekawostki związane z czarnymi marszami i pomysłami na zmiany w ustawie antyaborcyjnej troszkę ucichły, a tu nowa wrzuta w wykonaniu władzy. Jak bardzo ja bym się cieszył, gdyby oni robili niektóre rzeczy pod stołem i niekiedy owijali w bawełnę – mniej byłoby irytacji, a skuteczność rządzących by nie spadła.


Dziś na scenę wyszła Urszula Dudziak, ale nie piosenkarka od Papai, a profesor od spirali. Zdanie opisu brzmi nieco prześmiewczo, ale dla uniknięcia frustracji wynikających z treści tematu nieco bagatelizuję go w formie. Coś jak histeryczny śmiech w absolutnie nieadekwatnej do śmiechu sytuacji. Nie ważne, brnę w zagadnienie, tak jak pani profesor Urszula brnie w jajowody, a pani Urszula piosenkarka brnie w listy przebojów.


Pani profesor pracuje na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim (profil na stronie KUL). Wymienię poniżej kilka tematów, jakie zbadała dokładniej:

  • Cechy osobowości kobiet przerywających ciążę (magister, psychologia),
  • Postawy wobec macierzyństwa kobiet przygotowujących się do małżeństwa (doktorat, psychologia),
  • Akceptacja niektórych norm moralnych (magister, teologia),
  • Postawy wobec wychowania seksualnego a hierarchia wartości nauczycieli. Studium teologicznopastoralne. (habilitacja, teologia).

Tutaj ewidentnie połączono dwa zagadnienia – naukę i kościół. A teraz dodajmy zagadnienie kolejne. Pani profesor została powołana jako ekspert w dziedzinie wychowania w rodzinie przy Ministerstwie Edukacji Narodowej i będzie odpowiedzialna za tworzenie nowych standardów programowych. Zatem do nauki i kościoła dodali jeszcze edukację i politykę [link].

Czyż to nie wzorcowo poprawne – do jednego wora wrzucić naukę, edukację, kościół i politykę, wymieszać i podać dzieciom i młodzieży jako podręcznik? A teraz przytoczę fragment wykładu pani profesor:

Ewa Ślizień-Kuczapska analizowała zachorowalność na raka u kobiet stosujących antykoncepcję hormonalną i porównywała je z osobami, które nie stosowały tej antykoncepcji hormonalnej, stwierdzając 50-cio procentowy wzrost raka płaskonabłonkowego szyjki macicy. Jak można wytłumaczyć to, że aż taki duży wzrost był tego raka szyjki macicy? No właśnie tym promiskuityzmem. Bo bardzo często osoby, które stosują antykoncepcję, no uważają, że „no OK, nie pocznie się dziecko, to w takim razie mogę podejmować współżycie z innymi ludźmi, mogę zdradzać męża, bo nie pocznę dziecka, mogę mieć różnych innych partnerów, bo się też po prostu dziecko nie pocznie”, no a to naraża na zarażenie HPV.

źródło: Wyklad prof. dr hab. Urszuli Dudziak z KUL, Radio PLUS Legnica, youtube.pl [stan na dzień: 02.11.2016], od 40:41.


Wnioskowanie jest relatywnie proste i w założeniu autorki badań oczywiście słuszne, no bo nie powtarzałaby jako autentyczne wyników wątpliwych, lub z którymi by się nie zgadzała. Co pani profesor stwierdza? Pani profesor stwierdza, że kobiety stosujące antykoncepcję są bardziej podatne na pokusy seksualne i rozwiązłość, czego dowodem jest większa zachorowalność na raka szyjki macicy, która zwiększa się wraz z liczbą partnerów seksualnych


Rozumowanie potocznie zasadne, choć oczywiście narażone na podstawowy błąd formalny, gdyż w sekwencji zdarzeń pierwsze wcale nie musi być przyczyną następującego, ale tutaj chodzi o statystykę. Ważniejsze jest jednak to, że antykoncepcja prowadzi u kobiet do wyuzdania, zdrad i, nie bójmy się tego powiedzieć, puszczalstwa. I tutaj po raz pierwszy wiele osób pewnie się wzdrygnie i oburzy. Ale co zrobić, skoro statystyka przytoczona przez panią profesor wskazuje jednoznacznie, że tak właśnie jest. Ale nie to budzi moje zastrzeżenie, bo ludzie mają prawo wnioskować jak im się zechce, nawet jeśli błędnie – tego nie można im odebrać. Problem dostrzegam w czymś innym.


Skoro ta pani ma takie przekonania i takie praktyki uznaje za słuszne, to istnieje obawa, że przeniesie swoje przekonania na podręczniki szkolne do wychowania seksualnego. Pani profesor, podług własnych przekonań, będzie starała się ochronić dziewczynki przed postawami, które w przyszłości sprawią, że zechce im się puszczać. Z jednej strony szlachetne, ale czy to państwo i szkołą powinny stać na straży naszej moralność nawet na etapie, gdy nikomu nie szkodzi (taki na przykład hedonizm)? Ten sam temat i dokładnie ten sam dylemat opisywałem przy okazji czarnego marszu (Medal ma dwie strony – 4 października 2016).


Jeśli nie uznamy pań stosujących antykoncepcję za z reguły rozwiązłe i wyuzdane, to okaże się, że system edukacji będzie ukształtowany w taki sposób, że w nim wykształceni gdy umrą, to bankowo pójdą do nieba. Czy państwo, poprzez system edukacji i prawo, powinno tak silnie pilnować mojego zbawienia? Czy taka jest jego rola? Uważam, że zdanie państwa powinno ograniczyć się do pilnowania płacenia przeze mnie podatków (w zamian dając możliwość kształcenia, opieki zdrowotnej, zapewnienia bezpieczeństwa i udostępnienia infrastruktury wszelakiej), ograniczenia mnie lub izolacji w przypadku krzywdzenia i ingerowania w wolność innych itp., a nie stania na straży mojego zbawienia. Kolejne zmiany i propozycje zmian podpowiadają, że państwo w rękach PiS-i będzie starało się zapewnić każdemu z nas zbawienie, czy tego chcemy, czy nie.



P.S. Pamiętamy, że Bóg do nieba przyjmuje tylko świadomie wierzących, a nie przymuszonych do posłuszeństwa wbrew przekonaniu. W samym wykładzie pani profesor stwierdza, że to wybór każdego człowieka, czy sięgnie po środki antykoncepcyjne, a przytaczane prawidłowości to tylko argumenty za jedną ze stron. Oby tak pozostało.



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

2 komentarzy do “Zbawieni na siłę