Tryumf Trumpa


To nie pierwsze zaskoczenie w okresie ostatnich mniej jak dwóch lat. Wybory w Polsce i ich konsekwencje, Brexit, pucz w Turcji, seria zamachów terrorystycznych, a teraz wybór Donald John Trump został prezydentem Stanów Zjednoczonych.


Jak wyglądają wybory w USA, oraz co takie rozłożenie głosów
oznaczałoby w naszym systemie wyborczym

Zanim napiszę cokolwiek na temat tego ostatniego wyboru to chciałbym zaproponować przełożenie wyników wyborów w USA na Polskie realia. System wyborczy jest całkowicie odmienny, ale nadal ma miejsce głosowanie, podczas którego miliony amerykanów idą do urn wyborczych. Wybory nie są jednak bezpośrednie, a zatem amerykanie wybierają elektorów, którzy to deklarują przynależność partyjną, ale to oni głosują zaznaczając już jedynie nazwisko prezydenta. W tym roku elektorzy będą głosować 18 grudnia.


Co oznacza głosowanie Kolegium Elektorskiego? To, że ilość głosów oddanych przez amerykanów nie musi przełożyć się na wybór kandydata. W 2000 roku wygrał republikanin George W. Bush, który otrzymał 50 456 002 głosów (49,73%), a jego przeciwnik demokrata Al Gore (dotychczasowy wiceprezydent przy Billu Clintonie) uzyskał 50 999 897 głosów (50,27%), co przełożyło się na 271 głosów elektorskich dla pierwszego i 266 dla drugiego. Gdy jeszcze toczył się proces przed sądem najwyższym, który zainicjował Al Gore, prezydent Bush objeżdżał stolice poszczególnych stanów, a w jego limuzynę leciały jaja i pomidory. Wybór dokonywany przez obywateli nazywa się „popular vote” i nie musi przekładać się na ostateczny wynik. Liczba elektorów w poszczególnych stanach wynosi od kilku do ponad pięćdziesięciu, co oznacza, że faktycznie może mieć miejsce rozdźwięk między wynikami, gdyż nawet jeśli wyniki obu partii są zbliżone, to ma miejsce zasada „winner takes it all” – zwycięzca bierze wszystko.


wyniki_usa_4


Co by to oznaczało, gdyby miało miejsce na polskim podwórku? Po takich wynikach jak powyższe w Polsce odbyłaby się druga tura wyborów, a różnica między kandydatami nie wskazywałaby na jednoznaczny prym któregokolwiek z dwójki dominujących kandydatów. W ostatnich wyborach prezydenckich w Polsce z 2015 roku różnica w ilości oddanych głosów na kandydatów dominujących w pierwszej turze wyniosła 1,45% na rzecz prezydenta Dudy, a w przypadku powyższych wyników z USA wynosi jedynie 0,12% na rzecz Clinton, co stanowi ponad 137 tys. głosów, ale w choć wygrała wśród ludzi, to najprawdopodobniej uzyska 218 głosów elektorskich, a Trump aż 289. 


melania-trump-01-1024


Donald Trump – wypowiedzi kandydata na prezydenta

A teraz skopiuję kilka cytatów Donalda Trumpa z wikicytatów:

Amerykański sen jest trupem. USA stały się wysypiskiem śmieci,
cały świat wywozi do nas swoje problemy. Meksyk wysyła tu kryminalistów i gwałcicieli.

Co to za bohater? Dla mnie bohaterami są ci, którzy nie dali się złapać.
o Johnie McCainie, senatorze republikańskim, byłym kandydacie na prezydenta (w wyborach jako kontrkandydat Baracka Obamy), podczas wojny w Wietnamie trafił do obozu jenieckiego

Gdyby Ivanka nie była moją córką, chętnie bym się z nią przespał.

Jeśli Rosja zaatakuje kraje bałtyckie, zastanowię się, czy udzielić im pomocy.

Skoro Hillary nie potrafi zaspokoić męża, to jakim cudem zaspokoi Amerykę?

Wszystkie kobiety wychodzą za mąż dla pieniędzy.


A teraz już tylko subiektywnie

Świat idzie w dziwną stronę. Przez tyle lat do tej pory wszystko wydawało się ewoluować sprawnie z mniejszymi potknięciami. Takie miałem wrażenie, także ze względu na fakt, że jako młody człowiek, uczący się, rozwijałem się sam i miałem wrażenie, że rozwija się moje bezpośrednie otoczenie, miasto, kraj, a dalej cały świat. To było nieznane, ale ekscytujące.

Może zestawienie tego wszystkiego zabrzmi dziwacznie, ale to są wydarzenia, które choć dla wielu niepomyślne, to jednak te wydarzenia dotychczas nie gubiły, nie opadały ręce, wiadomo było co należy zrobić, nawet jeśli wydawało się to trudne. Najpierw atak z 11 września na WTC, afera Rywina, śmierć papieża, wypadek pod Jeżewem, PiS z Samoobroną i LPR-em konstruują rząd, kryzys bankowy, wypadek Tupolewa z prezydentem Kaczyńskim – te wydarzenia pamiętam jako najbardziej charakterystyczne w kategorii zewnętrznych względem siebie, rodziny i bliskich.

Ale dziś ta sekwencja jest za szybka, gdyż dwa ostatnie lata niemalże przebijają kilkanaście lat wcześniejszych. Zajęcie Krymu, podwójne wybory w ubiegłym roku i relatywnie niepomyślny wynik, problem z uchodźcami i równoczesna seria zamachów terrorystycznych w Europie, na przestrzeni czasu tego roku działanie rządu skierowane w złą, moim zdaniem, stronę (i to złą za fakt rozwiązań ustrojowych, a nie społeczno-ekonomicznych), pucz w Turcji, prowokacje wojskowe Rosji, przed chwilą Brexit, a dziś wyniki wyborów w USA.

Świat się psuje. Napięcie zdaje się popychać ludzi do skrajności.

Co jest przed nami? Wielki krach, jak gdyby w stylu próby zniszczenia wszystkiego, aby na gruzach zbudować całkowicie nowe, zacząć od nowa. A może odchylenie wahadła w przeciwną stronę, w stronę stonowania i słuchania, a nie ataku i krzyku. Nie wiem, ale przyszłość zewnętrzna, nie własna, mnie nie ekscytuje, a bardziej wywołuje we mnie niewygodny niepokój i niechęć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.