Niech żyje król Nekrokracji Polskiej!


Kto by pomyślał, że sam Jezus Chrystus zaangażuje się w polską politykę. A jednak. Wielu czekało, a teraz wielu nie dowierza.


Od 19 listopada Polska stała się na ponów monarchią, tym razem teistyczną. Król to wszak tytuł osoby sprawującej najwyższą władzę w państwie o ustroju monarchicznym [link]. Nie stał się Jezus królem narodu, nie stał się on królem ziemi, ale stał się królem Rzeczypospolitej Polskiej, a więc państwa. Jego nowo zdobyta władza ma zasięg równy granicom naszego kraju. Czy to kolejny wybryk partii rządzącej dokonującej zmian ustrojowych bez zmiany Konstytucji? Na to wygląda.


Zwierzchnictwo nad Polską nowego króla zostało zaakceptowane przez prezydenta, będącego pierwszym obywatelem, pełniącego najwyższy urząd i stanowiącego zwierzchnika sił zbrojnych. Na uroczystościach byli też przedstawiciele rządu, a wśród nich Zbigniew Ziobro – minister sprawiedliwości i prokurator generalny. Jego urząd, dziś będący już pod rygorem woli króla, może zarządzić zmianę prawa na przykład poprzez delegalizację aborcji i powołać się na Jezusa. Co zrobisz? Swoją drogą Jezus też kontroluje naszą armię zawodową, ale jakby chciał dokonać puczu, to mamy jeszcze obronę terytorialną, która prezydentowi nie podlega, a jedynie ministrowi obrony narodowej.


Tak sentymentalnie na sprawy patrząc, to monarchia jest ciekawym systemem. Najpopularniejszy ród królewski w Wielkiej Brytanii narzuca wiele ceremoniałów i stanowi jakże atrakcyjny produkt o charakterze komercyjnym – kubeczki, koszulki, tłumy zgromadzone na wydarzeniach, a nawet zainteresowanie zagranicznej opinii publicznej. Kasa jaką wyspiarze trzepią na akcjach i atrakcjach jest niesamowita. Ludzie zjeżdżają się tylko aby zobaczyć nadworną straż w fikuśnych czapkach, a co dopiero przedstawicieli samego rodu przejeżdżających po ulicach Londynu. Może danie Jezusowi władzy nad Polską to zabieg marketingowo-gospodarczy?


Pomysł po raz pierwszy publicznie podniesiony został się w 2007 lub 2008 roku, kiedy to Liga Polskich Rodzin współtworząca z Samoobroną rząd PiS-u zaproponowała wpisanie Jezusa jako króla Polski w Konstytucję. Roman Giertych, jako prawnik, wiedział, że aby taki zabieg był w pełni legitymizowany musi pójść za nim konstrukcja prawna. Nie było jednak większości konstytucyjnej, która poparłaby projekt, a wypłynął on w dziwnym czasie, kiedy to akurat zwiększano VAT. Niekiedy poddaje się w wątpliwość szczerą intencję zmian w głośnych społecznie i kulturowo sprawach, jakoby stanowiły one przykrywkę dla niewygodnych projektów ustaw. Przykrywką bywa aborcja, eutanazja, kara śmierci i sprawy okołokościelne.


Inna jeszcze ciekawa kwestia, to fakt, że Jezus Chrystus nie żyje. Wprawdzie zmartwychwstał, ale nie istnieje fizycznie w naszym świecie. Czy ktoś wie, gdzie jeszcze martwy przywódca jest aktualnie pełniącym władzę w państwie? W Korei Północnej. Kim Ir Sen, zmarły w 1994 roku przywódca, został mianowany wiecznym prezydentem. To sprawia, że ustrój tego państwa to nekrokracja [link]. Jeśli Chrystus zmarł i nie można go odnaleźć, to oznacza, że mamy nekrokrację w Polsce.


To wydarzenie także wpisuje się w ostanie praktyki rządu i sterowanej prokuratury. Gdyby mieli możliwość, to by pewnie dokonali ekshumacji Jezusa Chrystusa. Ciekawe czy kiedy – lub bardziej – jeśli Jarosław Kaczyński umrze, to przejmie urząd króla Polski.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.