Czy gender może obciąć komuś kutasa?


Skąd pomysł, że ten paskudny gender miałby dopuścić się tak brutalnego czynu? Otóż pan Jerzy Urban w programie pani Elizy Michalik zaproponował, że to jest realne zagrożenie jakie stanowi dla każdego (z ograniczeniem do tych, co narząd takowy posiadają).


Kiedyś zdarzyło mi się czytać i słuchać o tych rzeczach. Na studiach miałem zajęcia, które analizowały różne grupy społeczne, źródło i sposób ich identyfikacji własnej oraz sposób ich postrzegania w społeczeństwie. W parach lub trójkach podzieliliśmy się tymi zbiorowościami i opracowaliśmy wybraną. Były religie, były sekty, były mniejszości seksualne, były mniejszości etniczne, były narody, były radykalne ruchy działające w danym państwie – wszystko na bazie studium przypadku, choć z teoretycznym wstępem. Mi trafił się temat religii katolickiej, który wielu uznało za nudny, ale ja wziąłem go pod kątem odłamów i sekt, jakie na katolicyzmie wyrosły na przestrzeni lat (wiele dziś już należy do zbioru religii chrześcijańskich, ale pierwotnie były sektami). Z tych właśnie doświadczeń czerpię podstawę do pisania na wspomniany temat.

Dobrze wiemy, że gender budzi emocje i mało kto reaguje obojętnie wobec zagadnienia, a to za fakt informacji jakie do nas docierają od lobbystów, aktywistów i moralistów. Dziś postrzeganie tematu gender obarczone jest dużym i podstawowym błędem, którego nie unika żadna ze stron opisująca zagadnienie.


Zanim jednak do meritum to cytuję wypowiedź, na którą się powołałem: 



No bo czym jest gender i czym jest względem płci?

Tak to wygląda, że w języku angielskim mamy dwa określenia – sex i gender, a w języku polskim mamy jedynie słowo płeć i najwyżej można mu dopisać przymiotniki. I tu jest pies pogrzebany. Sex i gender nie zawsze pojawiają się blisko siebie, nie łączą się z tymi samymi okolicznościami i wprost mierząc, te definicje są zwyczajnie w całości nietożsame. A co znaczą? Jedno oznacza płeć fizyczną, czyli zespół cech charakteryzujących ciało – to jest tak zwany sex. Z drugiej strony mamy gender, będący sumą cech osobowości, zachowań, stereotypów i ról płciowych, rozumianych w danym społeczeństwie jako kobiece lub męskie, przyjmowanych przez kobiety i mężczyzn w ramach danej kultury w drodze socjalizacji, niewynikających bezpośrednio z biologicznych różnic w budowie ciała pomiędzy płciami, czyli tzw. płeć społeczno-kulturowa. Oba zjawiska nie mają w definicji nic wspólnego, więc nie są tym samym. Nie oznacza to, że funkcjonują zupełnie niezależnie i nie mogą odnosić się do tego samego człowieka, ale oznacza, że jeśli będziemy badać w skali jednego i drugiego zjawiska, to należałoby zrobić to osobno, choć wynik może być ten sam.


Dygresja
Troszkę analogicznie do postrzegania cyfr i liczb. Liczbę można zmierzyć pod kątem tego, czy jest parzysta (pomiar pierwszy, dzieląc przez dwa) oraz zmierzyć czy jest podzielna przez trzy (pomiar drugi, zsumować cyfry liczby i sprawdzić, czy suma ta podzielna jest przez trzy). Te podzielności to właśnie metoda badania analogiczna do definiowania sex gender – pomiar pierwszy i pomiar drugi. Choć odpowiedź może być twierdząca w obu przypadkach (tak, parzysta i tak podzielna przez trzy), to jednak sposób do niej dotarcia będzie różny, bo dwie definicje to dwa pomiary stosujące różne metody.


Kiedy jednak posłużymy się określeniami dostępnymi w języku polskim ten rozdział zanika – w obu przypadkach mowa o płci. Można się pomylić i pomyśleć, że skoro płeć, jako zespół cech fizycznych był zawsze, a teraz od niedawna głośno zrobiło się o płci psychicznej, to tak jakby ta nowa płeć miała zostać nadpisana na starą, miałaby ją zastąpić. I tak skoro kobieta w ramach swojej płci nie ma wąsów (element fizyczny) i częściej gotuje obiady (rola społeczna), to teraz w ramach gender albo zapuści wąsy, albo przestanie gotować. I tu jest błąd – angielski sex gender mierzą dwa różne aspekty, choć mogą się odnosić do tego samego człowieka i tak samo dzieje się z płcią fizyczną i płcią społeczno-kulturową. W powyższym przykładzie nowa w naszym postrzeganiu definicja płci nie odnosi się do brody, a jedynie do ewentualnego gotowania. Za fakt tego, że słowo płeć w naszych głowach ogarnia wszystkie te aspekty na raz, to trudno jest zrozumieć rozróżnienie tych zjawisk. To jest właśnie problem w postrzeganiu zjawiska płci rozumianej dwojako – jako fizycznej i społeczno kulturowej.


Jak to jest, że jeden człowiek ma dwie płcie – sex gender?

Mierząc płeć fizyczną i społeczno-kulturową mierzy się dwa różne aspekty. Potocznie rzecz mierząc polska kobieta ma macicę, piersi, może rodzić dzieci, ma figurę ciała bardziej w kształt klepsydry, zaokrąglone biodra, łagodniejsze rysy twarzy, nie rośnie jej broda, w określonym wieku następuje w ciele przekwitanie, a do tego czasu miesiączkuje i w większości przypadków nie łysieje – szybki pomiar sex kobiety i gender wcale tego mierzy. Ta sama polska kobieta jest bardziej empatyczna, ale obok tego gorzej zarabia (potocznie mówi się, że o ok. 30% od mężczyzn) i rzadziej zajmuje stanowiska kierownicze, w zdecydowanej większości to ona zostaje w domu na urlopie macierzyńskim po urodzeniu dziecka, bywa, że są jej otwierane drzwi i jest przepuszczana jako pierwsza, a nawet ustępuje się jej miejsca w autobusie, a w domu więcej razy niż mąż sprząta i gotuje, oraz w tradycyjnych okolicznościach to o jej względy zabiega mężczyzna, a nie na odwrót, no i w standardowej sytuacji sypia z facetami, a nie kobietami – szybki pomiar gender kobiety. Oba pomiary odniosły się do odmiennych parametrów i choć nie było aspektu wspólnego, to mierzyły tę samą osobę. Podobnego pomiaru można się dopuścić wobec mężczyzny, ale w obliczu powyższego mam nadzieję, że czuć o czym mowa.


Jeśli zatem kobieta wraz z mężem zdecyduje się przerzucić obowiązek pozostania z dzieckiem w domu na pewnym etapie urlopu po urodzeniu dziecka na ojca (w drugiej części będzie to tacierzyński), a tym samym odpowiedzialność zajęcia się domem i dzieckiem będzie w znacznej części na (daj Boże) zaradnym ojcu, a w robocie ta sama kobieta skutecznie zawalczy o sprawiedliwe wynagrodzenie lub będzie prowadzić własną firmę, to czy nie będzie już kobietą? Ja twierdzę, że będzie, choć faktycznie oddali się od stereotypu typowej polskiej kobiety (matko polki, ktoś by dopowiedział). Wychodzi na to, że kobieta nie musi obciąć sobie piersi, doszyć penisa i zapuścić brodę, żeby w skali płci społeczno-kulturowej odejść od stereotypu – i to jest właśnie ten niesławny gender.


Podmiot analizy nie jest niczym nowym, nie pojawił się dziś

Portret angielskiego dżentelmena z XVII wieku.Interdyscyplinarna analiza płci (psychologia, a nawet psychiatria, socjologia, antropologia kultury, zarządzanie i wiele więcej) nie bazuje tylko na tym, co mamy dziś. Nie próbuje wpoić dziewczynkom, że powinny nosić ciężary ponad zdolności fizyczne oraz porzucić rodzenie dzieci na rzecz kariery w korporacji, a chłopcom, że powinni zacząć się malować, nosić sukienki i zapomnieć o pracy. Gender skupia się na analizie tego co stanowiło płeć w skali całości znanej nam historii. O tym, że za czasów Chrystusowych długie włosy u mężczyzn były standardem, a przecież zupełnie inaczej postrzegane były w USA w latach 50-tych i 60-tych (Jezus byłby postrzegany jako zniewieściały hipis, albo w ocenie co mniej delikatnych w języku – jako ciota), dalej też o tym, że amazonki zachowywały się jak wikingowie, choć tak agresywna i nieempatyczna postawa i takie praktyki są niekobiece (i sprzeczne z częściej występującymi u kobiet rodzajami temperamentu, który jest wrodzony, a nie nabyty w drodze socjalizacji), a także o tym, że faceci w czasach faraonów i XVII- i XVIII-wiecznej Anglii kładli tony makijażu, a nawet zakładali peruki, co dziś stanowiłoby oznakę niemęskości, zniewieścienia i wręcz pedalstwa. 


W założeniu ta analiza nie szuka też instrukcji i jednoznacznego wskazania – co jest męskie, a co to kobiece, a bardziej grupuje atrybuty płci w odniesieniu do historii. To niestety wymaga podstawowego otwarcia się na możliwość bycia męskim w robieniu makijażu, jeśli ma w sposób obiektywny ocenić stylizacje faraonów. I wcale nie chodzi tu o wymuszenie noszenia makijażu przez mężczyzn współczesnych, ale uznanie, że były czasu gdy zabiegi takie męskości nie ujmowały, a wręcz ją podbijały. Gdyby to się udało, to następuje neutralna analiza zagadnienia, która stwierdza, że poza organami rozrodczymi jest więcej tego, co stanowi o byciu postrzeganym jako mężczyzna lub kobieta, a nawet odłączeniu tego co stanowi o płci od samej fizyczności. Na przestrzeni wieków płeć reprezentowały bardzo różne atrybuty, a w różnych czasach i kulturach ten sam atrybut dodawał raz męskości, a raz kobiecości. Oczywiście analiza nie zamyka się na przeszłości, ale też obserwuje i odnosi do historii to co obserwujemy współcześnie.


Na koniec

Wydaje się, że gender wcale nie próbuje wymusić na babach hodowanie brody, a na facetach noszenie sukienek i ucinanie kutasów, choć dla mylnie postrzegających zjawisko przeciwników będzie on zawsze kojarzył się ze zniewieściałymi facetami i noszącymi luźne spodnie babami z krótkimi włosami. Ten margines zjawiska jest niestety bardzo głośny i konstruujący u obserwatorów pogląd, że pedały i feministki stanowią całość zjawisk do których odnosi się gender. Jedna strony myli się w postrzeganiu, a druga krzyczy aby ją postrzegać wyciągając na wierzch tylko to co kole w oczy – obie strony mylą płeć i sposób kształtowania dyskursu na temat płci, a mylne podchodzenie do tematu stanowi wodę na młyn takiego szydercy jak Jerzy Urban.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.