Wątroba Gate, czyli opowieść o (nie)starym psie i podrobach


Wątroba. Nie ta pomarszczona studenckim życiem, ale spożywcza. Uczę się jeść wątrobę, gdyż jej nie lubię, a takie podejście ogranicza mnie w zakresie dobrodziejstw kulinarnych. Brzmi jak paradoks, ale nim nie jest. Mówiąc prościej – to ja jestem stratny nie lubiąc wątroby, bo ta preferencja zmniejsza liczbę potraw, jakie mógłbym zjeść ze smakiem.


O tym jak tragicznie na wątrobie się poślizgnąłem

Wątrobę jadłem, lub przynajmniej próbowałem, trzykrotnie w moim życiu. Wymienię i pokrótce je opiszę.

Doświadczenie pierwsze w życiu nastąpiło w wieku sześciu lat – w zerówce. W grupie mieliśmy niejadków, mieliśmy jedną dziewczynę, która bardzo wolno jadła i gdy wszyscy już skończyli, to ona była w połowie. Mieliśmy cztery stoliki, a gdy ktoś skończył jeść to mógł usiąść jeden za drugim na dywanie skierowany w stronę swojego stołu. Wszyscy już siedzieli, gdy chyba Ula (albo Monika) jeszcze się męczyła.

Ze mną problemu nie było. Zjadałem niepośpiesznie, ale nigdy nie trzeba było mnie namawiać lub strofować. Miał jednak miejsce jeden wyjątek. Możliwych uzasadnień jest kilka i dziś każde wydaje się równie prawdopodobne. Mogłem być przeziębiony lub być w przededniu przeziębienia, a zatem źle się czuć nie mieć apetytu. Pani przedszkolanka mogła mieć zły dzień, mogła się już poddenerwować niesfornymi dziećmi, albo mogła mnie nie lubić (ja jednej nie lubiłem, ale nie pamiętam kto tego dnia nas pilnował) i stąd tak ze mną postąpiła, albo, i tu psa pogrzebałem, wątroba była zła.

Wątroba była zła, bo mi nie smakowała, albo zła, bo źle przyrządzona. Nie pamiętam tej wątroby (smaku, twardości itd.), ale pamiętam, że obok na talerzu był ogórek pokrojony wzdłuż w ćwiartki (kiszony lub konserwowy) oraz kasza gryczana – oba dodatki lubię od dziecka. I gdy ja wątroby nie jadłem, choć spróbowałem, to pani przedszkolanka, bez względu na przyczynę, zaczęła mnie namawiać i mówić, że mam ją zjeść. Nigdy przedtem nie doświadczywszy takiego strofowania w kwestii jedzenia. Nie znając tego uczucia po zganieniu za złe zachowanie, byłem smutny i pamiętam, że to przeżywałem. Chyba nawet mi jakaś łza pociekła. Wiem, że ostatecznie wątroby nie dojadłem, co z jednej strony spowodowało, że udało mi się postawić na swoim, ale z drugiej nie zastosowałem się do polecenia, co powodowało dyskomfort bycia nieposłusznym.


O zapadłej w pamięć wątrobie i utrwalonym przekonaniu

Od tego czasu, od szóstego roku życia, żyję w przekonaniu, że wątroby nie lubię, że mi nie smakuje i nie mam zamiaru jej jeść. Opisane doświadczenie, choć błahe w skali życia, to jednak zapadło w pamięci jako trauma na tyle silna, że tak samo silne jest przekonanie będące jej następstwem. Problem polega na tym, że od tego wydarzenia przez kolejnych dwadzieścia kilka lat nie jadłem z premedytacją wątroby, a tym samym nie wykształciłem jakiejkolwiek na nią tolerancji i nie posmakowałem tego, jak mogłaby smakować w dobrym przepisie. Moje nieprzypadkowe przekonanie ograniczyło spektrum potencjalnie przyjemnych doświadczeń. Przez cały ten okres byłem stratny ilekroć zrezygnowałem ze spróbowania smacznej potrawy z wątrobą, a mając możliwość zaproponowania potrawy mającej być przygotowaną na obiad wybierałem znany kotlet zamiast czegoś urozmaiconego, tj. wątroby. Miały miejsce przypadki wakacji, gdzie na obiad miała być wątroba, a ja rezygnowałem jedząc kartofle z surówką. I tak przez ponad dwadzieścia lat.

Przez cały ten okres podtrzymywałem ograniczające mnie przekonanie. Zwrócić uwagę należy, że był to okres, gdy najmocniej wykształcał się mój charakter, preferencje i wartości – jako nastolatka i młodego dorosłego. Dopiero gdy one się wykształciły przyszło mi do głowy sprawdzić czy przypadkiem się nie pomyliłem lub nie ograniczyłem.


O tym jak postanowiłem sprawdzić kto jest mądrzejszy – ja jako sześciolatek, czy ja jako dwudziestosześciolatek

Wątróbka drobiowa z cebulą i ziołamiKilka lat temu, nie tak dawno, postanowiłem przyrządzić wątrobę. Miałem już takie podejście do sprawy jak opisane powyżej. Irytowało mnie, że nie lubię wątroby, przez co jestem ograniczony. Mając na uwadze, że na przestrzeni lat smaki niekiedy się zmieniają, postanowiłem podpytać się oraz poczytać o sposobie przyrządzania wątroby, a następnie bardzo zachowawczo, ale też najbardziej starannie jak byłem w stanie, usmażyć wątrobę w potrawie najprostszej – z cebulką.

Gdy przyszło co do czego wątrobę wymoczyłem w mleku, podsmażyłem cebulkę, mięso pokroiłem i pilnowałem aby za wcześnie nie posolić. Miało to miejsce w piątek, a w sobotę miałem gościa, który smak wątroby lubi i miał okazję dobrze przyrządzoną wątróbkę jeść w domu, a więc poczęstowałem i poprosiłem o ocenę. Usłyszałem, że w moim wykonaniu wątroba jest dobra, taka jaka być powinna.

A jak ja oceniłem swoją wątrobę? Nałożyłem na talerz niedużą porcję z cebulką i wziąłem do tego chleb. Postanowiłem sprowokować idealną sytuację obiadową – tak aby wszystko mi pasowało i nic nie psuło wrażenia posiłku. Lubię jeść coś oglądając. Włączyłem coś ciekawego, wygodnie usiadłem, wybrałem ładny talerz i ulubiony widelec. Wszystko się zgadzało. Spróbowałem. Smak mi odpowiadał. Był dziwny, inny, ale odpowiadał – nieco mięsny, ale inaczej, smacznie słony, a cebulka stanowiła miły pod zębem słodko-słony dodatek. Zjadłem cztery kawałki (tyle ile miałem na talerzu) i w sumie się najadłem. Problem leży w tym, że standardowo jadam większe obiady, a tu, pomimo zdrowego głodu, zjadłem mniej niż zazwyczaj. Bardzo otworzyłem się na tą wątrobę, ale coś jednak mnie ograniczało w pełnym rozkoszowaniu się nią.


Stary pies i nowe sztuczki

Stary pies.

Wtedy zacząłem analizować. Zdaję sobie sprawę, że nadmierne analizowanie tak nieznaczących kwestii może wydać się niewarte dla wielu i ostatecznie zbędne, ale nie zajęło mi wiele czasu, a za to dało niegłupie wnioski. Zastanawiałem się czemu mi nie pasuje wątroba. Wydaje mi się, że znalazłem odpowiedź. Otóż, o ile smak mi odpowiada, to nie pasuje mi struktura mięsa.

Struktura mięsa, do jakiej przyzwyczaiłem się przez całe swoje życie, to struktura włóknista, zaś wątroba ma strukturę gąbczastą. Gdybym miał okazję jeść mięso o takiej strukturze, za czasów kształtowania się głowy, to pewnie nie czułbym tego niejako dyskomfortu, a tak czuję. To połączenie w głowie, które toleruje taki rodzaj jedzenia, po prostu się nie wykształciło ze względu na brak pozytywnych doświadczeń, co wynikało z faktu, że pierwsze doświadczenie było negatywne. Dziś, gdy już od lat utrwalałem brak tolerancji na gąbczastą strukturę mięsa, po prostu w mojej głowie pojawia się zgrzyt w jednym z wielu aspektów oceny jedzenia – choć smak, wygląd, zapach itd. mieszczą się w przestrzeni mojego pojmowania rzeczy jako dobre lub normalne. Tak oto, już jako doświadczony pies, nie potrafię nauczyć się nowej sztuczki.


Światełko w tunelu, które jak przez pępek pada na wątrobę

To jest zaczątek do kolejnego wpisu. Otóż ostatnio wątrobę zblendowałem i pokonałem swoje nieuzasadnione uprzedzenie wynikające z ograniczonych doświadczeń na przestrzeni lat. Sprowokowałem, że tak obrobiona wątroba trafiła w jedną z moich ulubionych potraw. Tym samym przeskoczyłem problem struktury mięsa i pozostawiłem pyszny smak, świetny zapach i akceptowalną strukturę. 

Ale to jest zaczątek do kolejnego wpisu… ciąg dalszy zatem nastąpi.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.