Medal ma dwie strony


Odbył się czarny marsz. Kobiety wyszły i pokusiły się o hasła będące wyrazem sprzeciwu wobec proponowanej ustawy. Chciałbym wspomnieć, że tutaj medal ma dwie strony, ale nie są stronami tego medalu zwolennicy i przeciwnicy ustawy, a są nimi przekonania i prawo.


Postaram się zdystansować od jakiegokolwiek przekonania własnego, czy to wynikającego z poczucia, że wolność jednostki jest najważniejsza, czy też z faktu nauki proponowanej przez kościół. Skupię się na innym temacie, który idealnie byłoby, gdyby obie strony trafnie by rozpoznawały jako kluczowy.


Przekonania

można mieć różne. Wynikać mogą z poczucia tego co jest moralne, mogą być zaczerpnięte z autorytetu, mogą być wynikiem własnych wnioskowań itp. Sama kwestia aborcji jest na świecie rozwiązana niekiedy bardzo skrajnie. Jedną stroną jest skrajność polegająca na zakazywaniu jej wykonywania pod rygorem kary nawet w sytuacji gwałtu lub zagrożeń zdrowia i życia matki i dziecka, a z drugiej w kilku miejscach jest dostępna na życzenie do siódmego miesiąca nawet zdrowej i niezagrożonej ciąży (z Chin docierały doniesienia o sytuacjach aresztowań i przymusem wykonywanych aborcji nawet w siódmym miesiącu). Dzieci, przy odpowiedniej asyście, mogą żyć poza łonem matki już w tym okresie, w którym bywa, że aborcja jest dozwolona, albo nawet wymuszana. Skrajności występują po obu stronach.

Jedni twierdzą, że z płodem, a nie dzieckiem (człowiekiem) mamy do czynienia aż do porodu, albo do momentu uruchomienia układu nerwowego, a inni, że od poczęcia. Kto jest mądry i zna prawdę obiektywną, gdy każdy ma swoją?

Na biologii (nauce, nie wierze) dowiedziałem się, że kwestia genetyki człowieka decyduje się od chwili poczęcia (zapłodnienia), kiedy to chromosomy się łączą itd. Już wtedy mamy parametry takie jak kolor skóry, płeć, predyspozycje do wzrostu, niestety też choroby, ale także temperament, który jest wrodzony, a który jest silnym katalizatorem rozwoju osobowości. Oczywiście potem dochodzi sposób zadbania ciąży, poród, socjalizacja, emocje, relacje, szkoła, środowisko itd. Jednak już w chwili poczęcia w ciele kobiety zapada klamka odnośnie bardzo wielu parametrów tego, jakim będzie człowiek, a kolejne miesiące ciąży są odpowiedzialne za rozwój i wykształcanie się ciała. To jest argument, z którym ja, bazując na nauce, nie potrafię polemizować z tymi, którzy posiłkując się wiarą mówią o człowieku od chwili poczęcia. Nie, że się zgadzam, ale się dystansuję, gdyż nie wiem, a nie chcę swojego przekonania narzucać innym jako prawdę obiektywną, jedyną słuszną drogę i jako prawo.


Prawo

jest osobną kwestią. Dziś kościół podpowiada rozwiązania skrajne i takie też debatuje się w parlamencie. To nie jest przekonanie, to ma być prawo. Przecież gdyby do władzy doszły niedawno protestujące kobiety, to nie wprowadziłyby ustawy wymuszającego aborcję na zgwałconej kobiecie lub z podejrzeniem urodzenia dziecka z zespołem downa, bez względu na jej wolę. Nie zrobiłyby tak, a po prostu dałoby taką możliwość i swojego poglądu przyzwalającego na aborcję nie narzuciłoby w postaci prawa stronie o poglądach odmiennych, więc też niech nie dzieje się tak w przeciwną stronę. Tu jest pies pogrzebany – w prawie, nie w poglądzie.

Dla zwolenników aktualnych rozwiązań, albo też liberalizacji zapisów, argumentem w mojej ocenie po całości niesłusznym, jest zestawianie aborcji jako mniejszego zła względem spędzenia dzieciństwa w domu dziecka i niezwykle trudnego startu, a z czymś takim też niestety się spotkałem. Tak zwana przesłanka społeczna, czyli przyzwolenie na aborcję w czwartym przypadku, gdy kobieta jest niezdolna do utrzymania dziecka po jego urodzeniu oraz do prawidłowego zadbania o ciążę (bo kwestia materialna, bo niekiedy patologie, bo inne) nie prowokuje mnie do krzyczenia własnego poglądu, ale mnie mierzi i przyprawia o gęsią skórkę. Idealną, ale nie nieosiągalną sytuacją jest zapewnienie godnego życia i startu, gdyż w dużej mierze jest to kwestia materialna, a więc dyskomfort w postrzeganiu takiego poglądu wywołuje u mnie zestawienie aborcji jako alternatywy do wydatków, bo to stanowi wprost (nie zawsze, ale w wielu przypadkach) przeliczanie życia na pieniądze, a to skrajnie sprzeczne jest tym co uważam za moralnie słuszne.

Z drugiej strony do żadnego heroizmu nie należy zmuszać, gdyż co się tym osiągnie dla tych, którzy za słuszną przyjmują naukę kościoła? Nawet jeśli całkowity zakaz aborcji jest faktycznie tym, co dziś Bóg by nam powiedział, a mamy ponad 90 procent katolików w państwie, to i tak kobieta, która czynu zakazanego w świetle wiary się nie dopuści (nie wykona aborcji, w obliczu zakazującej jej ustawy), to jeśli nie wierzy, nie zrobiła tego z przekonania, a wręcz ma żal i czuje nienawiść do zasad wiary, to przecież zbawiona nie zostanie. Jeśli zatem przeciwnicy aborcji chcą zbawić wszystkich, to i tak im się to nie uda, nawet jeśli wymuszą postępowanie w zgodnie z zasadami wiary, ale bez przekonania i bez samej wiary i bogobojności. Zabieg wymuszający podporządkowanie bogu jest z perspektywy boskiej zwyczajnie jałowy. W aktualnej nauce kościoła nie zostanie się zbawionym nawet wtedy, gdy było się dobrym i szlachetnym człowiekiem, a jedyna reguła której się nie podporządkowało to wiara i miłość do Boga – to wystarczy, więc po narzucać postępowanie wbrew sobie, a w zgodzie z nauką kościoła w postaci prawa, skoro nie da to efektu?


Na koniec

wspomnę, że budzące niepokój skrajne rozwiązania (kompletny zakaz, albo aborcja na życzenie do siódmego miesiąca ciąży) są po obu stronach. Nie ma jednej prawdy obiektywnej, która przemówiłaby do wszystkich, a w związku z tym mamy przekonania, które jednak nie powinny być prawem. Przestrzeń do decyzji powinna być pozostawiona, gdyż nawet heroizm w oczach boskich, nie występujący równocześnie do przekonania, efektu zbawienia nie da. Każdy oprotestowujący debetowaną ustawę niech nie protestuje wobec światopoglądu przeciwników aborcji, a wobec próby zamiany ich poglądu na prawo. Może to być trudne, bo przeciwnicy aborcji niekiedy nie rozumieją tego podziału, ale jeśli przeciwnicy ustawy o podziale tym zapomną, to stracą grunt na którym bazują – to, że człowiek o każdych poglądach powinien móc decydować o sobie, a nie poglądy jednego mają decydować o życiu drugiego. To jest w mojej ocenie najważniejsze, żeby się nie zaślepić w walce i zapomnieć z czym lub o co się walczy – i to dla obu stron.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.