A Ty wolisz robić laske czy łaskę?


Tytuł zainspirowany memem internetowym, w którym pan prof. Bralczyk powiedział: Pisz po polsku, bo jest różnica czy robisz komuś „łaskę”, czy „laske”. Nie wiem czy to autentyczna wypowiedź profesora, ale zdecydowanie słuszna.


Pisze o tym, bo dziś spotkał mnie śmieszny przypadek. Napisałem rano przed pracą SMS do koleżanki z pracy, z którą razem planowaliśmy jechać. Ona zadeklarowała wizytę w sklepie więc poprosiłem:
– Jak będziesz na ryneczku to kup mi proszę 2 pączki z dowolnym nadzieniem.
Ona mi na to odpisała:
– Ja do cukierni ide, dwie paczki czego z nadzieniem? – w obu przypadkach pisownia oryginalna.
Okazuje się, że smartfon adresatki nie wyświetla polskich znaków.


Wpisałem w google "paczki" i znalazło paczki... na paterze najwyraźniej.O praktykach komunikacyjnych z użyciem smartfona pisałem już wielokrotnie: o telefonach zrośniętych z dłonią tu, o przeroście formy nad treścią i braku szacunku tu i o ślepocie zapatrzonych w ekrany tu


Nie używam polskich znaków w jednym tylko przypadku – gdy piszę kolejną wiadomość w odpowiedzi na serię pytań mało znaczących i niezbyt pilnych, gdy w tym czasie się śpieszę i tracę cierpliwość. Kiedyś pisałem SMS-y bez polskich znaków, bo kosztowały one 29 groszy, tak jak i dziś mogły mierzyć 140 znaków, a jedna polska literka liczyła się za kilkadziesiąt znaków. Ponadto nie miały one słowników, a zatem za prawidłowość zapisu każdego słowa odpowiedzialny był nadawca, co nie zawsze było łatwe przy rozproszeniu uwagi oraz przy niewielkiej klawiaturze z koniecznością wielokrotnego wciśnięcia przycisku dla wybrania określonej literki.


Dziś polskich znaków używam, tak jak już wspomniałem, prawie zawsze. Jest to tanie, prawidłowe, podbija szacunek do adresata bo wymaga nieco więcej fatygi, utrwala znajomość zapisu (przez oko i palec), a telefony mają słowniki (lub nawet jeśli nie są one bogate w słowa i odmianę, to potrafią szybko się uczyć tylko za pośrednictwem rejestrowania tego co użytkownik zapisuje ręcznie).


Dziś, bo oko przyzwyczaja się do czytania słów bez polskich znaków, czytam SMS-y bez problemu. Piszących w ten sposób uważam jednak za nieznacznie bardziej leniwych, za ważniejsze uznających zbędne tempo ponad jakość i czystość przekazu, być może nieumiejętnych w posługiwaniu się polskimi znakami, a ponadto tanich, czyli skąpych. Oczywiście taka drobnostka nie ma większego znaczenia w ogólnym rozrachunku i nie myślę o tym za każdym razem jak dostanę SMS, ale w takim przypadku jak dzisiejszy myśl z wpisu obudziła się w mojej głowie. Ze względu na to niekiedy istotnie nie śpieszy mi się odpisywać na SMS-y bez polskich znaków i bez pytań w treści – no bo po co, gdy ponad „łaskę pańską” wolą „laske pana” – zboczeńcy i bezbożnicy!


1329950291_by_tds1974_600


P.S. Verba volant, scripta manent – że tak fikuśnie skwituję. Na pohybel nieświadomym polonofobom o zdolności myślowej możliwej do zapisania SMS-em!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.