Polityka historyczna PiS bis


Bis, bo druga odsłona polityki historycznej PiS. Dziś musimy historię stworzyć na nowo, gdyż ta którą dziś znamy była napisana niedbale i nieroztropnie, także dlatego bo dominuje w niej prawda kosztem patriotyzmu. Wymienię zdarzenia historyczne, które zostaną zmienione.


Niedługo wyeliminuje się te wszystkie błędy z książek historii i zacznie się uczyć dzieci prawidłowej wersji historii, ale dla większości z nas jest już za późno, gdyż znamy historię z poprzednich podręczników. Dlatego dla siebie, ale także dla każdego zainteresowanego aktualizacjami w historii, przygotowałem zestawienie zmian na dzień dzisiejszy."Śmiech, czyli coś co może zabić Jarosława Kaczyńskiego" - Jakub Korus, newsweek.pl, 2016-07-12

Oczywiście w internecie aktualizacji jest mnóstwo, a większość z nich pokazuje pana Jarosława Kaczyńskiego jako bohatera wszystkich najważniejszych wydarzeń z kilku ostatnich wieków (na koniu w bitwie pod Grunwaldem, jako pierwszego kosmonautę itd. – źródło: newsweek.pl), ale do oficjalnych wersji zmian tych historii jeszcze dojdziemy. Dziś skupię się na wersjach już opracowanych. Mamy cztery nierówne przypadki. Uszereguję, zgodnie z aktualną wersją historii, od najmniej ważnego do najistotniejszego.


Pogrom kielecki (i w Jedwabnem)

Zacznijmy od źródła. W wywiadzie Moniki Olejnik w programie Kropka nad i pani Minister Edukacji Narodowej Anna Zalewska odpowiedziała na pytanie o winnych pogromu kieleckiego w taki sposób. [źródło: tvn24.pl – od 07:30]

Dotychczas pogrom kielecki to była
seria napadów na ludność żydowską, jaka miała miejsce 4 lipca 1946 roku w Kielcach. Pogromu dokonali mieszkańcy Kielc oraz żołnierze Ludowego Wojska Polskiego, Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego i funkcjonariusze Milicji Obywatelskiej.
Bezpośrednią przyczyną pogromu była plotka o uwięzieniu przez Żydów w piwnicy budynku przy ul. Planty 7 ośmioletniego chłopca – Henryka Błaszczyka, w celu dokonania na nim mordu rytualnego. W wyniku pogromu zginęło 37 Żydów, 35 zostało rannych. Zginęło też trzech Polaków.
Pogrom kielecki wzburzył opinię publiczną w Polsce i za granicą, wzmógł emigrację Żydów z Polski i innych krajów europejskich, i przyczynił się do rozpowszechnienia w świecie stereotypu Polaka-antysemity. [źródło: Wikipedia]

http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/anna-zalewska-w-kropce-nad-i-o-jedwabnem-i-pogromie-kieleckim,660799.html

Dopowiedzieć można, że chłopiec po latach przyznał podczas kolejnej rocznicy pogromu, że opowieść o porwaniu kazał mu zeznać ojciec, choć nie było to prawdą. Porwanych dzieci miało być więcej – tak zeznał Henryk Błaszczyk wspominając ich zwłoki w piwnicy, ale służby nic nie znalazły, a dziś już wiemy, że nigdy w piwnicy przy Planty 7 chłopiec nie był. Można założyć, że służby lub inne jednostki mogły podburzać tłum do ataku, tym bardziej, że w tym okresie miały zdolność i doświadczenie rozpędzać nawet większe zgromadzenia. Ponadto można przyjąć, w przypadku pogromu w Jedwabnem, że część oprawców zdecydowała się działać za fakt chęci przypodobania się służbom, bardziej a niżeli z nienawiści. Ale do sedna. [źródło: polskaniepodlegla.pl; wmeritum.pl]

Czy fakt, że pojawiła się plotka, że żydzi są mordercami dzieci, także fakt artykułowania oskarżeń o antysemityzm pod adresem atakujących ze strony ofiar, a dalej także fakt możliwego prowokowania takiego rozwoju sytuacji odbiera Polakom, którzy żydów zamordowali, polskie obywatelstwo, aby nie móc ich nazywać Polakami? Wygląda na to, że wina leży po jednej stronie. Oczywiście przyczyniło się to do budowy na świecie wizerunku polaka-antysemity, ale czy odebrało tym Polakom ich polskość, a przecież tego dotyczy nowa historia? Z dzisiejszego punktu widzenia najwygodniej byłoby, gdyby byli to pewnie Rosjanie – może taką wersję zawrzyjmy w podręcznikach.

Nie twierdzę, że dyskredytującym jest dla nas przebieg pogromu kieleckiego. Polacy okazali się nieroztropni, nienawistni i brutalni. Oczywiście, że życzyłbym sobie, ale przede wszystkim ofiarom i rodzinom ofiar wydarzenia, aby nigdy nie miało ono miejsce. Ale czy w obliczu tego żalu i wstydu powinno się odebrać oprawcom polskość, aby mi jako polakowi nie było gorzej – bo to jakby do tego się sprowadza.


Wejście do NATO

Drżącymi rękami drzwi za sobą zamyka, och! Nareszcie sami. Ach! Zosiu, ach Zosieńko, jak mi niewygodnie, popatrz, jak mi… a nie, to nie to. Przepraszam, to nie ten fragment. Chciałem napisać jak szef MSZ Witold Waszczykowski opowiadał o tym jak wyciągał drżącymi rękami FAX od sekretarza generalnego NATO, a nie jak pan Tadeusz w XIII Księdze wyciągał… no wiadomo co. Ale do sedna.

Polska jest w NATO od 1999 roku. Sprawę zainicjował ówczesny premier Jan Olszewski przy wsparciu prezydenta Lecha Wałęsy, a kontynuowali następcy prezesa rady ministrów – Oleksy, Cimoszewicz i Buzek – już ze wsparciem prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, którego partnerem w dyskusji był Bill Clinton. Na koniec, wraz z szefami MSZ Czech i Węgier, Bronisław Geremek podpisał Traktat. [źródło: msz.gov.pl; stan na: 27 lipca 2016]

Prezydent Andrzej Duda standaryzuje Siły Zbrojne RP do poziomu NATO.Przy okazji ostatniego szczytu NATO w Warszawie zorganizowana została wystawa w korytarzach Stadionu Narodowego, mająca upamiętnić historię Polski w NATO. Kogo wystawa promowała, jako twarze tej historii? Jana Olszewskiego, Lecha Kaczyńskiego i Andrzeja Dudę. Nikt poza prezydentem Dudą słowem nie zająknął się o tym, że wszystko co się odbyło i zostało osiągnięte w ramach szczytu w Warszawie było już omówione i sprecyzowane za poprzedniego rządu, a zadaniem tego prezydenta i rządu  było tego nie spieprzyć (tylko i aż). Historia napisana na nowo stanowi o tym, że nieżyjący uczestnik rozmów w Magdalence Lech Kaczyński był silnie zaangażowany w kształt dzisiejszego sojuszu, a prezydent Duda zorganizował wiekopomny szczyt. Dlaczegóż tylko prezydent Duda, najpewniej w ramach szacunku do urzędu jaki sprawuje, zająknął się o zasługach jego poprzednika, ale w zamian prezes partii pominął go w podziękowaniach po zorganizowanym bez znanych nam błędów szczycie. Brawo!

Do zasług prezydentów Kaczyńskiego i Dudy należy odpowiednio (zgodnie z wystawą) Cywilna i demokratyczna kontrola na wojskiem oraz Przystosowanie struktur Sił Zbrojnych RP do standardów NATO. To drugie w mniej niż rok i to dopiero po 17 latach od wejścia. Ciekawe czy te nowe struktury i standardy mają jakieś certyfikaty ISO, bo o outsourcingu to wiemy. [onet.pl_1; onet.pl_2; tvn24.pl]


Polegli pod Smoleńskiem

Minister edukacji narodowej nie widzi różnicy między określeniem „zginęli” i „polegli”.

polegnąć;
1. zostać zabitym, stracić życie w walce;
2. potocznie: przegrać, ulec

[źródło: sjp.pl]

Żadna z 96 ofiar katastrofy Tupolewa nie była w trakcie walki. Z drugiej strony jednak, lecieli oni samolotem, mieli plan wylądować, ale to nie wyszło w tragicznych okolicznościach – przez las, wieżę kontroli lotów, pomiary wysokości, sposoby ich podawania, język itd. Nie polegli zatem tracąc życie w walce, ale najwyraźniej ulegli i przegrali – znaczenie pierwsze jest wykluczone, ale drugie już da się uzasadnić. Gdyby tak na to popatrzeć, to jest to dość dyskredytujące, że Minister Obrony Narodowej każe przy każdym wydarzeniu z asystą wojskową przypominać o tych co ulegli/przegrali w trakcie pełnienia służby.

Oczywiście, wersja oficjalna historii ponowoczesnej zakłada pierwsze znaczenie. Pod Smoleńskiem samolot rozerwało jak parówkę, lub wręcz puszkę po piwie, a ofiary zostały zabite w trakcie walki jako obrony przed atakiem. Nie zdążyły nawet wyciągnąć broni, gdy to już oprawca rosyjski brutalnie zamordował  96 Polaków dokonując ataku na narodową elitę przy użyciu bomby na pokładzie, torpedy lub żelaznej brzozy. Jako, że w historii Polski od Piastów nie było większego bohatera, budowniczego lepszej przyszłości i mędrca niż Lech Kaczyński, to mu należą się największe możliwe honory. Comiesięczne obchody, czuwanie i modlitwy.

Mój pomysł na pomnik. Majestatyczny, niestandardowy, nader dosadnie upamiętniający.10 kwietnia ma być świętem narodowym wolnym od pracy. Mam też własny pomysł na pomnik katastrofy, to znaczy zamachu w Smoleńsku. Replikę Tupolewa w skali 1:1 ustawioną na placu przed pałacem prezydenckim. Model byłby wykuty z marmuru i byłby dokładnym odzwierciedleniem zarówno z zewnątrz jak też i w środku. Do wejścia prowadziłyby schody, a wizytujący mogliby nimi wejść do środka i zobaczyć jak wyglądało wnętrze. Każda z 96 ofiar byłaby wyrzeźbiona i usadzona w miejscach, gdzie przebywała w trakcie lotu – 94 ofiary byłby zrobione z bursztynu, a para prezydencka byłaby ze złota. Turyści wchodziliby do samolotu. Przechadzali się od kokpitu aż po tył, a potem wychodzili. W trakcie byłyby odtwarzane nagrania zarejestrowane w kokpicie na kilka minut przed zamachem oraz najznamienitsze wypowiedzi każdego z polityków (byłby gwar, ale każdy mógłby podejść do pojedynczej rzeźby i przybliżyć ucho, aby w tym szumie usłyszeć co ta konkretna osoba mówi).

Ponadto, obok stałby budynek z symulatorem 4D. Wizytujący mogliby wygodnie się rozsiąść po tym, jak podłączone by zostały do nich stymulatory. W ramach doświadczenia sami przeżyliby katastrofę – zawroty głowy, ból wszelkiego rodzaju, a niektórzy, po wyborze „roli poległego” mogliby nawet odczuć ból postrzałów w skroń. Do tego pomnik Lecha Kaczyńskiego rozmiarów Jezusa ze Świebodzina na Magdalence – tak dla pewności, żeby nikt się nie pomylił. Wtedy dopiero pamięć poległych zostałaby należycie upamiętniona.


Ktoś może uznać, że drwię. Abstrakcyjność i oderwanie od rzeczywistości tych pomysłów jest silne, ale czy dużo bardziej abstrakcyjne i oderwane niż to co już usłyszeliśmy z ust rządzących? Rewelacje o trotylu, parówkach, uśmiechach Tuska i Putina, puszkach po piwie jako modelowa symulacja? Czy ta powyższa przesada jest bardziej przesadzona niż przesada państwowa odnośnie historii?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.