Dzień dziecka 3


Wczoraj mieliśmy Dzień Dziecka. Teraz, mając już blisko 30 lat zdaję sobie sprawę, że będąc dzieckiem każdy dzień był moim dniem. No może prawie każdy. Nie chciałbym wrócić do tamtego czasu, ale teraz już rozumiem to, co wtedy mówili dorośli – żeby nie śpieszyć się z dorastaniem, bo dzieciństwo jest najbardziej beztroskim okresem. Dodaję, że są sytuacje dramatyczne i patologiczne, które skrzywiają doświadczenia, ale na szczęście mnie nie dotknęły, więc nic więcej w tym temacie.


Dziękuję Ci mamo

Jak słitaśnie. No fakt, ale podziękowania szczere, bo dziś dopiero wiem o co jej chodziło. Kwestia sprzątania, prania, zamiatania brudu wniesionego na butach, mycia naczyń, rozlewania itd.

Dziś, gdy mieszkam sam, nie zawsze zajmuję się wszystkimi obowiązkami niezwłocznie. Czasem talerz poleży dobę w zlewie, a na krześle powiszą kilka dni koszule czekające na uprasowanie. Czasem mogę sobie pozwolić na przesunięcie w czasie obowiązków, a czasem nie. W tym pierwszym przypadku robię coś innego lub się obijam, a w drugim robię to bez entuzjazmu… ale robię. W pełni rozumiem dziś brak radości i uśmiechu od ucha do ucha, gdy matka rozwieszała pranie, zamiatała przedpokój lub zmywała naczynia. Czasem nawet była nieco zła. Dodam, że pracowała zawodowo. A ja głupi myślałem, że ona to lubi, albo że dla niej takie poodkurzanie to nic, a dla mnie to fatyga.

Dygresja
A teraz pomyślmy sobie o przypadkach osób – facetów w szczególności, którzy z mniejszą lub większą uwagą dbają o swoje otoczenie, ale nigdy nie doświadczyli samodzielności. Ile dla nich jest warta fatyga odkurzania lub mycia okien, jeśli zawsze robiły to matki. A potem, bez dobrej oceny tego ile to kosztuje i wyuczonego poczucia odpowiedzialności za otoczenie, konflikt z partnerką w sytuacji życia wspólnego i podziału obowiązków może się zbudować na garnkach, kurzu i błocie.

Gdy dziś prasuję koszulę przed pracą i pomyślę sobie, że miałbym uprasować nie tylko dla siebie, tylko ktoś by mi dorzucił jeszcze ze dwie lub trzy, to bym się zirytował. Tym bardziej jak bym wrócił z pracy i zobaczył, że ktoś naniósł błota na przedpokój (i nic sobie z tego nie robił). Toż chyba bym ukręcił coś gagatkowi. Łeb profilaktycznie. A tu proszę. Takiemu mnie też to się musiało przydarzyć, a żyję. I to uzasadnia nagłówek tej części.


O tym kto obchodzi urodziny

Gdy mam urodziny spodziewam się życzeń. Zrozumiałe, bo sam także składam innym. Tak samo też życzenia dzieciak otrzymuje od rodziny, w tym rodziców. Osobiście jednak uważam, że urodziny takiego Adasia jak ja, to w największym stopniu radosne święto dla matki, w drugiej kolejności dla ojca, a w trzeciej dla pozostałej rodziny. Dla mnie samego urodziny to święto łamane dwiema stronami – pozytywną, bo mierzoną kolejnym rokiem doświadczeń, wspomnień itd, a druga to fakt skracania się życia. Dla rodziców jest natomiast tylko i wyłącznie pozytywne zjawisko, a dla samej matki rocznica bardzo intensywnego, raczej nieprzyjemnego, ale zdecydowanie pozytywnego wydarzenia. Ja zawsze dziękuję matce za więcej niż tylko życzenia w moje urodziny.

Tak samo sprawa ma się w przypadku dnia dziecka. W ogóle ja bym odwrócił tradycje – na dzień dziecka to dziecko składa życzenia rodzicom, bo w końcu to oni dali mu możliwość bycia dzieckiem, a na odwrót działoby się w dzień matki lub ojca. Dodatkowo także propozycja reguły z poprzedniego akapitu – w moje urodziny to ja dzwonię do rodziców i im dziękuję, a z okazji mojej obecności na tym świecie składam życzenia.

Może bez sensu, ale jakoś logika emocji podpowiada mi takie rozwiązanie. Logika emocji.


Zakończenie

Na zakończenie życzę wszystkim rodzicom i dzieciom wszystkiego najlepszego. Z tej okazji wydziergałem pluszaka. No może nie całego. :)



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

3 komentarzy do “Dzień dziecka