Ad mortem defaecatam


Ostatnio pani poseł profesor Krystyna Pawłowicz przypomniała nam powiedzonko łacińskie – ad mortem defecatum, co znaczy tyle co do usranej śmierci. Czasem można powiedzieć, że ktoś ma przekonanie, nie koniecznie trafne lub wręcz wprost nieprawdziwe, w którym będzie trwał ad mortem defaecatam. Cztery mechanizmy przedstawię.


Wiem, że 2 + 2 = 5

Podejście pierwsze nie jest fałszywe. Wyobraźmy osobę, która twierdzi, że 2 + 2 = 5. Żyje w pełnym przekonaniu o tym, że tak jest. Potrafi powołać się na opinię, na książkę oraz prawie trafnie jest w stanie wykazać to stosując metodę naukową.

Takie przekonanie da się zmienić. Prymitywnie zaproponuję stwierdzenie, że dwójka ma dwie jedynki, więc z dwóch dwójek ma się cztery jedynki – z tego wynika, że wynik to cztery jedynki, a nie pięć jedynek. Oczywiście rozmówca musi mieć rozumienie jedynek i znać podstawowe zasady matematyki. Jeśli jednak posługuje się wiedzą (a nie jedynie ją deklaruje), to powinien go taki dowód przekonać.


Deklaruję, że 2 + 2 = 5

Podejście cyniczne. Na potrzeby artykułowania dowodu za swoją tezą posługuje się błędnym argumentem.

Takiego kogoś nie da się przekonać. On zna prawdę (że wynik to 4), ale to nie o to chodzi. On deklaruje, że wartość prawidłowa to pięć. Taki ktoś mógłby być uznany za kłamcę, ale nie za wariata.


Wierzę, że 2 + 2 = 5

Choć mowa o matematyce, która jest nauką wynikającą z wiedzy, a więc nie wymaga wiary, to jednak kogoś przekonuje argument wiary (w tym przykładzie stwierdzający błędny wynik), a nie obliczalny i możliwy do udowodnienia argument naukowy.

W przypadku polityki decyzje dotyczą ekonomii, statystyk rozwoju społecznego i demograficznego, rozwoju infrastruktury itd., a nade wszystko prawa, a więc dziedzin nauki. W przypadku polityki wydaje się, że lepiej jednak posługiwać się prawidłowościami nauki, a nie wiary. Stąd też wydaje się zasadny rozdział kościoła od państwa, a dla równości to nawet kościoła od narodu.

Nie mniej jednak, ktoś kto bierze argument wiary ponad nauki nie pozna nigdy prawdy obiektywnej – jak długo wierzy tak długo takie działanie będzie miało wynik błędny. Oczywiście należy dodać, że obok takiego jednego przekonania tej jednostki mogą istnieć też inne przekonania, mające podstawę w naukowych mechanizmach mierzonych naukowymi miarami, a więc też obok przekonania błędnego będą występować, lub mogą występować przekonania trafne.


Jestem przekonany, że 2 + 2 powinno być równe około 5

To jest mechanizm mieszany. Argument naukowy, wynikający z chęci realizacji celu lub wynikający z wiary ważone są różnie. Nawet jeśli taki jeden rozumie mechanizm naukowy, który wskazuje na cztery, to jednak wiara lub cynizm podpowiada mu, że wynik powinien być równy sześć. A więc gdy się pomierzy słuszność, to średnio jednak chodzi bardziej o pięć.


Watergate i przekonania Nixona

Przykład przekonania wynikającego z poczucia własnej władzy miał miejsce w przypadku prezydenta Nixona. To ten prezydent był odpowiedzialny za aferę Watergate. Pod pretekstem próby szkodzenia państwu (co udowodniono, że było faktycznie jedynie pretekstem) nakazał wtargnięcie do biur partii opozycyjnej, aby znaleźć dowody na to szkodzenie. Nie udało się, a to postawiło go w obliczu zarzutu, że jedyne co chciał to zdyskredytować przeciwnika, a nie chronić Amerykę przed atakiem. W filmie dokumentalnym Frost/Nixon, opowiadającym o wywiadzie prezydenta Nixona z dziennikarzem Frostem, przypomniano nam stwierdzenie prezydenta na zarzut nieprawnego wtargnięcia do biur opozycyjnej partii. Oczywiście prezydent deklarował, że nie znał prawdziwych motywacji tych co zaatakowali nieprawnie opozycję, ale jako zwierzchnik służb podpisał decyzję o wtargnięciu, o którym niedługo wszyscy przekonali się, że było nielegalne. Na zarzut, że jest ona niezgodna z prawem powiedział:

Well, when the president does it, that means that it is not illegal.

czyli po polsku

No więc kiedy prezydent o tym decyduje, znaczy to, że nie jest to nielegalne.

A tu jedynie ten cytat z autentycznego wywiadu:

Tym stwierdzeniem, w przekonaniu wielu, prezydent się pogrążył. Uznał, że mógł postąpić nielegalnie, bo miał do tego mandat jako prezydent. Od tego czasu uznano, że wiedział o wątpliwych przesłankach do ataku, zaakceptował jednak to działanie i cynicznie brnął w obronę swojej decyzji. Zatem po tych słowach nie brnął w obronę powołując się na nieświadomość swojego działania, ale w obronę swojego działania nawet jako świadomie nielegalnego.

Po deklaracji postawienia go w stan oskarżenia przed amerykańskim odpowiednikiem trybunału stanu Nixon zrezygnował – jako pierwszy i do tej pory ostatni prezydent USA. Bez wyborów prezydentem po tym wydarzeniu został Gerald Ford (z tej samej co Richard Nixon partii republikańskiej) i jedną z pierwszych decyzji ułaskawił Nixona, czego efektem była niemożność zweryfikowania legalności jego działań. Oczywiście, gdy doszło do wyborów po tym skandalu, Biały Dom został przejęty przez demokratę.

Dziś uznaje się, że Nixon był winny, postąpił nielegalnie (choć prawo łaski uniemożliwiło tego zweryfikowanie), a ponadto nie przyznał się jednak do winy, gdyż do końca żył w przekonaniu o słuszności swoich motywacji i decyzji. Był o tym do głębi przekonany lub cynicznie kłamał.


Podsumowanie – nasze polskie podwórko

Szybkie ułaskawienie przed prawomocnym wyrokiem. Znajomość prawa ale przekonanie o własnej słuszności. Słuszność własna będąca cięższą, za fakt bycia wybranym, a niżeli ciężar zasad państwa prawa. Brak gotowości do przyznania się do błędu. Łamanie zasad demokracji, w ogólnym rozumieniu, oraz prawa skodyfikowanego we własnym państwie. Trwanie w błędzie do ewidentnie usranej śmierci – brzmi znajomo? Myślę, że już tak, a za chwilę jeszcze bardziej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.