Lubię mój blog


Ostatnio miałem kilkudniową przerwę w pisaniu. Wynikało to z choroby (fizycznej) oraz planowania i przygotowywania się do spotkania Oscarowego. W tym czasie często myślałem o tym, że blog leży i nie rośnie i nie byłem z tego zadowolony.


Emocji wielkich ta przerwa nie wzbudziła, ale przy tej okazji zastanowiłem się nad przyczynami. Zidentyfikowałem, ogólnie mówiąc, dwie. Pierwsza to sprzeczność z niedawną deklaracją – że będę pisał regularnie (dysonans poznawczy i sprzeczność działania własnego z deklaracją własną) oraz dlatego, bo w tym czasie bardzo skupiłem się na jednej kwestii i głowa słabiej obserwowała otoczenie.


Blog, choć niepoczytny, to jednak stanowi dla mnie katalizator myślenia. Tematy wskakują nam do głowy i niekiedy po krótkiej chwili uciekają. Gdy mi wskoczy temat do głowy, to coraz częściej pojawia się filtr identyfikujący go jako zdatny na wpis na blogu lub nie. Te pierwsze zyskują kilka zdań w szkicach (i czekają na powrót weny), albo zostają napisane „od ręki”.


To pisanie motywuje mnie do sięgania po różne informacje i w efekcie tego poznawanie wiedzy naukowej lub przynajmniej do zapoznawania się z różnymi opiniami. Rzadko przy okazji wpisów zamykam się w edytorze tekstu, a bardziej staram się, równocześnie do pisania, coś na dany temat poczytać lub poznać czyjeś opinie.


Z drugiej strony, nawet jeśli się niczego nowego nie dowiem przy okazji pisania, to przynajmniej przemyślę jakieś zagadnienie. Czasem w efekcie tego weryfikuję swoje często silne przekonania, stawiam się w roli kogoś z kim na jakiś temat dyskutowałem lub zastanawiam się nad powodami, dla których ktoś tak a nie inaczej zważył argumenty, przy założeniu tego co o kimś wiem. To prowokuje spojrzenie na siebie i to skąd u mnie tak zważone argumenty i czy nie jestem jakoś skrzywiony. Niekiedy dystansuję się do własnego przekonania, a niekiedy tylko umacniam się w nich – bywa różnie, ale w sumie cieszy mnie, że podejście staje się bardziej refleksyjne i uzasadnione.


Dodajmy jeszcze okoliczność, że tekst jest pisany. Jeśli ktoś go przeczyta, to pozna jakiś fragment głowy i można go utrwalić. Z jednej strony motywuje mnie to do uniknięcia ewentualnego błędu, a z drugiej do uniknięcia nieuzasadnionego i błędnego przekonania. Stąd, bez względu na efekty, motywacja do tego aby to co napiszę było niegłupie, nie nieszczere oraz niekiedy nie nazbyt dosadne (tym bardziej jeśli krytyczne, a nie entuzjastyczne). Jeśli się udaje, to bardzo dobrze.


Chciałbym, aby ta percepcja stanowiła motywację dla każdego, kto lubi poznawać, rozmawiać i dumać na różne tematy. Blog, jeśli by zastosować moje nadzieje i motywacje, będzie stanowić trafny weryfikator własnej słuszności i zasadności emocjonalnej. Uznaję to za coś pozytywnego i cieszy oraz satysfakcjonuje mnie pisanie bloga. Choć mało kto go czyta, to jednak dla mnie zaczyna stanowić ważny element codzienności i wyjątkowości. A gdyby jeszcze go inni czytali, to może pojawiłaby się motywacja inna niż wewnętrzna do pisania. Z nią czy bez niej, po zastanowieniu, zrozumiałem dlaczego odejście od bloga wywołało niezadowolenie.



P.S. Strasznie pretensjonalne to zdjęcie z nagłówka, ale spodobało mi się i czasem tak jak zobrazowana postać się czuję. Pewnie niekiedy nadmiernie patetycznie, ale pisanie budzi we mnie satysfakcję i poczucie, że robię coś ciekawego.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.