27 lat i już


Wpis będzie polityczny. Jeśli komuś, kto miałby to czytać, podobają się bardziej wpisy o sernikach, komunii świętej lub innych relatywnie lekkich przypadkach, to zniechęcam.


Krótki wstęp

PiS ma większość, a zatem niesie wolę suwerena narodu. Uprawnionych było ponad 30,5 mln Polaków, a wśród nich:
– na PiS zagłosowało 18,65% osób uprawnionych,
– na inne partie, czyli przeciwko PiS zagłosowało 32,27% osób,
– do wyborów nie poszło 49,08% wyborców.
Teraz PiS decyduje o losie wszystkich i jest w pełni uprawniona do tego.


Trybunał orzeka o orzekaniu Trybunału

Posłowie PiS-i okalający prezesa Jarosława Kaczyńskiego.Spośród zapowiedzianych reform udało się zrealizować jedną – 500+, ale poza tym udało się też wiele niezapowiedzianych. Zmieniony został także Trybunał Konstytucyjny. Instytucja ta orzeka na podstawie Konstytucji, ale funkcjonuje na podstawie ustawy o Trybunale. Nie mogąc zmienić Konstytucji PiS wprowadziła ustawę uniemożliwiającą prawidłowe procedowanie Trybunału (treść nowelizacji po linkiem).

Z inicjatywą wyszła grupa posłów, a nie przedstawiciel rządu. To oznacza, że ustawy poselskiej nie ma konieczności konsultować z przedstawicielami jakichkolwiek grup, które mogłyby wyrazić opinię o ustawie (np. rady prawnicze, sądy, konstytucjonaliści, rzecznicy praw lub instytucje kontrolne), a co za tym idzie powstaje ona w kształcie w całości takim, jaki wymyśliła partia. Rząd inicjuje niejako „sam z siebie”, więc musi zorganizować konsultacje, ale grupa posłów w domyśle reprezentuje jakieś interesy o charakterze oddolnym. Reprezentują określony elektorat, a zatem ten właśnie elektorat zastępuje konieczność konsultacji. W praktyce nie było elektoratu, który chciałby takich zmian. W tym przypadku intencja była rządowa, albo nawet bardziej – partyjna, ale organem organizującym inicjatywę był sejm. Już nie mówiąc o vacatio legis.

Trybunał orzekł o niekonstytucyjności tej ustawy procedując na podstawie poprzedniej. Rząd zarzuca, że wyrok nie jest wyrokiem, tylko nieformalną opinią, bo należy domniemywać konstytucyjność tej ustawy i na jej podstawie procedować. Czy już czuć nielogiczność?

A co by było, gdyby Trybunał podporządkował się nowej ustawie i z jej uwzględnieniem stwierdził, że jest ona niekonstytucyjna? To by oznaczało, że każdy wyrok z uwzględnieniem tej ustawy (włącznie z tym o którym piszę, czyli wyrok dotyczący samej ustawy) jest tak, jak ona sama, niekonstytucyjny. Wyrok byłby nieprawny na podstawie samego siebie. I tu należało uniknąć ewentualnego paradoksu – zawsze tak się robi. Paradoks, którego można uniknąć jedynie stosując dotychczasowe reguły działania, a do tego reguły przez tyle lat stosowane i uznawane za zasadne.


Rząd zagwarantuje nam bezkarność

Gmach Sądu Najwyższego w Warszawie.Kancelaria Prezesa Rady Ministrów ma obowiązek niezwłocznego opublikowania orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego. W praktycznym rozumieniu „niezwłoczności” sugerować należy się postanowieniami sądów innych instancji, a to wskazuje na tydzień od dnia ogłoszenia. Jeśli publikacja wyroku nie nastąpi, co zostało zapowiedziane, to czy on funkcjonuje?

Funkcjonuje dla władzy sądowniczej. Jak już zapowiedziały najważniejsze instytucje prawnicze w Polsce – byli przewodniczący i członkowie Trybunału, sędziowie, prezesi sądów, rady adwokackie i fundacje pilnujące praw – oni uznają wyrok i dla nich jest wiążący. To oznacza, że za chwilę Trybunał w kształcie takim jak dotychczasowy zacznie ogłaszać wyroki o kolejnych ustawach PiS-i. Może się okazać, że ustawa o inwigilacji lub o wykupie ziemi przez rolników zostanie określona jako niekonstytucyjna. Wtedy sądy będą podporządkowywać się w swoim orzekaniu wyrokom Trybunału Konstytucyjnego i będą używać ustaw wcześniejszych.

Jednak dla służb i nie tylko, które podlegają władzy wykonawczej, taki właśnie wyrok – podjęty na podstawie ustawy innej niż przegłosowana – będzie nieważny. Sąd nie ma aresztu, broni ani konta, a więc to służby muszą wyegzekwować jego wyrok. Jeśli władza wykonawcza wyroku nie uznaje, to też może stwierdzić o jego niewykonywaniu, ale też nie może, za fakt trójpodziału i niezawisłości władz, nakazać sądowi orzec ponownie (odmiennie). I tak oto nastąpi paraliż.


Suweren z pałacu i suweren z ulicy

Kiedyś już pisałem o tym, że demokracja nie jest zjawiskiem zero-jedynkowym. Nie wystarczy nie strzelać do ludzi strajkujących, żeby mieć demokrację.Teraz KOD i nie tylko wychodzi na ulice i protestuje. Krzyczą, robią przemarsze, wystosowują petycje. Podobnie robi opozycja parlamentarna. Zgłasza się do instytucji unijnych, zwołuje spotkania i składa tuziny wniosków. Wspomnieć można, że jeśli sprzeciwiają się PO, PSL, ZP, Nowoczesna i Razem, to te wszystkie opozycyjne ugrupowania zdobyły w sumie 7.294.170 głosów, kiedy to PiS zdobył 5.993.433 (w wyborach do parlamentu). Suwerena jest więcej na ulicach, a niżeli w parlamencie.

No ale OK, PiS wygrał na podstawie zasad, które na starcie zaakceptowali wszyscy. Szkoda tylko, że te 22,7% obywateli jest przez reprezentantów 18,65% obywateli określanych jako nie Polacy i nie naród, gorszy sort oraz komuniści i złodzieje.

KOD musi być i jest polityczny, bo przecież staje po stronie poglądu politycznego – PiS reprezentuje polityczny pogląd o tym, że prawo nie musi być przestrzegane, a KOD reprezentuje pogląd przeciwny. To, że wśród przeciwników są politycy określonych partii opozycji, to tylko oznaka tego, że oni jako wybrani przez tego samego suwerena co posłowie PiS-i reprezentują wolę swoich wyborców w kontrze do interesów wyborców partii rządzącej. Jednak według linii polityki aktualnej partii, ci którzy protestują, nie mają żadnego moralnego prawa, bo nic się nie dzieje. Ale przecież KOD, a tym bardziej partie które uzyskały głosy suwerena, mają prawo używać swoich mandatów poselskich tak samo jak politycy PiS-i. Ostatecznie przecież za protestującymi stoi więcej głosów polaków niż jest ich za partią rządzącą. To ciekawe.


Zakończenie

28 października 1989 roku aktorka Joanna Szczepkowska powiedziała w Dzienniku Telewizyjny słynne zdanie „Proszę państwa, 4 czerwca 1989 skończył się w Polsce komunizm”. Niestety dziś mogłaby chyba powiedzieć „Proszę państwa, 16 marca 2016 roku skończyła się w Polsce demokracja”. Demokracja trwała 9782 dni licząc od daty 4 czerwca 1989, czyli niecałe 27 lat. Tyle samo w chwili śmierci mieli m.in. Kurt Kobain, Janis Joplin i Amy Winehouse. Nasza demokracja była niemniej przebojowa, więc zmarła w idealnym wieku na śmierć dla gwiazdy rocka.



P.S. Dziś dzień św. Patryka. Wszystkiego najlepszego życzę tym, co okazja ta się podoba. Ja w ramach święta, oraz w odniesieniu do wydarzeń przytoczonych we wpisie, mam zamiar nażłopać się piwa i wymiotować na zielono – zgodnie z tradycją.



 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.