Moja pierwsza komunia święta


A dziś opowiem o mojej pierwszej komunii świętej. Miała ona miejsce już ponad dwadzieścia lat temu i choć zdrowie mogłoby mi ułatwić jej zapomnienie, to jednak jest ono nadal dość wyraźne, a to za fakt ciekawego przebiegu.


Siostra Marta

Zacznijmy od tego, że do komunii przygotowywała nas siostra Marta (imię zmyślone na potrzeby opowieści), która była bardzo dużą panią. Wysoką, barczystą i generalnie potężną, choć nie otyłą. Wzbudzała ona taki lęk u wielu, że gdy niekiedy zadawała proste pytanie na które nie było prawidłowej odpowiedzi to dzieci z przeszklonymi oczami patrzyły na nią zapominając języka w gębie.

Dygresja
Pamiętam ponadto, że była ona silnie przekonana, że dzieciaki są silne i dadzą sobie radę. Któregoś razu przestrzenie w kościele lub obok były zajęte przez próby do komunii innej szkoły i zaprowadziła nas do swojego zakonu. Tam był podjazd wysypany gruzem, na którym zapowiedziała, że mamy się ustawić tak jak przy oficjalnej ceremonii. Dzieciaki klękały i marudziły a ona wszystkie te jęki ukrócała. Na koniec dużo dzieciaków miała zakrwawione nogi od kolan w dół, ale przecież nic się nie stało…

Ja nie miałem z nią problemu – wręcz przeciwnie, bo często zagadywałem i ona zauważała, że swobodnie się wypowiadam, więc też patrzyła na mnie z sympatią. Ponadto jeździłem na pielgrzymki przez nią organizowane i czytywałem książki, które z prywatnego zbioru przynosiła abyśmy zrobili coś poza szkolną katechezą (pamiętam taką jedną prosto napisaną o życiu papieża, chyba pomyślaną do czytania przez dzieci w wieku około ośmiu lat). Za fakt tego mojego ponadprogramowego zaangażowania miałem swoiste fory, bo zakładała, że pewnie umiem więcej i kto jak kto, ale ja się modlitwy dobrze nauczyłem itd.


Dygresja
Przykładowa sukienka dla dziewczynki na pierwszą komunię świętą.Kiedyś zaliczyłem wpadkę śmieszną. Wiedziałem, że dzieci ubrane będą w alby bądź garnitury (chłopcy) i sukienki (dziewczynki). Pani wychowawczyni pyta się się nas o to, który z chłopców będzie w garniturze (zapewne chodziło o ujednolicenie wyglądu dzieciaków, tak aby jak najwięcej było w jednolitych albach). Ktoś tam może podniósł rękę. Następnie wychowawczyni pyta się „A kto będzie w sukience?”. Na to pytanie ja podniosłem rękę. Wszyscy się zaśmieli. Nawet w tym wieku nie łatwo się peszyłem, więc pytam się „Ale o co chodzi?”. Wychowawczyni mówi śmiejąc się, że „Ty Adaś będziesz w albie”, a ja na to „Alba to taka sukienka przecież…”. Żyłem w szczerym przekonaniu, że alba to rodzaj sukienki. Dzieciaki i wychowawczyni się ze mnie zaśmiały, a ja byłem skłonny (i jestem po dziś dzień!) udowadniać słuszność tego przekonania. :)


Zaraza

Ospa wietrzna.Na tydzień przed komunią zachorowałem – ospa wietrzna. Lekarka rodzinna powiedziała, że oberwałem jednym z gorszych wysypów krost jakie widziała – w jej deklaracji tak intensywny przypadek zdarza się raz na sto. Faktycznie rozłożyło mnie i wysypało krostą na kroście. Leżałem półprzytomny przez tydzień nie uczestnicząc w kolejnych przygotowaniach, na kilka dni przed komunią, ale przecież samego wydarzenia nie można byłoby opuścić. Smarowali mnie taką fioletową maścią, ale na dzień ceremonii trzeba mój wygląd jakoś unormować.

Można się dziś zastanawiać co było przyczyną. W prostym rozumieniu najpewniej fakt, że przy okazji przygotowań każdy mijał w kościele i nie tylko setki dzieciaków. Ale druga interpretacja mogłaby mówić o tym, że mały diabeł co we mnie siedzi zbuntował się na myśl ingerencji świętości w moje ciało. Takie małe opętanie.


Ceremonia

Zaprowadzili mnie do kościoła. Klękam. Za względu na to, że nie uczestniczyłem w poprzednich spotkaniach organizacyjnych to też ustawili mnie przypadkowo między nieznanymi dzieciakami. Wiadomo, raźniej by było wśród swoich, ale tym razem nie robiło mi to różnicy, bo czułem się jak pijany lub naćpany pod wpływem tych wszystkich leków.

Coś się dzieje na około, ledwo pamiętam. Ołtarz jest po mojej lewej. Wysypany czerwonymi plamami na twarzy (bo mieliśmy rękawiczni, to ręce dało się skryć) pamiętam jak przez mgłę, że rodzice i dzieci na mnie dziwnie patrzyli. Domyślam się, że w rzędzie dzieciaków klęczących jeden obok drugiego przerwy po moich obu stronach były większe niż na około innych dzieciaków – odsuwali się ode mnie.


Ciało Chrystusa

Skok po frisbee.Mijają minuty i w końcu… ksiądz się zbliża. Podchodzi do tego po mojej lewej i myślę „W końcu, już, zaraz będzie po wszystkim”. Podchodzi do mnie. Sięga po hostię. Ja powoli rodziawiam twarz wyglądając jak trędowaty. On zbliża dłoń mówiąc „ciało Chrystusa” i w tej chwili chyba po raz pierwszy na mnie spojrzał i momentalnie cofną rękę z hostią. Orientuje się z czym ma do czynienia i zawisł chwilę. Następnie mówi do mnie „powiedz Amen”. Ja na to „Amen” i prawie jak rzutem frisbee częstuje mnie opłatkiem.

Dygresja
Nikt, ku*wa nikt nie powiedział mi co ma się wydarzyć dokładnie w tym konkretnym momencie. Wiedziałem jedynie o jedzeniu wafla. Nikt mi nie powiedział, że mam odpowiedzieć „Amen”. Nikt. Ani siostra, ani babcia żadna, ani nikt. Dziś już to wybaczyłem, ale nie zapomniałem.


Zakończenie

Mijają kolejne minuty kończące ceremonię. Ja pewnie już się wyginam na tych kolanach we wszystkie strony. Na szczęście dotrwałem i nie fiknąłem. Po dziś dzień wszystkie zdjęcia jakie mam z komunii ukazują mnie czerwonego i wysypanego krostami albo wysmarowanego na fioletowo. Ksiądz cofnął rękę z hostią na mój widok, a ja nie wiedziałem, żeby powiedzieć amen. Takie miałem doświadczenie.



Ps.

Obraz główny: link

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.