Szaman XXI wieku


Ostatnio zdarzyło mi się sprowokować bardzo ciekawą rozmowę. Na starcie dodam założenie, że rozmowa wynikała z chęci poznania nowego zdania i argumentu, a nie zdyskredytowania. Można mi zarzucić, że intencja była inna, bo ja mogę jedynie deklarować jej czystość. Ale nie o tym.

Krowie gazy

Ostatnio dotarła do mnie informacja o projekcie stworzenia szczepionki dla krów, po podaniu której zostanie zredukowana ilość (powiedzmy fikuśnie) emitowanych przez krowę gazów [źródło]. Dzięki temu zostanie spowolnione zjawisko postępowania efektu cieplarnianego.

Na starcie dowiedziałem się, że mój rozmówca jest zdecydowanym przeciwnikiem wszelkiej ingerencji w ciało (każde, zarówno ludzkie jak i zwierzęce), jako że zostało ono stworzone w sposób optymalny i każda bardziej trwała ingerencja jest zaburzeniem sprawnej integralności. Zgadzam się z tym założeniem, gdyż faktycznie odpowiednio zadbany człowiek, choć o różnej budowie więc też o różnych predyspozycjach, może być skuteczny fizycznie w określonym zakresie własnej fizyczności. Wspomniana szczepionka stanowi tutaj próbę trwałej ingerencji.

Proponowane rozwiązania alternatywne? Ograniczone spożycie mięsa (istnieje moim zdaniem poważne ryzyko, że ludzie na to nie pójdą) albo zmniejszenie w paszach udziału składników prowokujących gazy u zwierząt (obawa, że przedsiębiorcy na to nie pójdą).

Szkodliwa pomoc

Następnie poznałem przekonanie, że przemysł farmaceutyczny niechybnie faszeruje nas propagandą prowokującą do zakupów jego dóbr. Także się zgadzam. Sam fakt możliwości określenia tego mianem biznesu lub przemysłu determinuje to, że strona inicjująca swoją obecność na rynku musi zarabiać. Dodatkowo przecież jedną z największych zdolności marketigowych jest sztuczne kreowanie pragnień, którym niekiedy narzuca się nawet status potrzeb.


Dygresja

Nigdy nie jedz żółtego śniegu!

Chyba każdy z nas spotkał się z reklamami magnezu. Najpierw trzeba było brać go profilaktycznie przy stresującym trybie życia i praktyce picia kawy. Bardzo szeroką sobie wybrali grupę docelową, bo kawę pija regularnie około 75% Polaków. Następnie jednak liczył się maksymalny skład. Po chwili jednak ważniejsza już była wchłanialność (bo co z tego, że dużo leku w leku, skoro się nie wchłonie). Najnowsza moda to bioretencja. Ktoś się zastanawiał co to znaczy? Bo przecież brzmi mądrze, a przecież słowo to:

…znane jest głównie w geografii. Poczciwa, papierowa encyklopedia PWN podaje, że jest to czasowe zatrzymanie wody opadowej na obszarze zlewni w zbiornikach wodnych, ciekach, lodowcach, śniegu, bagnach oraz w gruncie. […] W medycynie mówi się też o retencji moczu. […] Bioretencja to według natomiast pewnego urzędowego dokumentu „intercepcja związana z zatrzymaniem wód opadowych przez gleby i rośliny”. Czym jest intercepcja? „Zatrzymaniem wody przez szatę roślinną i obiekty abiotyczne…” [źródło]

A zatem bioretencja to nic innego jak… przyswajanie. Nieźle, co?


Łykaj z rozsądkiem

A zatem należy być bardzo wstrzemięźliwym przy decydowaniu się na farmakologiczne leczenie. Mowa tu zarówno o szczepionkach, o terapiach przy nieco poważniejszych chorobach (ot choćby te wymagające stosowania antybiotyków), a dalej także przy codziennej praktyce uzupełniania witamin lub stosowania wszelakiej maści suplementów. W kontrze do tego powinniśmy sięgnąć po metody naturalne i oczywiście towarzyszący im zdrowy tryb życia.

Czy widok takiego obrazka przy reklamie leku szokuje?Wszak cały przemysł medyczny, w próbie pozyskiwania nowych rynków, skupiony jest nie tylko na ingerencji w percepcję (reklama) ale także w ciało – dlatego może się okazać, że lek nie tylko leczy, ale także pobudza chęć lub nawet potrzebę brania kolejnego leku.

Kolejne stwierdzenie dotyczyło faktu, że całość zjawisk prowokujących starzenie się społeczeństw i zmniejszenie umieralności stoi w sprzeczności z doborem naturalnym. Tym, że jeśli jednostka jest słaba to w określonych warunkach nie jest w stanie przeżyć, a dzięki temu nie jest w stanie się reprodukować (kolejne słabe jednostki ciągną w dół ogólną zdolność danej zbiorowości do długotrwałego przeżycia w danych warunkach). Zamiast zatem dać im umrzeć i ukrócić istnienie wadliwego genu, to się ich leczy.


Dygresja

Sądzę, że niestety jest to wczesna stacja na pewnej trasie. Podejrzewam, że jedna z ostatnich stacji na tej trasie nazywałaby się eugenika.


Odpowiedzią na zjawisko nadmiernego wpływania na nas przy użyciu leków mogłoby być pominięcie tych aktualnych rozwiązań i cofnięcie się do poprzednich, bezpieczniejszych i bardziej naturalnych, ale też nie wprost tak skutecznych, jak te które podsuwają nam firmy farmaceutyczne.

Czy jest jakieś ograniczenie w próbie powrotu do metod naturalnych?

I takie właśnie przekonanie uważam za nie dość refleksyjne uogólnienie.

Powrót do natury

Zaprzeszły szaman posiłkował się różnymi specyfikami w postaci zgniecionych w moździerzu listków i korzonków, które nakładał na rany, a dzięki nim one szybciej się goiły i nie wdawało się zakażenie. Albo też robił napary z kory, które uodparniały ciało lub leczyły je z gorączek i durów brzusznych. Posiłkował się on różnymi eksperymentami i obserwacją otoczenia. Ponadto sięgał po bagienne chwasty, które nie leczyły, ale dawały fazę lub znieczulenie, pod wpływem której taki plemienny mędrzec nie zawsze najpewniej jedynie pomagał.


Dygresja

Znana pewnie większości, oby jedynie ze słyszenia, tabletka gwałtu jest absolutnie naturalnym związkiem, gdyż bazuje na związku kwasu 4-hydroksybutanowego i flunitrazepamu – obie te substancje są całkowicie organiczne i w różnym stężeniu występują w naturze.


Co z tego miał? Po pierwsze wyobrażam sobie, że szaman miał poklask, szacunek i władzę. W danej zbiorowości mógł wręcz być uznany za półbóstwo, za sprawą czego inni się go słuchali. Wydaje się, że taka pozycja mogła wydawać się niezwykle szanowana. Nie koniecznie musiał także samodzielnie podejmować decyzje, a bardziej stanowić szarą eminencję dla wodza. Świetna sprawa.

Intencje szamana

Obawiam się, że mierząc intencjami nie można dokonać jednoznacznego podziału słuszności podejmowanych działań przez współczesne korporacje farmaceutyczne, a tego nieszczęsnego szamana. Zasada jest ta sama – pomagać, ale przy tym też zyskiwać – kiedyś podziw, szacunek i władzę, a dziś pieniądze, rynek i władzę (wychodzi prawie na jedno, bo ostatecznie władza zawsze wyprzedza pieniądze, sławę i seks pod względem bycia najbardziej pożądaną żądzą).

Jestem silnie przekonany, że nic się nie zmieniło w kwestii czynnika ludzkiego i zasad na jakich całość zjawiska funkcjonuje. Zamieniliśmy moździerze i gliniane miski na pipety i mikroskopy, uzasadnienie w bogu dymiącego słoneczka na uzasadnienie w bioretencji i stresie codzienności, babkę lancetowatą na wodę utlenioną i bandaże, konie na samochody, dzikie krowy na krowy zaszczepione i udomowione, trawę na pasze, świeże powietrze na smog, galeony na samoloty, odporność wynikającą z jedzenia surowego mięsa na rozwolnienie za każdym razem gdy zjemy coś surowego, pochrząkiwanie i tańczenie na skodyfikowany język, prawo zabijania każdego i zawsze na prawa ludzkie i obywatelskie, posłańców na maile i sms-y, uznawanie dziewczynki za starą pannę w wieku 14 lat na uznawanie jej za taką w zdecydowanie późniejszym wieku, zdumienie ogniem, piorunami i mgłą na poznanie zjawisk fizycznych i chemicznych wynikających z nauki, narzucane małżeństwa i niemożność dopuszczenia do mezaliansu na słuchanie uczucia miłości, a ponadto jeszcze umieranie w wieku 30 lat na umieranie w wieku 80 lat. Ja osobiście biorę to wszystko z całością dobrodziejstwa inwentarza i nie odczuwam nadmiernego żalu, a wręcz przeciwnie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.