Zasadność pytań w dyskursie politycznym


Komunikacja polityczna jest prześlicznym zjawiskiem choć przybiera niekiedy niepiękne przejawy. Realizując się w głównej mierze na linii elita polityczna – opinia publiczna  (w kierunku bardziej ku temu drugiemu, chyba że będzie głośno) z mediami jako pośrednikiem, ale też i stroną, obrazuje finezję i kreatywność ludzkiego języka na poziomie niemalże poetyckim.

Technik wywierania wpływu o różnej sile w relacji jednostka/grupa ku mniej lub bardziej licznej zbiorowości jest wiele – snobizm intelektualny, społeczny dowód słuszności, świecenie blaskiem odbitym, presupozycja, zasada kontrastu a dalej też argumenty emocjonalne i niepoliczalne. Choć te metody widać codziennie, to czasem zdecydowanie śmieszniej brzmią odpowiedzi bez technik, ale też pozbawione treści. Przytoczę kilka. Parafrazując, ale nie zniekształcając pod względem treści.

przyjmie, nie przyjmie

dziennikarz: Prezydent jednak nie przyjmie ślubowania od tych trzech sędziów, którzy zostali wybrani zgodnie z prawem, jak orzekł w zeszłym tygodniu Trybunał Konstytucyjny. To jest ostateczna decyzja prezydenta?
polityk: (reprezentujący prezydenta): Pan Prezydent zdecydował że przyjmie ślubowanie od tych sędziów, od tych osób wybranych na funkcję, na stanowisko sędziego Trybunału Konstytucyjnego, którzy zostali wybrani przez Sejm. Przypomnę państwu, że…
dziennikarz: Poprzedni też wybrani byli przez Sejm, przyzna pani?
polityk: No tak. To oczywiste, że zostali wybrani przez Sejm…

Czy nie przyjmie? Brak Odpowiedzi. Treść wypowiedziana – przyjmie od wybranych przez Sejm… to czemu nie od tych wcześniej wybranych?

Nie dość, że nie zostało powiedziane wprost „nie przyjmie i już”, to jeszcze padła wypowiedź nie będąca odpowiedzią na żadne pytanie. Ale, że polityk wypowiadał zdanie które było długie a w trakcie padło bardzo wiele słów pasujących do tematu (kandydat, sędzia, trybunał, sejm, wybór, funkcja, ślubowanie, prezydent), to co mniej refleksyjnym może się wydać, że wszystko się zgadza. Fikuśnie.

Źródło: link.

wprzód i w przyszłość patrząc… widzę nic

dziennikarz: Czy według pana Prezydenta wybór kolejnych pięciu nowych sędziów Trybunału Konstytucyjnego, co ma nastąpić jutro, będzie zgodny z prawem?
polityk (reprezentant prezydenta): Ja bym przede wszystkim chciał powiedzieć o dwóch ważnych, moim zdaniem i zdaniem pana prezydenta, aspektach. Po pierwsze powinniśmy, mówiąc o Trybunale Konstytucyjnym, cofnąć się kilka miesięcy wstecz, i powiedzieć o tym…
dziennikarz: Panie ministrze, ale, z całym szacunkiem, przepraszam, że wchodzę w słowo. Od kilku dni prowadzimy takie analizy i cofamy się wstecz, a ja bym chciała pójść krok na przód, bo przed nami bardzo ważne decyzje, przed panem prezydentem też bardzo ważne kroki, dlatego chciałam zapytać czy według pana prezydenta, ten wybór, który może nastąpić jutro, będzie zgodny z prawem?
polityk: Ale ja myślę pani redaktor, że jeśli patrzymy do przodu i w przyszłość, to powinniśmy przede wszystkim to nasze myślenie oprzeć na faktach. Tak z resztą nazywa się ten program „Fakty po faktach”…
dziennikarz: No i fakt jest taki, że pojutrze będzie ten wybór.
polityk: Tak. Fakty są takie, że ówczesna koalicja rządząca postanowiła w trybie powoływania i w ogóle w trybie (yyy) swojej większości wpłynąć na skład personalny Trybunału Konstytucyjnego i myślę, że musimy o tym mówić dzisiaj, szczególnie w sytuacji gdy nawet prokurator generalny stwierdza, że w tych zmianach były pewne nieprawidłowości.
dziennikarz: Tak, pan prokurator dzisiaj powiedział, rzeczywiście, że według niego niekonstytucyjnym było powołanie dwóch sędziów… (i ciąg dalszy pytania będącego powtórzeniem poprzedniego).

Tak wiele słów a tak mało treści. Polityk chciałby powiedzieć, o swoim zdaniu i zdaniu prezydenta przy okazji mówienia, a zatem cofnąć się i powiedzieć o czymś. Cofnąć się z resztą wstecz (to dalej niż tylko się cofnąć…). Więcej, gdy patrzy do przodu i w przyszłość (bo jak by się cofał, to patrzyłby do przodu, ale wstecz, a to prawie jak w przeszłość) to twierdzi, że nasze myślenie powinniśmy oprzeć na faktach. Stwierdza, że tak też nazywa się ten program przytaczając tytuł „Fakty po faktach”. Kontynuuje mówiąc, że poprzednia większość (PO i PSL) w ramach trybu powoływania i w trybie swojej większość wpłynęła na skład trybunału (wpłynęła… w głosowaniu sejmowym, jak to się dzieje w zgodzie z Konstytucją, przynajmniej w 3/5).

Tak wyglądałaby wypowiedź w mowie zależnej. Czego się dowiedzieliśmy? Na pewno nie tego co byłoby odpowiedzią na pytanie.

Źródło: link, od 00:06.

czy powinno się? tak – powinno, ale nie – bo co innego

dziennikarz: Panie marszałku, czy powinno być opublikowane orzeczenie Trybunału z 3 grudnia?
polityk (senat): No wszystko powinno się odbywać zgodnie z prawem, ale również zgodnie z prawem powinny być wydawane orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego. Początkowo pan prezes zapowiedział, że to orzeczenie będzie odbywało się w pełnym składzie sędziów TK, no a później okazało się, że tylko pięciu. No więc tutaj pani premier, pani prezes Beata Kempa wystosowała bardzo uprzejme pismo z prośbą do pana prezesa Trybunału Konstytucyjnego o wyjaśnienie tej sytuacji, no dostała odpowiedź, no najpierw odpowiedź przez media, przez „Gazetę Wyborczą”, to dziwne, dziwny taki zwyczaj komunikowania się i odpowiedzi na pytania urzędników państwowych, więc powinno się odbywać normalną urzędniczą drogą.
dziennikarz: A na jakiej podstawie pytała? Na jakiej podstawie prawnej pytała pani Beata Kempa, minister Kempa?
polityk: To trzeba pani prezes Beatę Kempę zapytać.

Źródło: link.

W dalszej części dowiedzieliśmy się, że będzie (jeszcze ze dwie takiej długości „odpowiedzi”, ale padło). Troszkę to trwało, ale się udało. Duuużo usłyszeliśmy zanim się dowiedzieliśmy.

Ale o co chodzi?

Jakże nudny byłby świat, a my jakże głupi byśmy byli, gdyby politycy odpowiadali na pytania wprost. Tym więcej wiedzy w naszych głowach im mniej odpowiedzi na pytania. Trudno się dziwić, że trzeba zmienić polskie media w celu sprowokowania u nich zadawania pytań, które pasowałyby do odpowiedzi. Wtedy wszystko by się zgadzało – nie marnowalibyśmy czasu na tą bezsensowną dociekliwość, a skupilibyśmy się na uzasadnieniu odpowiedzi, które przecież i tak padną. Odpowiedź będą określone, a pytania są jakby… oderwane od kontekstu, a przecież to odpowiedzi się liczą i o nie tam chodzi.

Na koniec

Już na serio. Więcej dowiedzieć się tutaj można z faktu braku odpowiedzi i kręcenia niż z samych odpowiedzi. Im trafniejsze i im bardziej obnażające coś niejasnego pytania tym mniej odpowiedzi. Jeśli kogoś te reakcje polityków satysfakcjonują, to znaczy, że albo się z nimi zgadzał zanim zaczęli mówić i w sumie wszystko jedno co powiedzą, albo nie rozumieją o co chodzi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.