Potężny, komunistycznie patetyczny, północnokoreański girlband 2


O Korei Północnej można powiedzieć wiele złego. W internecie jest kilka niemłodych już filmów dokumentalnych opowiadających o życiu ludzi – znojach wynikających z niepełnego dostępu do wartościowych dóbr, o formach indoktrynacji politycznej i braku ochrony wolności obywatelskich, a nawet ludzkich, o powolnym rozwoju gospodarczym lub o buńczuczności przywódcy, który stanowi realne zagrożenie ze względu na posiadaną broń nuklearną. To wszystko składa się na potoczny obraz państwa. Ale nie o tym chciałem pisać. I nie o tym co bezpośrednio poniżej.

Dygresja/wspomnienie

Jak to ma miejsce w państwach komunistycznych w szafach kryje się pewnie wiele trupów, ale na pokaz wszystko jest piękne. Gdy byłem w Chinach, którym przecież nigdzie blisko do Korei Północnej na wielu płaszczyznach (na odwrót przecież tak samo), poprowadzono nas takimi ścieżkami, że widać było swoistą teatralność zjawiska. W fabryce wszystko było idealne, dopracowane, ludzie byli szczęśliwi. Między maszynami były taśmą przyklejoną do ziemi wyznaczone ścieżki dla chodzących, tak aby nie przeszkadzali pracującym – wyglądało to jak szlak turystyczny i faktycznie takim był, bo… ścieżka miała wskazany kierunek zwiedzania i nie było zapętleń i skrzyżowań (czyli nie stanowiła wydzielonej przestrzeni dla przemieszczania się w dowolnym kierunku dla pracowników, ale faktyczny szlak z początkiem, kierunkiem i końcem i to bez żadnych odnóg i ślepych uliczek).

chiny_01

To widać po wyjściu z biura. Zdjęcie własne, więc przepraszam za jakość.

Choć cały kompleks składał się z kilku lub nawet kilkunastu budynków (produkcyjnych i biurowych), to jednak my byliśmy tylko w jednym budynku w którym produkowano i w jednym biurowcu. Biurowiec wydawał się opustoszały, gdyż nie widać było w nim żeby kręcili się pracownicy. Mieliśmy przewodnika, który poprowadził nas do windy, którą wjechaliśmy na określone piętro, a tam zostaliśmy poprowadzeni do sali konferencyjnej (kilku, za fakt potrzeby, udało się zwiedzić jeszcze toalety).

Moranbongo Band

to zespół utworzony w 2012 roku w Korei Północnej na życzenie Kim Dzong-Un’a. Zespół składa się z samych pań wyselekcjonowanych spośród najlepszych muzyków w państwie. Tworzy muzykę orkiestrową – pop i rock.

Poniżej sztandarowy występ My Country is the Best (Mój kraj jest najlepszy).

Wszystko jest dopięte na ostatni guzik, a dziewczyny wyglądają prześlicznie. Choć oczywiście muzyka sama w sobie może podobać się mniej lub bardziej, zależnie od gustu, to jednak nie można odebrać dopracowania, rozmachu i jakość w tej skali. Instrumentów na scenie jest mnóstwo.

Na YouTube dostępny jest dokument Korea Północna: reżim umysłu pokazujący na przykładzie dziewczynki – tancerki – jak wymagającym jest reżim kształtowania umiejętności w jakiej się specjalizuje. Słyszeliśmy historię piłkarzy, których rodziny zostały wzięte do niewoli, a warunkiem ich nieuśmiercenia było uzyskanie dobrego wyniku.

Miało być wielkie święto ku chwale Kim Dzong Ila, a zakończyło się tragicznie. – W Korei Północnej uznano mundialowy występ reprezentacji za największą katastrofę po grudniowej wymianie pieniędzy z 2009 roku (władze uznały, że obywatele są zbyt bogaci i zarządzili dewaluację – za 100 starych wonów wypłacali jednego nowego) – relacjonował specjalista od spraw Azji Wschodniej.
(…)
Mimo „zdradzenia zaufania Kim Dzong Una”, syna „ukochanego przywódcy Kim Dzong Ila”, totalitarny reżim okazał się „wyrozumiały” i pozwolił zawodnikom nadal grać w piłkę.
źródło: wp.pl (fuj)

Dziewczyny z zespołu na pewno ćwiczą ciężko i często. Poniżej utwór Without a Brake (Bez przerwy/wytchnienia). Mój ulubiony występ. Zachęcam do obejrzenia choćby 4 minut ze zwróceniem uwagi na to co wyświetla się w tle.

To jest obraz komunizmu. Piękny, pełen prostych acz szlachetnych symboli, dopracowany, wywołujący spontaniczne owacje wszystkich, szczęśliwy w emocji jego uczestników i podziwiany przez obserwatorów. To widzimy. A teraz odwróćmy każdą z tych cech o 180 stopni. Teraz się zgadza?

Nie zmienia to faktu, że choć niedożywienie, brak poczucia bezpieczeństwa, ostracyzm wobec niepodporządkowanych są najpewniej na porządku dziennym, to bardziej widać to co pokazują powyższe występy w linkach do YouTube. Ten niewyobrażalny paradoks mnie zadziwia. Zastanawiam się czy uczestnicy zespołu i widzowie 1) są szczęśliwi, bo izoluje się ich od znojów codzienności dotykających tych, którzy nie dostąpili żadnych zasług, 2) czy są tak zmanipulowani, że uzasadniają wszystkie zło jakie widzą i trwają w przekonaniu, że ich posługa jest najważniejsza i służą dobru o jakie zabiega przywódca, 3) czy też grają, ćwiczą i cieszą się ze strachu przed upadkiem z wysokiej pozycji jaką posiadają na samo dno łańcucha społecznego lub wręcz zostać skazanymi na śmierć, 4) czy też nasz obraz tego jak tam jest został skrzywiony. Nie spodziewam się, że odpowiedź 4 jest zasadna, a w zależności od warstwy społecznej zasadne są zapewne 1, 2 lub 3. Nie zmienia to jednak faktu, że dziewczyny są niesamowite i zdecydowanie reżim nie zaszkodził ich talentom – wręcz przeciwnie. Jako artystki o niezwykle wypracowanym warsztacie są świetne.

No to jeszcze Czardasz.

Zwiedziłem dwa państwa komunistyczne i mam w marzeniach Kubę i Koreę Północną, ale pewnie nie dostąpię realizacji tych marzeń. Nie pragnę komunizmu i nie jestem jego fanem, szczególnie w wydaniu z Korei Północnej, ale zadziwia mnie paradoks pokazanego, wypracowanego piękna kontrastującego z rzeczywistością.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

2 komentarzy do “Potężny, komunistycznie patetyczny, północnokoreański girlband

  • TLK

    Osobiście nie zauważyłem (ale to może moja subiektywna opinia) radości na twarzach, ani widzów ani występujących, ale może w Korei cieszą się dyskretniej. Nie mniej jednak metoda sterowania tego państwa jak to zauważyłeś opiera się na strachu gdzie szarzy obywatele żyją sobie w takiej seksmisji. Aparat tajnej policji działa nad wyraz sprawnie i na samą myśl że coś jest nie w porządku każe się tam na śmierć (a żeby nie było wątpliwości na wszelki wypadek całą rodzinę, jak nie wioskę). Dlatego ten kraj od wewnątrz się nie zmieni. Nie uważam jednak że Koreańczycy to idioci i nie widzą co się dzieje, jednak strach o życie własne i najbliższych każe się podporządkować i wykonywać rozkazy. Pewnie żyją tam jednostki które zostały wyprane przez system i ślepo wierzą w nieomylność przywódcy i partii ale podejrzewam że to mniejszość pokazywana jako przykład do naśladowania. Do normalizacji Korei prowadzą więc 2 drogi – przewrót wojskowy (ale w niewielu krajach w historii przyniosło to demokrację a jedynie zmieniło dyktatora), albo unieszkodliwienie zagrożenia nuklearnego przez państwa 3 (czyli okupacja i reżim ale zewnętrzny). Nie uważam jednak żeby demokracja specjalnie była czymś lepszym od dyktatury… ale zostawmy już te anarchistyczne rozważania na inną okazję.

    • Adam Autor wpisu

      Albo trzecia droga. Była nadzieja, że kolejny przywódca otworzy Koreę na świat. Już po 2000 roku mieli okres w którym pozwolono na częściową prywatyzację a Kim Dzong-Il wizytował inne kraje wraz z delegacją dygnitarzy w celu podglądania rozwiązań (było to pożądane, bo chciano zmniejszyć zagrożenie z ich strony). Byli nawet w Korei Południowej (!). Potem jednak z nich się wycofano, bo ludzie zbyt się rozbestwili (kupowali buty itp.), a poza tym zmniejszyła się kontrola nad budżetem Sprawa miała małą skalę, więc łatwo było cofnąć, ale zobrazowała co te zmiany zmieniłyby w dyktaturze gdyby skala urosła a człowiek stałby się panem swojego losu i nie miał pana w postaci przywódcy.

      Była nadzieja, że Kim Dzong-Un okaże się przywódcą, który przywróci ten tok rozumowania, ale niestety nadzieje były płonne. Tak samo jak te związane z prezydentem Dudą – że będzie reprezentował wszystkich, a nie tylko PiS. No cóż.