Ikarus, nos i Domestos


Ostatnio w autobusie byłem świadkiem ciekawego przypadku. Pani w wieku ok. 35 lat spotkała koleżankę i opowiadała jej co się u niej działo. Nie siedziałem bardzo blisko żadnej z pań, ale nie musiałem się starać aby usłyszeć. Opowiadała dużo i nie szeptem. Wymienię większość stwierdzeń jakie padły.

Tego dnia wracała do domu wcześniej – jak opowiadała znajomej pani Grażynce – bo jej syn Dawidek, gdy siedział pod szkołą to zaczepił i uderzył go menel. Jej córka jest chorowita i wymieniła ok. 4 różnych nazw antybiotyków, jakie jej podawała. W kwietniu jedzie do Hiszpanii do kogoś znajomego, kto ją zaprosił. Nie ma pewności czy wróci. Ma nadzieję poznać jakiegoś Hiszpana. Ostatnio miał miejsce błąd urzędowy, bo choć to ona była na sekcji/identyfikacji zwłok, to jednak do kogoś innego wysłali jakiś dokument do podpisu. Uczestniczy w spotkaniach grupy, jak dalej w śmiechu nazwała – klasy – na które to spotkania chodzi, jako jedna z jedynie dwóch osób, dobrowolnie. Po kilku zdaniach wskazała, że jednak musi chodzić (rozumiem, że nie ma przymusu urzędowego, ale alternatywa obarczona jest poważnymi konsekwencjami). Jest na diecie i miała przy sobie wafle ryżowe, żeby zjeść gdy już w brzuchu za bardzo ssie. Za kilka dni miała iść do pracy jako pani sprzątająca, gdzie pracowałaby za 6 zł/h w jednej z galerii handlowych na umowę-zlecenie. Praca na trzy zmiany, a jej córa chorowita i musi często być w domu, ale to – jak stwierdziła – już ich problem, że będą musieli się dogadać. Ponadto skomentowała wybory i wskazała (sarkastycznie), że teraz to już będzie się żyło jak w Madrycie. W międzyczasie opowiadania, kiedy to pani Grażynka ani słowem się nie odezwała, do opowiadającej zadzwonił telefon. Ona odebrała i powiedziała „ale ja nie mogę rozmawiać, bo w autobusie jestem”. Z trudem powstrzymałem śmiech…

Dawna historia

Na tę okazję przypomniała mi się dawna historia sprzed około ośmiu lat. Mieszkałem na osiedlu z którego połączenie na mój wydział miałem wygodne, bo bez przesiadek, ale długie. Podróżowałem od 35 minut (nie w godzinach szczytu, jadąc nowym autobusem przy dobrych warunkach pogodowych) do 45-50 (w godzinach szczytu) do nawet ponad godziny (zimą, gdy był śnieg i ślisko, starym Ikarusem z dziurami w podłodze i tak oblodzonymi szybami, że odliczałem przystanki, ponadto w ciemności gdyż około 17, czyli w czasie godzin szczytu, było już ciemno). Miejsce docelowe od startowego dzieliło około 20 przystanków.

ikarus_siedzenia

Siedziałem przy oknie na siedzeniach, które częściowo widać w prawym dolnym rogu.

Dzień tygodnia, ale nie piątek. Wsiadam do starego przegubowego Ikarusa. Zimno, ale szyby nie są oblodzone. Siadam na dwójce przy oknie w pierwszej połowie pojazdu (było to takie niewygodne siedzenie nad kołem, przez co brakowało miejsca na nogi, a z nadkola wystawała taka metalowa wypustka przypominająca kształtem i rozmiarem nocnik). Usiadłem, bo było około 17:00 – ja wsiadałem na początku trasy do relatywnie pustego autobusu, ale wiedząc jaka czeka mnie trasa miałem ze sobą książkę lub słuchawki do telefonu, a wybrane miejsce było bezpieczne na wypadek konieczności ustępowania miejsca. Prawie zawsze ustępuję, ale będąc zabunkrowanym na takim siedzeniu byłem bezpieczny.

Odjeżdżamy. Na pierwszym przystanku już na trasie wsiada pani – szczupła brunetka średniego wzrostu w wieku 35-40 lat. Wszystkie siedzenia dwójki są już zajęte w połowie – pani, jeśli chce usiąść to musi się dosiąść. Do mnie rzadko dosiadali się ludzie, bo miałem długie włosy, a to w domyśle oznacza, że jestem satanistą i narkomanem (pisałem o tym tu: Haniebne osądy babć – 29 listopada 2013). Pani jednak postanowiła usiąść koło mnie.

Ręka

8857ff46-6dfb-11e2-891a-0025b511226eSiedzi może z pół minuty. Nie patrzę na nią, bo mam okno do patrzenia. Pani zagaduje:
– Przepraszam… – odwracam głowię w jej stronę i widzę, że trzyma prawą dłoń przy nosie, po chwili podsuwa dłoń mi pod nos i kontynuuje – przepraszam, czy mi ręce nie śmierdzą Domestosem?
Odruchowo odsunąłem głowę, ale będąc kompletnie zgubionym w sytuacji po chwili podsuwam nieznacznie nos do jej dłoni i delikatnie wącham, a potem mówię:
– Nie. To znaczy czuć zapach jakiegoś środka chemicznego, ale nie wiem jaki to środek i nie pachną wcale jakoś nieprzyjemnie – powiedziałem szczerze, a ona dopowiedziała.
– Bo widzi pan, sedes myłam.

Od tej chwili już dialogów nie zacytuję, ale powtórzę co usłyszałem. Pani mówiła cicho, pochylając się przy mówieniu, jak to się taktownie robi gdy rozmawia się ze znajomym w autobusie. Nikt, poza być może siedzącymi najbliżej, raczej nie słyszał, a nawet jeśli to pewnie uznał, że się znamy i ona mi coś opowiada. A opowidała mi dużo.

Mąż

Pani myła sedes, bo mąż zaprosił znajomych z pracy na obiad i postanowiła wysprzątać całe mieszkanie. Myła też i sedes, i to w rękawiczkach (!), ale cały czas ma wrażenie, że ręce jej śmierdzą Domestosem. No to silny środek jest, więc chyba mają prawo – wnioskowała. Myła ręce mydłem już tyle razy, ale nadal go czuje. Nie zna znajomych męża z jego pracy, więc trzeba chatę odstawić, no bo wiadomo – nie wiadomo co to za ludzie i czy gadać nie będą.

A, swoją drogą, jej mąż to taki niepraktyczny jest. Ona robi obiad i nasmaży kotletów, ale nasmaży więcej, żeby były też do odgrzania na obiad następnego dnia. A jej mąż zamiast wziąć szynkę to wsadza kotlet w bułkę i robi sobie z nich kanapki do pracy. Potem ona sprawdza, a na obiad brakuje kotletów i musi kombinować, i to tak cały czas.

Córka znajomych

zdjeciebigJej córka miała ostatnio jakiś przypadek, że musiała mieć jakiś zabieg pod narkozą, ale ona to i tak jest silna w porównaniu do córki jej znajomych. Jest taka jedna, co jest strasznie chorowita. Ma 12 lat, a miała już 14 głupich jasiów. Ona naprawdę słabowita i nieszczęścia ją spotykają. Kiedyś upadła na lodowisku i kolega jej palec łyżwą uciął. Przez przypadek, bo jechał. A teraz znowu. Na koloniach była, a ma błony między palcami u nóg. Nigdy jakoś to nie przeszkadzało, ale tym razem pojechała nad morze/jezioro i koleżanki się z niej śmiały, bo jej japonki ze stóp spadały. No pani się dziwiła, że tyle lat jej rodzice z operacją czekali, ale skoro ona taka chorowita to trudno znów na stół kłaść z takiego powodu, skoro i tak tyle razy miała narkozę.

Inne

Pani opowiadała dużo historii. Opowiadała z pół godziny najmniej. O innych znajomych, o swoich dzieciach. Nie pamiętam ich dużo, ale to co napisałem pamiętam w takim właśnie kształcie. Powtarzałem historię moim znajomym ku ich zaskoczeniu i uciesze i dzięki temu pamiętam. Taki to przypadek pani, która w autobusie podstawiła mi rękę pod nos i zapytała czy jej dłonie Domestosem śmierdzą, bo sedes czyściła. Bezcenne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.