Bez czego nie ma czego?


Nie znoszę głupiej reklamy. W mojej ocenie głupia to taka, która aby miała pozorny sens wymaga od odbiorcy braku jakiejkolwiek refleksji. Gdy natomiast choćby na chwilę skupisz się na treści i jej znaczeniu momentalnie okazuje się, że jest nielogiczna lub nie reprezentuje treścią podstawowych i powszechnych prawidłowości.

Nie lubię także reklamy, która urąga godności człowieka zakładając, że jest on motywowany jedynie prymitywnymi instynktami. Nie zależy mu zatem na niczym poza pełnym brzuchem i wygodnym siedzeniem pod dupą. Oczywiście skrajnie przeciwne zjawisko – sprzedaż płatków śniadaniowych przy użyciu skojarzenia z miłością rodziców do dzieci – też jest nadużyciem, ale przypisywanie za dużej wagi do rzeczy, w moich oczach, godzi w nie mniej, niż ważnych spraw bagatelizowanie.

Dygresja

Kiedyś była reklama popularnego piwa (link do YouTube). W tej reklamie wszystko było nieważne, a jedynie to piwo było ważne. Kiedy ją oglądałem wyobrażałem sobie alternatywny scenariusz klipu.
Widzimy wyraźnie mężczyznę patrzącego prosto w kamerę, a za nim lub obok niego dzieją się trzy sceny – każda jest nieco spowolniona, rozmazana i wyciszona. W tle pierwszej sceny to postać syna kilkuletniego, który spadł z roweru i trzyma się za kolano zapłakany. Słyszymy narratora „To jest nieważne”. Scena druga to mężczyzna siedzący na kanapie w dużym pokoju, a obok niego kobieta (żona) z dzieckiem na ręku, a drugie dziecko (syn z wcześniejszej sceny) wychyla się zza drzwi. Kobieta krzyczy i płacze, jest rozhisteryzowana, bo okazuje się że mieszka z człowiekiem, któremu nie zależy ani odrobinę na rodzinie. I znów narrator mówi „To jest nieważne”. Ostatnia scena to szpital, a na kozetce starsza kobieta umiera. Stoi przy niej mężczyzna w starszym wieku – w domyśle naszemu bohaterowi umiera matka, a jego ojciec stojący przy niej wyciągniętą rękę do syna próbując mu na to zwrócić uwagę. I znów narrator mówi „To też jest nieważne”. Ostatnia scena, już nie spowolniona i nie wyciszona to pub i spotkanie z kolegami. Mężczyzna łapie piwo do ręki, odwraca się do kamery i (teraz już on, a nie jego myśli) mówi do widzów spoglądając na kufel „To! To jest naprawdę ważne”. Koniec.
Tak właśnie widziałem tę reklamę. Za każdym razem. Ktoś bagatelizuje piękne rzeczy nie próbując ich docenić i skupia się na płytkim i doczesnym przejawie. Gdyby nie było to piwo, tylko coś ważniejszego, to tak jak byśmy odrzucali spuściznę przodków, kulturę, pochodzenie języka, tradycje itd. Przesadzam, ale przecież z punktu widzenia tylko tego co „teraz i tu” to te wymienione przed chwilą zjawiska są w sumie nieważne.

Noszę się z zamiarem kupna telewizora

Pisałem o tym ostatnio we wpisie Ostatnio oglądałem telewizor z 23 września 2015. Do wczoraj się zastanawiałem. Do wczoraj, bo wczoraj zaglądam do skrzynki pocztowej, a tam intymna korespondencja w postaci ulotek. Wśród nichulotkaTV_1_CENZURA

ulotka firmy oferującej internet i telewizję

Front ulotki znajduje się na fotografii obok. I co na niej można dostrzec?

Ciekawa oferta. Dobra cena. Coś tam za 1 zł. Pakiety, nagrywanie, cofanie, pauzowanie. Super. Oczywiście widać też uszczęśliwionych ludzi patrzących w ekran, ale jak się przyjrzeć, to najpewniej oglądany film zdecydowanie bardziej podoba się chłopakom. Oni zdają się śmiać, a panie jedynie pobłażliwie cieszą się ze wspólnego szczęścia.

No i jeszcze „genialna nagrywarka”. Opcje takie miał mój odtwarzacz wideo z lat 90-tych. No ale nie mi kwestionować geniusz.

A po drugiej stronie ulotki widać to, co poniżej.

ulotkaTV_2_CENZURA

Wyjaśnienie genialności, ale nie o to chodzi. Widzimy hasło przewodnie.

Bez tego nie ma życia

Bez telewizji nie ma życia. Jeśli nie oglądasz, to nie żyjesz. Jeśli nie patrzysz w ekran telewizora, to brakuje Ci tego co w życiu jest bardzo ważne. Naprawdę?

Jak można wskazywać na telewizję jako warunek konieczny do pełni życia? To właśnie ze względu na odwrotny wniosek nie mam telewizora, bo doszedłem do przekonania, że medium to jest złodziejem czasu, a co za tym idzie życia. Jest złodziejem prawidłowej hierarchii wartości i ludzkich odruchów. Jest źródłem upodlenia i cofania się w rozwoju. Jest narzędziem do marnotrawienia czasu, który jest tym co realizację życia w każdym jego aspekcie umożliwia. Jakże często słyszy się stwierdzenie „nie mam na to czasu” albo „zabrakło mi czasu”, albo „no niestety na to jest już za późno”. Jak zatem w takim kontekście nazwać to koniecznym do życia? Raczej to życiu wprost i pośrednio szkodzi.

tv_zombie

Obrazek z wyszukiwarki Google po wpisaniu „tv zombie”. Proponuję też sprawdzić co zobaczymy po wpisaniu „nolife”, co jest określeniem „brak życia” i określa osoby bezwiednie i nieustannie wpatrzone w ekran komputera lub telewizora. Określenie „nolife” jest wprost sprzeczne z hasłem reklamowym zamieszczonym na powyższej ulotce.

Wielu by pewnie stwierdziło, że „teraz to już pojechałem”. Ale moje pojechanie jest jedynie reakcją, bo czyż stwierdzenie, że bez telewizji nie da się żyć nie jest nadużyciem spłycającym to co ważne dla życia? Jeśli wskazuje się coś jako warunek do życia (nie do szczęścia, nie do satysfakcji, nie do zrobienia sobie dobrego smaku w ustach lub nawet zaspokojenia pragnienia, ale do życia), to czy nie dotyka się co najmniej poważnego aspektu, i to nie tylko codzienności. Jak można dopuścić się tak nieprzemyślanego spłycenia tego, co chronione jest na pierwszym miejscu przez wszystkich ludzi. Czegoś, co jest instynktowne.

Autorzy mówili zapewne o kwestii „życia codziennego”, a nie życia w ogóle. Zatem ja się pytam: czy faktycznie nasza codzienność jest tak silnie ograniczona w przypadku braku telewizji? Czy może na odwrót, nasza codzienność pozbawiona zostaje relacji z bliskimi, samorozwoju i ukierunkowanego poszukiwania ciekawych rzeczy właśnie w efekcie marnowania czasu na oglądanie telewizji?

Są zatem dwie interpretacje – życie jako istnienie oraz życie jako rozwijający się człowiek w środowisku. W przypadku obu kłamstwo, a w przypadku pierwszego jeszcze profanacja (w przypadku drugiego ja uznaję, że także, ale to może nadinterpretacja).

Tak czy siak

Czytałem ulotkę od strony, która we wpisie była pierwsza. Zapoznawałem się z ofertą dokładnie właśnie ze względu na plan zakupu telewizora (myślałem o czasie po sylwestrze, gdy już pewnie wydam za dużo pieniędzy i na nowo zweryfikuję z czym zostałem). Hasło którego użyli przypomniało mi dlaczego nie mam telewizora. Ignorancja, nadużycie interpretacyjne i próba narzucenia błędnej hierarchii wartości twórców ulotki reprezentowana w tym haśle w obrazowy sposób przypomniała mi czym ryzykuję gdy kupię telewizor. Mogę z ręką na sercu zadzwonić do dostawcy i podziękować mu za to, że dzięki ich ulotce zdecydowałem się nie skorzystać z ich oferty. A byłem naprawdę blisko.

Ps.

Teraz planuję kupić rzutnik. Nie narażę się na telewizję, ale podniosę jakość oglądania filmów i seriali. Oby jakaś reklama mi też i tego nie zjebała.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.