Dlaczego piszę o Bogu, religii i kościele 3


Jest to post będący odpowiedzią na pytanie zadane przez Ulę w komentarzu do wpisu Twój Bóg kupowałby u nas! z 5 września. Dwa niezależne skojarzenia, ale posłużyły jako odpowiedź na pytanie.

Ostatnio pisałem o pppdhKP (pani poseł profesor dr hab. Krystyna Pawłowicz). Tak się złożyło, dziwnym trafem, że podczas poszukiwań informacji na jej tema natrafiłem na inny wątek – istnieje Towarzystwo Płaskiej Ziemi…

Założenia towarzystwa

  1. Flat_earthZiemia jest płaskim dyskiem z centrum w biegunie północnym. Zgodnie z tym założeniem z bieguna południowego można spaść w kosmos.
  2. Grawitacja nie istnieje, a efekt mylnie nazywany przyciąganiem ziemskim jest w istocie siłą pchającą z góry. Wynika to z faktu, że dysk szybuje w kosmos w kierunku linii przeprowadzonej prostopadle do powierzchni dysku.
  3. Stowarzyszenie założy Samuel Rowbotham w XIX wieku.
  4. Uzasadnieniem takie stanu rzeczy jest koniecznośc interpretacji Biblii dosłownie.
  5. Dowody na kulistość Ziemi, w tym także zdjęcia zrobione z kosmosu, są mistyfikacją. Zgodnie z przekonaniem jest ona obecnie łatwa do wykonania przy aktualnym rozwoju technologicznym.
  6. Są odłamy stowarzyszenia, które nie zgadzają się z opisem kształtu Ziemi z punktu 1 i 2. Jeden z nich zakłada, że Ziemia jest nieskończonej powierzchni.

Eksperyment potwierdzający

fig05Został przeprowadzony przez założyciela stowarzyszenia, a potem przez kilku kolejnych. Nazywa się on eksperymentem poziomu rzeki Bedford. Rzeka ta znajduje się w Norfolk w Anglii jest o tyle charakterystyczna, że jej koryto ciągnie się w linii prostej przez 9,7 km. Ponadto woda płynie wolno, a więc jej tafla zdaje się być dość równa. Eksperyment polegał na umieszczeniu w wodzie prostych pali, które odpowiednio oznakowane wystawały ponad powierzchnię wody o taką samą długość. Naukowiec próbował sprawdzić dokonując pomiaru ok. 40 cm ponad powierzchnią wody czy oddalone o kilka mil pala widzi tyle samo, co wie, że powinien. Zgodnie z eksperymentem krzywizna sferycznej ziemi powinna spowodować, że pal byłby krótszy.

Theodolite_Plate_XXXIX_WBClark_1898 (1)Kilka lat później eksperyment został powtórzony, ale pomiar wskazywał na to samo. Powtórka była powodowana nową aparaturą do obserwacji – udoskonalonym teodolitem. Dzięki niemu dało się nawet uwzględnić w wynikach pomiaru zjawisko refrakcji atmosferycznej, które polega na tym, że cząstki światła zaginają swoją trajektorię przemieszczania się o określony kąt w określonych warunkach atmosferycznych (zależnie od gęstości, wilgotności i temperatury środowiska w jakim się poruszają – w tym przypadku powietrza).

W tym okresie (lata 50′, 60′ i 70′ XIX wieku) próby dokonania pomiaru, nagrody i granty dla tych co udowodnią lub zaprzeczą pewnym tezom, a nawet pozwy sądowe o celowe przekłamania w metodzie w celu okłamania opinii publicznej i zyskania poklasku były na porządku dziennym. W przypadku eksperymentu na rzece Bedford także.

Wniosek i odpowiedź

Historia rozwoju człowieka pokazała, że

krótkowzroczność (w odniesieniu do przykładu – dosłowna) wynikająca z faktu niezdolności do dokonania obserwacji dalszych (bo ograniczoność zmysłów i niedorozwój nauki) podpowiada złe rozwiązania i chybione mądrości. Dopiero od chwili gdy ludzie potrafili podróżować lepiej niż nogami, karawanami i promami to udało się poznać najbardziej podstawowe fakty o otaczającym nas świecie – zarówno w kwestii praw fizyki jak też faktu istnienia innych kultur i przekonań.

W całości tego rozwoju, który dziś dał nam tak wiele możliwości, religia niejednokrotnie stała w kontrze i niejednokrotnie stoi nadal. Nawet jeśli podpowiada rozwiązania moralnie zasadne, to w wykonaniu dzisiejszych jej katalizatorów wydaje się to niejednokrotnie krótkowzroczne i powodujące podejrzenia nakładania ograniczeń niepraktycznych i sprzecznych z rozumem, a też niekoniecznie moralnych.

Wspomniane stowarzyszenie istnieje i ma się dobrze, choć jest niszowe i ma niewielu członków. Co charakterystyczne – powołuje się na Biblię w swoich twierdzeniach. Tutaj można wspomnieć o różnicach w poglądach ewolucjonistów i kreacjonistów, bo jest to kolejny, obecny i ludzki argument na fakt swoistej kolizji rozumu i twierdzeń podpowiadanych przez religię. Można wspomnieć o wojnach na tle religijnym. O niechęci do przedstawicieli innych wyznań i braku gotowości do niesienia pomocy. Doszukiwanie się złej intencji w fakcie reprezentowania określonego, narzuconego doktryną, a nie rozumem przekonania (nie istotne czy to prawda, bo w obu przejawach złe). Rozum potrafi weryfikować sam siebie i przyznawać się do błędu, natomiast doktryna religii jest określona i niestety dość nieelastyczna.

Piszę o religii często,

bo jest ona wszechobecna w miejscach, w których chyba nie powinna być. Nie chodzę do kościoła, nie czytam katolickich gazet, nie oglądam chrześcijańskich stacji telewizyjnych, ogólnie, a jednak religia wdziera się w moje życie na każdym kroku, każdego dnia i z wielu stron. Trudno jest mi przejść obok tego obojętnie. Mam swoje podniety (np. polityka), a w nich jest obecna religia.

W tym znaczeniu traci ona swoją pierwotną funkcję i staje się narzędziem o wątpliwej słuszności moralnej i słabym nośnikiem miłosierdzia. Mniej wyjaśnia i uśmierza niezrozumienie względem otaczającego nas świata, a bardziej generuje pytania o słuszność motywacji przedstawicieli religijnych i prowokuje pojawianie się zjawisk nie do wyjaśnienia. Nie stanowi drogowskazu w drodze ku dobru, a bardziej narzędzie do walki w dłoni swoich przedstawicieli. Religia przestałą być opium ludu stanowiącą wygodną fikcję zamiast niepokojącej prawdy, a bardziej źródłem konfliktu i tego, co sama nazywa złym.

Nie lubię ludzi krzyczących o Bogu

bo wykazują się ułomnością i wyrachowaniem. Papieża Franciszka słuchają w sprawie in vitro i związków partnerskich, ale zdają się nie słyszeć apelu w sprawie uchodźców. Wychodzi zatem na to, że religię traktują jak narzędzie. Nie okazują zrozumienia, nie szanują drugiego człowieka i krytykują go powołując się na religię. Wytykają grzechy swoich nie widząc.

Podsumowując

uważam, że źle rozumiana religia stanowi próg na drodze rozwoju umysłu i narzędzie walki i krzywd. Nie ewoluuje razem z ludźmi i coraz częściej utrudnia trafne postrzegane rzeczywistości. Moje rozumienie Boga znanego z lekcji religii i przypowieści obrazuje go jako niekoniecznie miłosiernego i sprawiedliwego – choć tu zwyczajnie mogę nie rozumieć lub nie znać sprawy dość, choć trochę chyba znam.

Przykład ze stowarzyszeniem obrazuje jak bardzo niektórym religia może zaszkodzić. Jest on skrajny, wręcz groteskowy, ale przypadków mniejszej siły ale podobnego kierunku działania uważam, że jest bardzo dużo. Zaślepia i ujmuje refleksyjności, aż do głupoty lub nienawiści.

I na koniec prywatnie. Przyjmijmy, że nie wierzę. Co z tego, że jestem uprzejmy, staram się okazywać dobre wychowanie ze względu na ludzi, których spotykam, ale także żeby dawać dobre świadectwo moim rodzicom, co z tego, że normuję życie, staram się balansować używki, jestem pomocny, pracuję nad tym żeby zrobić moją głowę mądrą i szanuję to co mądre głowy niegdyś wymyśliły i wymyślają nadal, a ponadto szanuję drugiego człowieka i nie czynię mu niemiłych rzeczy… skoro jeśli nie wierzę to przegrywam z wierzącym mordercą lub gwałcicielem.

Skoro uważam, że jestem choćby w miarę dobrym człowiekiem, bo staram się takim być, a zunifikowana definicja dobra i jej przedstawiciele głośno w każdym medium mnie potępiają, robiąc równocześnie gorzej niż ja, to w moich oczach zjawisko religii dyskredytują i podkładają się pod krytykę.


Ps. Zdałem sobie sprawę, że napisałem bardziej o religii, a niżeli o Bogu, a o Boga byłem zapytany. Rozróżniam te dwie sprawy, choć one są w oczywisty sposób ze sobą sprzężone. A zatem można powiedzieć, że pisze o Bogu, gdy jest on w wykonaniu ludzi (w postaci religii), choć sam Bóg też wydaje mi się niezgodny z chrześcijańskim Jego wyobrażeniem.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

3 komentarzy do “Dlaczego piszę o Bogu, religii i kościele

  • Ula

    Dzięki za odpowiedź na moje pytanie :)

    Odnośnie końcówki tekstu:
    – jeżeli jesteś niewierzący, absolutnie nie przegrywasz z kimś, kto jest. Dlatego, że w Twoim pojęciu nie ma sędzi, który mógłby to jakkolwiek rozstrzygnąć.

    • Adam Autor wpisu

      Tylko co przypadku, gdy Bóg faktycznie istnieje, a ludzie na ziemi mnie od niego odciągają? Wtedy sąd i tak jest, a uważam, że być powinien i nie stoi to w kolizji w moich próbach bycia dobrym.

      W takiej sytuacji w byciu dobrym pomaga mi rozum, a nie ci, co niosą wiarę w Boga. Troszkę tak, jak gdybym chciał wierzyć jako ja sam, ale jak widzę tych co wierzą i krzyczą o tym, to już nie chcę.

      W założeniu Bóg się nie myli, ale ludzie oczywiście tak. I do tego ludzie mylą się powołując się na Boga.