Problemy z komunikacją pośrednią – cell phone fuck 1


Niekiedy mam problem w podtrzymaniu prawidłowych relacji z ludźmi… czasem nawet bliskimi.

doświadczenie #1: „rówieśnik”

Ostatnio oberwałem pretensją od człowieka, którego znam już od wielu lat. Zostawiwszy telefon w kieszeni marynarki lub z wyłączonym dźwiękiem w kolejnym dniu urlopu nie udało mu się ze mną połączyć. Dwa nieodebrane telefony i SMS z pretensjami, którego celem było wywołać u mnie poczucie winy. Gdy już odpowiedziałem, to oberwałem kolejnymi żalami – bo, jak usłyszałem, zrobiłem to celowo. Dopowiem jedynie, że krótki urlop spędziłem w domu, a kontakt miał dotyczyć spotkania przy piwie. Opisałem postać z mojego życia we wpisie Tania komunikacja i drodzy bliscy z 27 czerwca br.

doświadczenie #2: „rodzic”

Początek analogiczny – wyłączam dźwięk w telefonie, lub zwyczajnie o nim zapominam pozostawiając w takim miejscu, z którego go nie usłyszę. I nie trwa to długo – najdalej kilkanaście godzin (najczęściej w niedziele, lub przy okazji urlopów, niekiedy, ale rzadko po pracy). Moja rodzicielka niestety dochodzi w takiej sytuacji do wniosku, że najpewniej konam lub postanowiłem ją nienawidzić ze szczerego serca.

stwierdzenie #1: „syci”

stupidJesteśmy syci i pewnie prawie zawsze byliśmy (mam na myśli moich rówieśników, a już zdecydowanie młodszych). Od wczesnych lat było tak, że jak chcieliśmy, to mieliśmy (i nie tak, że mieć będziemy w przyszłości ale bardziej tu i teraz). Pisałem o przejawie czegoś takiego kilka lat temu (Furiaci od ACTA – 12 marca 2012).

Nie należy stwierdzeń interpretować w skali lalki, resoraka lub wieży stereo, ale bardziej dostępu do środków komunikacji pośredniej od ponad dekady – Fejsbuk, Instagram, Snapczat, Gadu-Gadu, AjSikJu, Skajp i cała reszta. Chcę pozyskać informację – internet. Chcę pogadać – smartfon. Chcę coś zobaczyć – laptop. Kilka kliknięć i mam. I zakładam, że każdy ma i robi tak samo.

Jak możliwym jest postawa, że gdy ktoś nie odbiera ode mnie telefonu, to robi to wprost przeciwko mnie? Przerośnięta samoocena i zbytnie przekonanie o tym, że musi być tak jak ja chcę. W takiej percepcji jak ktoś nie odbierze równa się temu, jak gdyby gdy skorzysta się z wyszukiwarki to ona nie poda wyników. Nie ważne co robi lub czego chce druga strona – jak ja chcę to mam dostać.

doświadczenie #3: „wakacje”

W czasach podstawówki (klasy 4 – 6) dużo siedziałem przy komputerze. Miałem internet, a do tego był to (z punktu widzenia moich fascynacji) złoty okres grania na komputerze. Grałem dużo i namiętnie – trzeba mnie było odciągać od komputera. Potem mi przeszło, choć nadal z sentymentem powracam do niektórych tytułów lub ich kontynuacji. Wtedy też zdarzyło mi się pojechać w góry do miejscowości Czchów. Pamiętam, że troszkę się tego bałem „dwa tygodnie bez komputera” – myślałem sobie z niepokojem. Pojechałem. Kompa brakowało mi pod koniec pierwszego tygodnia, ale w drugim odpuściłem. Wtedy, choć byłem mały, zrozumiałem na czym polega atrakcyjność oderwania się od uprzęży elektronicznych. Byłem szczęśliwy bez komputera.

stwierdzenie #2: „smycz”

11248307_1653961928156492_1140547795_nLudzie żyjący dziś są jak na smyczy. Nie odrywają się od swoich smartfonów, tabletów itd. Za ich pośrednictwem patrzą na świat. Sam używam tych sprzętów codziennie, niekiedy długo, zdecydowanie regularnie, ale potrafię też zaprzestać na określony czas i robię to bez żalu i pretensji do samego siebie i innych. Gdy obrywam od kogoś pretensją, że nie miałem bezpośrednio przy sobie telefonu w każdej minucie dnia, to sam generuję pretensję do takiego kogoś, choć może zachowuję ją dla siebie.

Żyję blisko z ludźmi, a niektórzy czasem nie odpisują mi w moment po odebraniu wiadomości, albo oddzwaniają z opóźnieniem. Nie robię im za to pretensji, nawet jeśli przegapili okazję. Mają swoje życie i chcenia. Z resztą, jeśli ja mam coś do zaoferowania, to tym co nie skorzystali powinno być żal, a nie ja powinienem im udowadniać jak wiele stracili.

Lubię zrywać się ze smyczy, choć częściej robię to bezwiednie. W domu, gdy wiem że wartościowy materialnie sprzęt jest bezpieczny, to nie pilnuję go jak oka w głowie. Prostymi słowy – potrafię bez żalu srać bez smartfona. Ponadto widzę na około siebie bliskich, którzy nie istnieją, jeśli nie istnieją na Facebooku lub Instagramie. Wrażenie można odnieść, że ich bycie w mediach społecznościowych kwalifikuje ich jako istoty społeczne. To jest przerażające, a w związku z tym patrzę na takie przypadki z obawą o siebie. A co jeśli mnie to spotka? Tym bardziej należy się dystansować, tak aby uchronić się przed zintegrowaniem urządzenia w siebie jako istotę ludzką.

stwierdzenie #3: „kiedyś”

budka-telefoniczna-TPKiedyś było inaczej, a jednak dało się funkcjonować. Pamiętam jak w czasach przed podstawówką nie mieliśmy telefonu stacjonarnego i chodziło się z żetonami na pocztę aby dzwonić do bliskich, meldować co u nas lub stwierdzać o wydarzeniach i potrzebach. Dało się? Dało. Nie twierdzę, że pragnę powrotu do tamtych czasów, ale przypominam, że tak też się dało.

Ostatnio rozmawiałem na ten temat i wiem, że jest więcej podobnie myślących. Może mniejszość, ale wnioskuję, że nie ja jeden.

Choć to nie w temacie który sprowokował do wpisu, to dodam, że aktywność człowieka jest ograniczona czasowo. Zatem możemy spożytkować ten czas na działalność jałową bo pośrednią, albo spotykać się w pełni – osobiście. Tak dla ćwiczenia zdolności dogadywania się i obcowania w tym atomizującym się świecie. Doceniając taką formę bardziej niż inne uważam, że oderwanie się od narzędzi komunikacji pośredniej nie jest równe wstaniu w trakcie spotkania i ostentacyjnemu wyjściu z odwróceniem się na pięcie.

gdybanie: „wojna”

A co jeśli coś się wydarzy? Słyszymy, że na około Rosja najechała, uchodźcy uciekają, bojówkarze działają. I to nie gdzieś tam po drugiej stronie globu, ale w skali krótkiego lotu lub nawet podróży na jednym baku. Więcej – uzależnienie energetyczny, wyczerpujące się zasoby, ataki hakerów i anarchistów, rosnące siły konserwatywne lub liberalne. Poważne i straszne rzeczy, ale nie w kompletnym oderwaniu od tego, do czego piję. Każde z tych zjawisk mogłoby w określonych okolicznościach próbować dokonywać lub dokonywać bezwiednie pewnych ograniczeń we wspomnianej przestrzeni.

Kiedyś w piwnicach miało się kartofle w ramach zapasów. Dziś się nie ma, bo wszystko jest dostępne tu i teraz.

pytanie: „priorytety”

O co walczyliby dziś ludzie w stanie zagrożenia i ograniczenia (tego z gdybań wcześniejszych): o zasoby spożywcze, wodę itd., czy dostęp do internetu, doładowanie do telefonu lub dostęp do sieci komórkowej, która jeszcze funkcjonuje w danej przestrzeni?

Pytam, bo boję się, że szala priorytetów z tych służących przeżyciu i rozwojowi relacji głębokich na te, co temu nie służą się przechyla, lub już się przechyliła na nową stronę, choć może jeszcze się o tym nie przekonaliśmy.

Ps.

Ciekawe czy na początku lat dziewięćdziesiątych albo jeszcze wcześniej zapukanie do drzwi z wizytą bez uprzedzenia (a takie miały przecież miejsce) i przysłowiowe „pocałowanie klamki” obarczone było taką samą pretensją, jak gdy dziś ktoś nie odbierze komórki?


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Komentarz do “Problemy z komunikacją pośrednią – cell phone fuck

  • TLK

    Widać że zaczynasz się starzeć, mój ojciec też mi opowiada jak to odrabiał lekcje przy lampie naftowej, czasy się zmieniły, i priorytety aktualnego pokolenia / pokoleń również. Od fejsbuków nie uciekniesz, są obecne w naszej codzienności dla wszystkich, i tych z którzy z nich nie korzystają i na odwrót którzy są nimi pochłonięci bez reszty. To na koniec anegdota, jak to ojciec mówi do syna że jak był młody to nie było internetu, – a jak długo tato?