Referendum jego mać! 1


Kiedyś, gdy poznałem sposób działania, rozochociła mnie wizja ustroju szwajcarskiego. W systemie wyborczym bazuje się tam na referendach. Fascynowała mnie ta wizja pozostawienia zdolności decydowania obywatelom.

Założenia początkowe.

Założenie 1.
W sprawach o szczególnym znaczeniu dla państwa może być przeprowadzone referendum ogólnokrajowe.
źródło: art. 125 pkt. 1 Konstytucji RP (Rozdział IV Sejm i senat, podrozdział Referendum)

Założenie 2.
Ustrój państwowy składa się z 5 systemów – 1) systemu politycznego, 2) systemu prawnego, 3) systemu administracyjnego, 4) systemu partyjnego i 5) systemu wyborczego.
źródło: podstawy politologi

A teraz do treści.

referendum_komorowski

referendum 6 września 2015 roku

Data zapisze się wielkimi literami i cyframi w podręcznikach historii Polski, choć akapit będzie krótki. Prezydent Komorowski zarządził je w efekcie przegranej pierwszej tury wyborów. Może chciał puścić za jego pośrednictwem oczko Kukizowi na wypadek próby zeswatania go z Platformą, ale mu nie wyszło. Nie mniej jednak Kukiz dostał to, czego chciał. Zobaczymy jak go przyjmiemy na tym jego balu JOW-ów. Obok tego dostaniemy dwa pytania, miedzy innymi jeśli chodzi o

1.1. rozstrzyganie sporów podatkowych na rzecz podatnika.

Jeśli patrzy się w telewizor przed dwudziestą, słucha radia, albo już tym bardziej czyta mniej kolorowe gazety, to Ameryki mu nie odkryję – pytania są bardzo ambiwalentne. Mamy ustawowo zapisaną zasadę rozstrzygania sporów podatkowych na rzecz podatnika, a od 10 lipca nawet chroni się go przed natarczywością organów, gdy te w efekcie własnej opieszałości nie rozstrzygnęły sprawy, a pod koniec upływu czasu przedawnienia rzucają się na podatnika nadając swojej decyzji rygor natychmiastowej wykonalności. Jak bardzo daleko chcemy jeszcze pójść w stronę otwarcia drogi dla przedsiębiorców do unikania wywiązywania się z obowiązków podatkowych w efekcie nieskutecznych działań organów administracji państwowej? Spytajmy obywateli. Ja zaznaczam NIE [źródło]. Jest też pytanie o

1.2. utrzymanie dotychczasowego sposobu finansowania partii politycznych.

Tu jestem szczerze rozdarty. Przede wszystkim dlatego, bo pytanie wcale nie wskazuje na to w którym kierunku miałaby pójść jakakolwiek zmiana, tylko, że miałaby nastąpić. Teraz partie są finansowane z budżetu. Spójrzmy na dane z wyborów do parlamentu europejskiego z 2014 roku.

fundusz_partyjny_wyboryEU2014

Całość wydatków w roku 2014 wyniosła 54,6 mln złotych (0,0168% całości wydatków budżetowych, czyli ponad dwa razy mnij niż wyniósł fundusz kościelny w 2014 roku – było to 118,2 mln zł – pisałem o tym niedawno przy okazji tematu Domy grzechu i rozpusty z 24 sierpnia 2015). Ostrożnie uważam, że wydatek nie jest tak znaczący, ale też lepszy niż sytuacja, gdy kandydaci będą przywdziewać kurtki z logo marek przedsiębiorstw, których przedstawiciele dadzą największe dotacje. Ryzykowne przy naszej elicie. Ostatecznie jednak, skoro i tak mówi się, że wszystkie partie są sprzedajne korporacjom medialnym, to czemu by nie namieszać w tym troszkę? Ja głosuję „TAK”, nie robiąc tego z pełnym przekonaniem, ale bardziej ze względu na chęć sprawdzenia co może się stać. No gorzej chyba nie będzie?

Oba te pytania nie są jednak tak znaczące, jak to które sprowokowało całe referendum, tj. o

referendum_kukiz

1.3. jednomandatowe okręgi wyborcze.

Nie będę się rozwodził, bo pisałem już o JOW-ach:
Bo mówi się do kogoś… – 10 lipca 2015,
PiS & love of JOW – 14 czerwca 2015,
Piersi na liście PiS – 25 maja 2015.

Uważam, że rozwiązanie jest fikcyjne i nie reprezentujące żadnej realnej zmiany. Ze względu na niekompetencję wyborców i aktywistów pana Kukiza zagłosuję przeciwko nim, czyli na „NIE”, choć gdyby pomysł zaprezentował ktoś inny to bym się od głosu wstrzymał lub zagłosował zaznaczając „tak”. Ostatecznie temat ma zerowe znaczenie i wagę, poza ewentualnym podnieceniem naszego niedrogiego już śpiewaka, który ku*wami rzuca w stronę jakże rozentuzjazmowanych nim dziennikarzy (i dziennikarek!), a przecież to oni zbudowali jego popularność. Sam pan Kukiz stwierdził już, że nawet jeśli referendum osiągnie minimum stanowiące o tym, że będzie wiążące, a nawet gdy większość zagłosuje przeciw JOW-om, to on z postulatu się nie wycofa, bo wynik taki będzie oznaką, że manipulujące opinią publiczną media odwiodły ją od mądrości i tak oto obywatele zagłosowali wbrew rozumowi, bo są głupi. Oznacza to, że w percepcji pana Kukiza mądrym jest ten, kto go popiera (popiera JOW-y, a głupim ten, co JOW-ów nie popiera). Kolejny cios w 60% wyborców z pierwszej tury, którzy choć w pierwszej na Kukiza, to w drugiej turze zagłosowali na przeciwnego JOW-om prezydenta Dudę, a nie zwolennika JOW-ów Komorowskiego. Psikus intelektualny wskazujący na poziom rozumienia tematu wyborców piosenkarza.


referendum_duda

referendum 25 października 2015 roku (propozycja)


O proszę! Prezydent Duda rzutem na taśmę zainicjował zaproponowane przez PiS referendum, które miałby się odbyć w dniu wyborów parlamentarnych. A w referendum kilka kwestii, względem których mam dość ujednolicone zdanie, ale przytoczę zaczynając od kwestii

2.1. zniesienia obowiązku szkolnego dla sześciolatków.

Poprzednio było dla siedmiolatków. Zniesienie oznacza powrót, czy zniesienie całkowite, bo nie rozumiem? Obowiązek posyłania sześciolatków jest w 13 krajach Unii (na 27) – czyli w połowie mając na uwadze nieparzystą liczbę członków (państwa te to Belgia, Cypr, Francja, Grecja, Hiszpania, Holandia, Irlandia, Luksemburg, Malta, Portugalia, Słowenia, Wielka Brytania oraz Włochy). Nie wartościuję czy ta grupa, czy 14 pozostałych ma rację, ale nie uważam tego za szkodliwe. Co ważne, ilość aktywistów protestujących przeciwko temu rozwiązaniu jest kilkakrotnie mniejsza niż liczba osób, które przesunęły wiek wysłania dziecka do szkoły do siódmego roku życia. Zastanawiam się ile pracy jest potrzebne w protest w porównaniu do załatwienia konsultacji, bo nie wierzę, że większość wybrała trudniejsze i bardziej pracochłonne rozwiązanie. Wydaje się, że rezygnacja z przymusu ustawowego jest osiągalna i jest prosta. Skoro zatem dolny próg jest trudny do obniżenia, ale przesunięcie wieku w przód o rok relatywnie łatwe, to czemu nie dać takiej możliwości pozostawiając aktualny zapis w niezmienionej postaci? Ja trafiłem do pierwszej klasy podstawówki rocznikowo mając 7 lat, ale miałem w klasie osoby młodsze, np. ze stycznia, których rodzice posyłali je do szkoły, aby nie robić sztucznego dystansu – dzieci takich było chyba trójka na około trzydzieścioro w klasie.

Na pytanie natomiast nie odpowiadam, bo nie mam dzieci i mnie nie dotyczy. I tu jest pies pogrzebany. Zgodnie z naszym systemem referendum winno odbywać się w efekcie potrzeby państwowej i/lub dotyczącej wszystkich obywateliZmiana systemu wyborczego, partyjnego i podatkowego poruszona w referendum z 6 września, bez względu na sensowność pytań, dotyczyć będzie wszystkich obywateli, bo każdy może mieć prawo wyborcze i płacić będzie podatki. Co do dzieci warunek ten już się nie realizuje. Mnie nie dotyczy, więc ja nie głosuję, bo mogę mieć złe motywacje. W innym wypadku głosowałbym na „NIE”, bo logika mi tak podpowiada, ale nie narzucę swojej woli skoro sam jej nie będę podlegał. Temat następny, czyli

referendum_szydlo2.2. utrzymanie dotychczasowego funkcjonowania Państwowego Gospodarstwa Leśnego Lasy Państwowe.

Problem polega na tym, że nie rozumiem o co chodzi. Nie czytałem ustawy, nie znam zapisów aktualnych, proponowanych przez PO, ani też tych jakie będą wprowadzone jako pochodna referendum. Wydaje mi się, że wielu nie wie o co chodzi. PiS straszy prywatyzacją lasów, ale nie podaje danych dotyczących prywatyzacji zrealizowanej dotychczas – czy to znaczy, że taka nie miała miejsca? To gdzie jest problem wymagający referendum? PO broni się, że furtka prywatyzacyjna, z której nie korzysta, dotyczy możliwości prywatyzacji na potrzeby ogólnospołeczne, czyli np. jako efekt potrzeby poprowadzenia drogi i sprzedaży ziemi pod infrastrukturę dla instytucji budującej i zarządzającej przyszłą drogą. To chyba zrozumiałe, bo lasów mamy dużo i chyba trudno byłoby je wszystkie ominąć drogami. Nie mniej jednak, temat mnie nie dotyczy, bo jestem niekompetentny w kwestii pytania. Instynktownie głosuję na „TAK” bo dotychczas nie spotkało mnie żadne ograniczenie ani krzywda ze względu na prywatyzację lasów, ale ostatecznie jestem niekompetentny w danej kwestii, a niekompetentni nie powinni decydować, więc nie odpowiem na pytanie. Jeśli, nie daj boże, jest więcej niekompetentnych (a podejrzewam, że tak właśnie jest, i nie będą oni dość refleksyjni, aby wycofać się od udzielenia niekompetentnej odpowiedzi), to łatwo zmanipulować używając tego tematu poprzez tworzenie nieistniejącego straszaka. Kolejna kwestia to

2.3. przywrócenie powszechnego wieku emerytalnego (60 lat dla kobiet i 65 dla mężczyzn).

Rozumiem atrakcyjność decydowania o możliwości przejścia na emeryturę wcześniej niż później. Rozumiem także potrzebę wspomożenia budżetu państwa w obliczu trudnej sytuacji finansowej funduszu emerytalnego. Ponadto, subiektywnie stwierdziłem już kiedyś (nawet przed czasem, gdy PiS-owski sprzeciw przybrał w propozycji formę referendum), że Nie obchodzi mnie emerytura (13 lipca 2015). Ponadto nie uważam, że dzisiejszy kształt ustawy będzie trwał niezmiennie do chwili, gdy przyjdzie mi na emeryturę przejść – pewnie jeszcze się coś pozmienia. Nie mniej jednak, w obliczu mojej prywatnej postawy, którą reprezentuję nie od dziś, oraz niemożności obiektywnego ocenienia słuszności i konsekwencji decyzji, kwestii nie mogę oceniać, a zatem nie głosuję.

Wychodzi zatem na to, że nie wezmę udziału w referendum, bo na każde pytanie nie znam lub nie powinienem udzielać odpowiedzi za fakt powyższych argumentów. A skoro tak, to w moim przypadku realizuje się jeszcze problem związany z

referendum_lokaltajnością wyborów

Bo otóż, jeśli będzie jedna komisja, to ja będę musiał poprosić tylko o jedną kartę do głosowania – tę dotyczącą wyborów parlamentarnych. Kiedy zatem pójdę zagłosować w wyborach parlamentarnych wnioskowanie mniej lub bardziej postronnej osoby obok mnie lub należącej do komisji będzie proste – „on nie głosuje w referendum ze względu na powody, bo przecież nie przez fakt zaniechania całkowitego”. Nie chcę tego, bo znając wybryki pewnych grup społecznych można oberwać torebką, bejsbolem lub przynajmniej surowym wzrokiem i parsknięciem świadka sytuacji, a to już odbiera czynowi znamiona tajności. Zastanawiam się nawet, czy gdy wybory zostaną połączone, to nie zrezygnuję całkowicie w przypadku połączonych komisji. Albo jeśli tak się stanie, to zagłosuje wprost przeciw woli wnioskodawcy referendum, na znak protestu przeciw takiej organizacji wyborów. Ponadto jest jeszcze jedna kwestia, otóż

w  Polsce nie rządzi się referendami,

bo nie jesteśmy w Szwajcarii. U nas w referendum decydować ma się o sprawach natury państwowej lub dotyczących wszystkich lub prawie wszystkich obywateli, a o reszcie nie powinni decydować nieprzygotowani obywatele tylko zorientowani politycy (oczywiście, nie lubimy ich i są źli, no ale przynajmniej się znają… niektórzy). Nadal będąc zauroczonym demokracją bardziej bezpośrednią niż nasza aktualna, to jednak zdaję sobie sprawę, że w naszym systemie nie powinniśmy decydować o kwestiach nas niedotyczących lub takich, do decydowania o których nie jesteśmy przygotowani, bo wtedy zostaje jedynie aspekt przekonania wyborcy do poglądu jednego z ugrupowań politycznych. A wtedy, uwaga, referendum staje się POLITYCZNE, a nie PAŃSTWOWE, a to są dwie zupełnie inne kwestie. I już. Na samym początku trzeba zadać pytanie o chęć zmiany systemu na bardziej bezpośredni, cofnąć przywileje i kompetencje polityków, a następnie dopiero działać, a nie na odwrót, bo wtedy każdy nasz ruch może zostać wykorzystany przeciwko nam samym.

A zatem w kwestii obu referendów stwierdzam, że

wezmę udział w pierwszym, ale (jeśli do niego dojdzie) to nie zagłosuję w drugim referendum. Nie namawiam nikogo do głosowania, jak tez sam będę ostrożny słuchając namów. Jako, że nie zgadzam się z referendum zaproponowanym przez prezydenta Dudę, bo uważam, że jest zbyt polityczne a za mało państwowe i w żadnym pytaniu mnie nie dotyczy lub nie jestem dość przygotowany aby decydować, to też nie mogę zwiększyć mu frekwencji tylko biorąc kartę. No cóż. Może będzie trzecie.


duda_-4,5punktuję prezydenta

w sprawach które mnie dotyczą lub mogą mnie dotyczyć, bo tak postanowiłem robić po moim wpisie po jego zaprzysiężeniu Prezydent Polski Andrzej Duda z 6 sierpnia 2015 roku. Za to działanie otrzymuje -4,5 punktów. Po -0,5 za każde pytanie, oraz -3 za propozycję użycia instytucji referendum w takiej sprawie.

I jeszcze na koniec jeden kwiatek.

referendum_palikot

dodatkowe pytania do referendum prezydenta Dudy


Zaproponowane przez Janusza Palikota z jednej ze Zjednoczonych Lewic. Nie przepadam za kościołem, ale lubię rozum i stąd negatywnie oceniam inicjatywę. Nie różni się ona znacząco w charakterze od pomysłu pana prezydenta Dudy, bo pomysł wpisuje się w polityczny aspekt referendum. Pomysły pytań są wprost zgodne i pomysłami politycznymi Twojego Ruchu. Proponują dodać pytanie o to

3.1. czy lekcje religii powinny być wycofane ze szkół.

pedophile-priestsI uważam, że nie powinny być wycofane, ale bardziej na równi powinna być zaproponowana możliwość uczestniczenia w lekcjach etyki, lub nawet winny one być prowadzone w proporcji pół na pół. W końcu etyka nie stoi w sprzeczności z doktryną żadnej religii. Skoro jednak tak powszechnym jest chrzczenie (a tego nie zabronimy) to nie można wprost nakazać wycofania ze szkół lekcji religii finansowanych z budżetu, jak wszystkie inne lekcje. Ponadto, jest to kwestia rozwiązywalna zwykłą ustawą, więc nie należny przerzucać odpowiedzialności na obywateli. Gdy, jako naród, dojrzejemy do pragmatyzmu i dystansowania religii od innych aspektów życia na tyle, żeby to zmienić, to politycy chętnie usłyszą głos wyborców i cofną wydatek budżetowy na dotowanie tych zajęć (1,5 mld zł, czyli 0,4615% całości wydatków zaplanowanych na 2015 rok – dużo, oj dużo).

Ja uczestniczyłem i mi nie zaszkodziły. Więcej, jeździłem na pielgrzymki i czytałem więcej niż było wymagane, a mimo to moja głowa ślepo się nie zgodziła ze wszystkim. Może nawet wręcz przeciwnie. Nie mam jednak dziecka i nie wiem jak wygląda sytuacja dziś, a więc to pytanie nie odnosi się do mnie – nie jestem jego adresatem. Pytanie nie ma zatem charakteru państwowego, a nawet powszechnego wszystkim obywatelom. Jest mnóstwo osób, których to pytanie już i jeszcze nie dotyczy, a wielu nie będzie dotyczyć nigdy. Z resztą, mam wolną wolę i sam decyduję czy ochrzczę moje dziecko i czy poślę je na lekcje religii – żadna ustawa mi tego nie zabrania lub nakazuje. Gdybym jednak chciał, aby dziecko poznało podstawowe zasady doktryny, to gdzie miałoby się to realizować jak nie w szkole i to nieodpłatnie? W kościele? Nieee, oj nie, a przecież tam wyślą swoje pociechy ci, którzy nie będą mogli wysłać do szkoły. Czarno to widzę – dosłownie. Nie głosuję, choć gdybym musiał, to instynkt podpowiada mi, żeby zagłosować na „NIE”. W temacie jest jeszcze kwestia

3.2. likwidacji funduszu kościelnego.

gruby-ksiadz1-525x442Nie znoszę funduszu za fakt sposobu wydatkowania pieniędzy. To jest czarna dziura pokaźnych rozmiarów. Zlikwidowałbym i patrzył jak puchnie episkopat. Ale nie zagłosuję, bo to też jest kwestia o charakterze ustawowym i nie dotyczy mnie wprost, (jako, że jestem zarejestrowanym parafianinem) kościół odprowadza za mnie zryczałtowany podatek, nie jest to instytucja niszowa i gdzieś jakąś posługę komuś tam jednak niesie. Niech decydują ustawą budżetową.

A może niech zrobią referendum ze wszystkich dziesiątek działów ustawy budżetowej i każą każdemu wybrać na co dać pieniądze, a potem wyciągną średnią i rozdysponują na wydatki (dodając pytanie o maksymalny poziom deficytu, w razie gdyby ludzie chcieli za dużo). Referendum trwałoby 9 niedziel i na koniec marca byłaby gotowa ustawa…

Podsumowując

deklaruję, że
1) zagłosuję w pierwszym, zaś
2) jeśli dojdzie do drugiego referendum z pytaniami prezydenta Dudu i Palikota, to nie wezmę udziału,
ale jeśli odbędzie się w wersji
3) tylko z pytaniami PiS-u, to zagłosuję na wyrost woli tej partii – na znak protestu, że odpaństwowili, a upolitycznili referendum zamiast samodzielnie o tym decydować, a do tego nie dopuścili innego głosu politycznego. Jak plugawić instytucjęreferendum, to równo, a nie pod dyktando jednej strony.

Jeśli zatem prezydent Duda wymusi referendum PiS-u nie dodając pytań Palikota, to oberwie dodatkowe -2 punkty za nierówną grę polityczną (mniej niż za fakt propozycji referendum, bo ta propozycja godzi w państwo, a niedopuszczenie konkurenta w konkurenta).


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Komentarz do “Referendum jego mać!