Prosty człowiek… Klaus Nomi


Deutschland, Deutschland über alles

UWAGA: Wpis ma tekst i klipy. Jeśliby zapoznać się z całością wpisu to czytanie i słuchanie zajmie minimum 11 minut. Zależnie od zainteresowania i zaangażowania. Maksymalnie 25 minut. Polecam i zachęcam.

Już kiedyś wymieniłem co Niemcy robią dobrze:

samochody, słodycze, strategiczno-ekonomiczne gry komputerowe, psy i wojnę. Kajam się ponad wszystko, bo zapomniałem o jednej kategorii – pojebaństwa audiowizualne. Wybryków mieli i mają wiele.

KLAUS NOMI & JOEY ARIAS

Dzisiejszy świat nie reprezentuje sobą tego samego co kiedyś.

Mam wrażenie, że za dużo wiemy i umiemy, a przecież nie chodzi o to, żeby złapać króliczka, ale żeby gonić go – jak zostało wspomniane w kabarecie. Dlatego też wnioskuję od lat, że urodziłem się za późno. Ale nie szkodzi, lepiej późno niż później. Wracając do tematu – niemieckie pojebaństwa audiowizualne. Mamy ich kilka – Nina Hagen, pornografia patologicznej maści, kino turpistyczne, Angela Merkel gotowa oddawać Polsce więcej pieniędzy niż bierze (ale tracimy spółki polskiego kapitału), no i papież, któremu już się nie chciało… a obok tego Klaus Nomi. No więc zacznijmy, bo skoro artysta audiowizualny, to można go pokazać i posłuchać.

Lightning Strikes (1982)

Ps. Namawiam dotrwać do drugiej minuty klipu.

Mój ulubiony utwór Klausa. Pokazał cały repertuar. Siebie takim, jakim pokazywał się najczęściej (także na scenie). Klaus śpiewał altem, tenorem i barytonem. Teledysk był ascetyczny, ale z nim w centrum nie trzeba było pokazać więcej, aby być zaciekawionym obrazem.

Dopowiem, że zmarł nie dalej jak rok po nagraniu tego teledysku. Zmarł w efekcie powikłań związanych z AIDS. W tych czasach umieranie na AIDS lub z przedawkowania było bardzo popularne – Freddie Mercury, Elvis Presley, Marilyn Monroe, Liberace, Anthony Perkins. Kiedyś to się umierało… dziś prąd poraził bo do piwnicy zalanej weszło się na boso albo zdrowie niedomagało i zostało się pokarmem dla kotów. Ja już od blisko roku przekroczyłem popularny wiek umierania – 27 lat. No nie jestem gwiazdą rocka, więc trudno się dziwić. Ale wracając – nie wiem, czy Klaus wiedział o chorobie, ale gdyby dowiedział się o swojej chorobie to mógłby popełnić powyższy utwór. A teraz następny.

Nomi song (1982)

Ps. Namawiam dotrwać do 2:10, bo miedzy innymi fajna gitara.

Nomi śpiewa do nas czy gdy zobaczymy jego twarz, to pozwolimy mu się nam ukłonić. A dalej czy mnie poznają, czy mnie poznają? Pyta się dalej, czy nauka pozwoli go poznać, czy kolektywna brew ludzkości pozwoli go poznać. No i jeszcze, że jest samotny i widzi to jako swoisty test. Nazwał utwór sobą i stworzył go po Lightning Strikes.

klaus_nomi_04

Poza teledyskami własnymi Nomi także współtworzył. Kto zgadnie z kim? Proponuję zrobić sobie zagadkę w głowie zanim uruchomi się następny utwór (teraz zauważyłem, że artysta wyświetla się w obrazie statycznym klipu – konkurs zamknięty. A już chciałem dać podpowiedź, że z artystą reprezentującym wadę genetyczną – heterochromię).

David Bowie i Klaus Nomi (1979)

Ps. A ten albo po czterdziestu sekundach, albo w całości. Zależnie od lubień muzycznych

https://vimeo.com/49104160

Występ z 1979 roku w programie Saturday Night Live (więcej o wydarzeniu TU). Programu emitowany jest NA ŻYWO po dziś dzień (ponad 40 lat) którego odcinki obejrzałem prawie wszystkie (1975 – 1985, a potem od 1992) i kiedyś napiszę o nim więcej, bo jest o czym pisać.

Klaus występował z David’em Bowie zaraz przeg Ziggi’m Stardust’em – postacią wykreowaną przez dominującego w powyższym występie muzyka. Barwną postacią pokazującą drogę rozwoju wizerunku i fascynacji muzycznych, które zasługują na własny wpis. To David dostrzegł Klausa i zaprosił go do wspólnego występu. O ile Klaus był w stanie ukraść scenę w pojedynkę, to jednak propozycja współpracy w charakterze tła z takim muzykiem jak David była bardzo atrakcyjna. Twierdzę jednak, że Klaus zainspirował Davida do wykreowania postaci Ziggi’ego i wycofam się z tego przekonania dopiero gdy David natrafi na ten blog, każe komuś przetłumaczyć ten wpis i mi zaprzeczy.

No i jeszcze

The Cold Song (1982)

Ps. Zachęcam do obejrzenia aż do czasu 1:52 klipu, żeby docenić lub poznać na potrzeby krytyki.

Występy na żywo, nie jako support, były żywiołem Klausa. W powyższym utworze pokazał wszystko co reprezentuje. Zinterpretował po swojemu utwór Henry’ego Purcell’a, który dziś powtarzany jest przez największych śpiewaków operowych w jego interpretacji (przykład TU).

Dopowiem, że śpiewańsko operowe lubię od lat i uwielbiam mistrza klasycznego – Verdiego. Luciano Pavarotti wykonujący jeden z bardziej znanych i zacnych wybryków Verdiego – Questo e Quello TU. No on to potrafił. Widać otwarte usta, jak mnóstwa ludzi których mijamy w swoich życiach, a jak nikt inny wylewa tak wszechogarniający pięknem i czystością dźwięk, że aż strach bierze patrząc, że wydaje się, że żadnego wysiłku w to nie wkłada.

Wracając do Klausa. Tenże chwilowy i groteskowy w swojej twórczości Klaus pokazał jeszcze jeden utwór przed końcem swojej krótkiej twórczości. Cytuję utwór z tekstem poniżej kończę.

Simple Man (1982)

Ps. Namawiam do pięćdziesięciu sekund co najmniej.

I’m… just a simple man
I have to do the simple things
That a simple man… can
You… are holding out your hand
You want to know the simple things
In my simple plan… and

I know there’s so much to share
But what else can I do?

Chorus:
Yes, I’m a simple man!
Come now and take my hand
Now and forever, never to be lonely
Yes, I’m a simple man!
I do the best I can
Now and together, just remember only
That I’m a simple man

Love… is just a simple thought
A little bit the worse for wear
Like a thief who got caught
Hope… is just a thing you bought
It’s just another safe white lie
That everybody got… taught

I can see you look to me
So what else can I do?

(repeat chorus)

I do the best I can
I got a simple, simple plan
I hope you understand
I’m just a simple man
I’m holding out my hand
It’s such a simple, simple plan
I hope you understand

(repeat chorus)

It’s so simple…

Klausa Nomi poznałem około dekady temu w niewiadomych mi okolicznościach. Wiem jedynie, że natrafiłem na jego utwory przez przypadek, bo internet mi je podpowiedział po wczęsniejszych wyszukaniach. I za to lubię internet.

Planuje napisać jeszcze o innych niemieckich wybrykach audiowizualnych. Pierwotnie wpis miał być składanką z udziałem m.in. Niny Hagen, ale uznałem, że Klaus zasługuje na to, abym go opisał w pojedynkę. Koniec.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.