Dupopryskacz z Tokio Hotel


A dziś kolejna wspominka z nie tak dawnych czasów. Już kiedyś pisałem, że byłem w Chinach (Najdroższy i najlepszy hamburger w moim życiu – 23 lipca 2015). Byłem też w Japonii – w Tokio. Miasto jak miasto – 37,9 milionów mieszkańców w części zurbanizowanej o łącznej powierzchni zbliżonej do województwa lubuskiego (13.500 km kw.). Standard.


Wyjazd miał bardzo soczysty harmonogram.

Po podróży trwającej ponad 30 godzin nie mieliśmy wolnego. Nie szkodzi, bo byliśmy w Tokio, a miasto zasługuje na więcej niż sen od odwiedzającego. Oferta miejsca jest niesamowita i zgodna z moim wyobrażeniem przed wizytą – nie zawiodłem się, choć miałem duże mniemanie.


Miasto jest niesamowicie czyste.

Nie ma śmieci na ulicach. No dobra – są, ale w obliczu tysięcy osób mijanych na chodnikach liczba ok. 14 petów i trzech puszek to nic – liczyłem (dopowiem, że puszek postawionych na fragmentach elewacji budynku, a nie na chodniku – nie trzeba się po nie schylać). Czystość ta objawia się na każdym kroku i mnie – przyzwyczajonego do mozaiki z gum na każdym chodniku – szczerze onieśmieliła.

Dygresja – palenie papierosów
Uczestniczę w procederze. Ze statystyk wynika, że zdecydowana większość tokijczyków także. Nie widać jednak palaczy na ulicach, bo mają specjalnie przystosowane miejsca. Usłyszałem, że palenie i pozostawianie petów w miejscach publicznych może grozić mandatem, choć zdecydowanie częstszą metodą jest uprzejme upomnienie. Gdy mieliśmy przestój na ruchliwym chodniku starałem się skorzystać z możliwości niepospiesznego zapalenia papierosa. Niestety, pomimo braku śmieci na ulicach, nie było koszów na śmieci i pety. Wielokrotnie zrezygnowałem z zapalenia za fakt skrępowania, ale kilka razy przyuważyłem palących Japończyków, a wtedy ukradkiem stawałem w niedalekiej odległości i paliłem spoglądając co zrobią z petem. Faktycznie – gasili i rzucali na ulice. Raz nawet sam zacząłem palenie (byłem odrobinkę zirytowany doraźną sytuacją organizacyjną i przestojem), a w związku z tym oddaliłem się miedzy wiatę chyba przystanku i drzewko przy jezdni i zacząłem palić. Nie minęła minuta, jak w moim pobliżu pojawiło się ze trzech Japończyków i zaczęło palić obok mnie. Albo moja facjata wydała się dość zaufana, aby współuczestniczyć w procederze, albo uznali, że w razie czego zwalą na mnie. Nie istotne. Wszedłem między wrony, a przez krótką chwilę ony krakały jak i ja. Było to zaskakująco miłe.

Poniżej film z 15 września 2015 – prezentuję komorę dla palaczy w Hotelu Royal Park Shiodome Tower (centralny budynek ze zdjęcia głównego).



Czysta dupa

jest dla nich tak samo ważna jak czyta ulica – i tu przechodzę do sedna wywodu. Zaawansowane sedesy na kosmicznej technologii są wszędzie. W hotelu mieliśmy model raczej podstawowy – podmywanie męskie, podmywanie damskie, siła niska, średnia i wysoka, podgrzewane siedzenie. Wiem o istnieniu jeszcze innych opcji – suszenie, dmuchanie oraz m.in. emisja muzyki zagłuszającej (dźwięki wodospadu, śpiew ptaków lub nawet muzyka klasyczna). Otóż praktyka nie tylko europejska – używanie papieru – w percepcji japońskiej jest jedynie suszeniem dupy, a bez użycia wody jest to zwyczajne rozsmarowywaniem odchodów na własnym ciele.

Poniżej film z 19 września 2014, na którym demonstruję zasadę działania dupopryskacza (na sucho, że tak powiem).



Początkowo byłem niechętny

bo nie wiedziałem jaka będzie siła pryskania i jakim będzie doznanie. Rozregulowanie zegarka powodowało, że nawet w międzyczasie poważnego spotkania, gdy należało występować w garniturze, potrzeba dawała o sobie znać. A wtedy ukradkiem w przerwie wielu biegło do toalety. Obawiałem się zastosowania dupopryskacza, aby przypadkiem nie zrobić sobie niespodziewanej lewatywy w międzyczasie tłumaczenia zasad wylewania cementu na potrzeby budowy przeciwwstrząsowych fundamentów – było to w mojej ocenie niepraktyczne i ryzykowne, szczególnie, że radzę sobie skutecznie jedynie przy użyciu papieru. Postanowiłem pozostać przy znanym mi standardzie.


Gdy jednak spróbowałem

to poznałem zalety metody. Powiem w skrócie, aby nie wdawać się w szczegóły. Japońskie ulice są czyste tak jak i dupy za fakt stosowanej metody i przyzwyczajeń. Deska z funkcją bidetu kosztuje już nawet kilkaset złotych i od wizyty w Japonii rozpatruję taka inwestycję. Po powrocie do Polski, po raptem trzech dniach regularnego używania urządzenia, nie mogłem się przestawić. Dupopryskacz jest genialnym rozwiązaniem i nie dziwię się, że japońscy turyści czują zadziwienie poziomem brudu, jaki dopuszczają się nosić na swoich ciałach europejczycy.


Jeśli zaś chodzi o ulice

to w różnego rodzaju urzędach, obiektach będących atrakcjami turystycznymi, a nawet prywatnych przybytkach można bezpłatnie wziąć biodegradowalny woreczek foliowy, który służy jako podręczny śmietnik. Wszystko co Japończyk nazbiera nosi ze sobą, aż wróci do domu lub biura i umieści odpadki w przeznaczonym na nie miejscu.

W dupach im się nie poprzewracało, bo dupy maja bardzo uporządkowane i czyste, bo okazuje się, że co w dupie, to na ulicach. U nas niestety też.

W ramach żartu kontynuacja filmiku z komory do palenia.


Przepraszam za niskich lotów żart… ale pewnie nie ja jeden o tym pomyślałem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.