Ostatnio znów rozmawiałem o Bogu 4


Z kimś do kogo mam duży szacunek za fakt jego wiary, bo jest do niej kompetentnie, ale nie fanatycznie przygotowany.

W rozmowie tej przybliżył mi początkową historię Boga.

O tym, że Lucyfer był prawą ręką Boga do chwili, aż zbuntował się przeciwko swojemu panu, za fakt niegodnego w jego ocenie zadania jakim było służenie nam – ludziom. W tej opowieści ugodziła mnie jedna informacja, która z mojego (ludzkiego) punktu widzenia była nielogiczna – kwestia wolnej woli.

Bóg oferował nam wolną wolę

z równoczesnymi zastrzeżeniami i ograniczeniami. A co gdybym ja był zainteresowany zrzeczeniem się jej posiadania na rzecz życia w pełnym, rajskim szczęściu, bez świadomości i pociągu do grzechu? Pozwoliłem sobie przy tej okazji na porównanie do życia w niedemokratycznym, totalitarnie rządzonym państwie, ale w którym władca jest wszechwiedzący i miłosierny, więc nie popełnia błędów i krzywd, a więc też jest niezdolny do bycia skrzywionym i skorumpowanym. No i więcej – jego poddanym żyło by się idealnie dobrze. Nie chcieć utopii dla siebie i bliskich jest wręcz plugawe i niemiłosierne. Może zbytnie uproszczenie, ale z tego co mi wiadomo to Bóg jest niepojęty, więc musimy posiłkować się metaforami znanymi ludziom – tak działa Biblia. Nawet jego najbliższy anioł okazał się ułomny na kształt ludzkich ułomności i dziś tłumaczymy jego działanie pychą, która jest przywarą ludzką.

I ten oto Bóg nie dał ostatecznie wyboru.

Nie mi, bo zgodnie z doktryną ja jestem potomkiem Adama i Ewy, a więc też mnie obciąża grzech pierworodny, któremu sam nie zawiniłem na moment poczęcia, a nawet urodzenia. Ale jestem w stanie zaakceptować, że każde dziecko niesie w sobie to co mu przodkowie dali, zarówno dobrego jak i złego. Nie mniej jednak w takim ujęciu człowiek pierwszy, bez względu na to jaką podjąłby decyzję, nie była mu dana taka możliwość. I tu pojawiła się moja, wręcz nazwałbym, że pretensja. Wolna wola nam dana od Boga okazuje się być pozorna, bo zostaliśmy wrzuceni z nią w świat już ułożony.

Jeśliby dodać jeszcze do tego, że Bóg, zanim jeszcze pojawili się ludzie, wiedział jak rozwinie się akcja – człowiek za namową Diabła zgrzeszy – to Bóg skazał nas na ciągłą tułaczkę w świecie z wpływem obu sił – złej i dobrej. Wiedział o tym, bo jest wszechwiedzący. Skoro tak, to wolna wola była istotnie fikcyjna. Kiedy zatem ludzki rozum (będący szczególnie ludzkim bo najbardziej rozwinięty w skali wszystkich gatunków) analizuje i podważa nieskazitelność tej decyzji w jej intencji, to łatwo o zwątpienie. Taki Bóg, który znał los stworzonego na swoje podobieństwo człowieka, skazał nas na czyściec na ziemi i ciągłe poddawanie próbom. Na swoje podobieństwo – czy to znaczy, że Bóg zrobiłby w raju tak samo jak Adam i Ewa? Jeśli tak, to nie byłby już boski, ale ludzki. Gdyby jednak spytał pierwszego Adama czy woli żyć bez pokus w pełnej zgodności z boskim planem, czy też chce mieć możliwość dopuszczania się hedonistycznego grzechu, ale przy równoczesnym cierpieniu (dając poznać oba stany), to wtedy dopiero wypełniłyby się znamiona pełnej wolnej woli. Bez niej Bóg okazuje się być nieczysty w intencji względem człowieka – deklaruje wolną wolę, ale ostatecznie jej nie daje.

Nawet jeśli istnieje istota nadrzędna, niematerialna, wszechwiedząca, to nie jest ona Bogiem,

bo w naszym rozumieniu Bóg jest idealnie dobry. Ten zaś Bóg, który stoi pod nazwą Boga w Biblii, nie reprezentuje w sposób bezapelacyjny wszystkich cech boskich. W takim ujęciu wychodziłoby na to, że Boga (jako istoty idealnie dobrej) nie ma. Boga nie ma. Jest sobie zatem w Biblii istota nadrzędna i wszechwiedząca, ale nie jest ona boska.

Tu jest pogrzebany pies mojej wiary. Mogę czegoś nie rozumieć, bo w końcu Bóg jest niepojęty. Jeśli jednak zostałem stworzony na obraz Boga, używam rozumu jaki mi dał, i to ten rozum mierzy boskość Boga, więc trudno jest mi mieć do siebie pretensje. Mogę być zatem bogobojny, ale tylko dlatego, bo boję się kary surowego i niezrozumiałego Boga o niejednoznacznych intencjach.

Logika na którą się powołuję jest jednak wymysłem ludzkim,

a nie danym od stosującego się do niej Boga. Jak mogę zatem swoją ludzką miarę przykładać na zmierzenie poczynań Boskich? Skąd pomysł, że to pojmę i próbuję argumentować, lub wręcz niemalże robić listy za i przeciw, aby na tej podstawie zdecydować czy Bóg jest boski? Bo Bóg dał każdemu z nas rozum, z którego użytek człowiek zaczął robić niestety dopiero od chwili bycia skuszonym przez zło. Jak gdyby po wybudzeniu z Matrixa będącego bezrefleksyjną fikcją z pozornym wyborem. Jakże człowiek, na podstawie rozumu, może wpaść na pomysł bardziej moralnego rozwiązania niż to, które przy swojej wszechwiedzy zaproponował Bóg, jeśli jest on idealnie dobry? Nie wiem.

A więc czemu tłumaczysz mi coś dla Ciebie niepojętego?

Nie podoba mi się jednak bardziej, bo jest mi bliższe niż kwestie „logiki boskiego działania”, że niepojęty Bóg jest mierzony przez człowieka stworzoną przez człowieka moralnością i motywacją. Przez człowieka! Ludzkie umysły tłumaczą ludzkim umysłom jak postrzegać niepojętego ludzkim umysłom Boga. Moje wrażenie jest takie, że jest to największa obelga dla Boga, gdy ktoś ułomny, grzeszny i plugawy (człowiek), który zdradził jego zasady na samym początku, teraz uzurpuje sobie prawo do tłumaczenia i powoływania się na idealnego i niepojętego Boga. Jak człowiek śmie to robić Bogu – nie jestem sobie w stanie wyobrazić.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

4 komentarzy do “Ostatnio znów rozmawiałem o Bogu

  • TLK

    „Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam. Niech panuje nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym, nad bydłem, nad ziemią i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi!” – czy to nie znaczy że jesteśmy stworzeni na wzór Boga tylko pod względem naszej władzy nad nam podległą florą i fauną? Zauważ że pojawia się tylko słowo ‚podobnego’ (małpa też niby jest podobna do człowieka)

    Co do grzechu pierworodnego, to ta jabłonka się nazywała „…z drzewa poznania dobra i zła nie wolno ci jeść bo gdy z niego spożyjesz, niechybnie umrzesz” więc uczciwie uprzedził Adama o konsekwencjach,bo Ewy jeszcze na świecie nie było, została stworzona dla jego rozrywki …tzn do pomocy ;) A że Adam jej to przekazał (tak mniemam) a nie sam Bóg może nie zrobiło to na niej wielkiego wrażenia. Zobacz że i tak okazał nam miłosierdzie tylko wygnaniem a nie śmiercią.

    Biblia została spisana, ale nadal jest to słowo Boże, a ludzie próbują je interpretować w sposób odpowiedni dla siebie i danej epoki. Ale ci ludzie zaszczepiają tylko ziarno wiedzy w drugim człowieku, to od nas zależy co z tą wiedzą zrobimy, czy powiemy ‚kim jesteś że mi niepojęte rzeczy tłumaczysz’, czy sprawdzimy u źródła jak jest napisane i spróbujemy sami zrozumieć co Bóg miał na myśli.

    A tak na przestrogę:
    „Jeżeli zaś nie będziecie Mnie słuchać i nie będziecie wykonywać tych wszystkich nakazów, jeżeli będziecie gardzić moim ustawami, jeżeli będziecie się brzydzić moimi wyrokami, tak że nie będziecie wykonywać moich nakazów i złamiecie moje przymierze, to i Ja obejdę się z wami odpowiednio… ”
    żeby nie było że Cię nie ostrzegałem :)

    • Adam Autor wpisu

      Do pierwszego, to pamiętajmy też, że dał nam dar refleksyjnego tworzenia i rozumowania, co także odróżnia nas od zwierząt (ponad genetyczną dominację).

      W przypadku „jabłonki”, to zacytowałeś fatalność ludzkiego umysłu pod panowaniem Boga. Więcej, „nie rób, bo każę – bez zewnętrznego uzasadnienia”. Grzech ten był grzechem nie przez obiektywne przesłanki szkodliwości, tylko za fakt boskiej decyzji – nie bo nie. Gdzie ma tu zastosowanie ludzka zdolność do oceny dobra i zła? Czemu Bóg nas tak pokusił bez zewnętrznego względem własnej decyzji uzasadnienia?

      Mam nadzieję, że Ty przeczytałeś zacytowane fragmenty w całości kontekstu, bo inaczej to „złodziej złodzieja prawości uczy”. :)

      Nie bo nie – to reguła nie pod dyktando ani serca, ani rozumu. Autonomia nadrzędności bez legitymacji innej niż wynikającej z pozycji. A Bóg opisany tu i ówdzie w jego słowach jest podobno miłosierny, sprawiedliwy, dobry itd. Żadna przypowieść ludzka nie usprawiedliwi Boga z czasu zaraz po stworzeniu człowieka, kiedy w świecie przez niego stworzonym zostaliśmy w niewytłumaczony sposób poddani próbie, o której Bóg wiedział przecież, że jej nie sprostamy. Okrutna zabawa.

  • TLK

    Co do „Gdzie ma tu zastosowanie ludzka zdolność do oceny dobra i zła” – zanim puch marny nie zjadł jabłka, zauważ że nie było dobra i zła. Bóg to władca absolutny jeżeli mówi nie bo nie – to trzeba to rozumieć dosłownie na tym moim zdaniem polega wiara (to tak jakbyś tłumaczył idiocie żeby nie wkładał ręki do pieca hutniczego bo mu się stanie krzywda – dla ciebie to oczywiste to co będziesz mu wyjaśniał dlaczego?) Żyliśmy w raju, czy to nie miłosierne, uczynił trochę cudów (i nadal czyni) czy to nie miłosierne?

  • Adam Autor wpisu

    Używanie zjawiska totalitaryzmu (rozumianego i ocenianego tak, jak go dziś rozumiemy i oceniamy) obok Boga jest nieostrożne, ale się zgadzam. Nadal mam jednak problem z uzasadnieniem dania ludziom rozumu.

    I nawet takiemu co chce wsadzić rękę do pieca można przecież wyjaśnić i dać do zrozumienia czym to grozi (posiłkując się faktem, że ten ktoś ma rozum), tak samo jak tłumaczymy naszym dzieciom co należy, a czego nie należy robić, choć przecież dla nas to niekiedy oczywiste (oczywiście równocześnie zakazując lub nakazując). Obawiam się, że chybione porównanie, ale chyba wiem co masz na myśli – porównanie ma rację bytu tylko gdy możliwości poznawcze obu stron są jednakowe. My zaś względem Boga jesteśmy intelektualnie upośledzeni, więc jego zamysłu nie ogarniemy naszymi rozumkami.

    Nadal jednak pozostaje kwestia tego, że Bóg wiedział, że człowiek dopuści się tego pierwszego grzechu. Dał ku temu możliwość. Po co ta pokusa? Tego nie rozumiem i ujmuje mi to gotowości do wiary w miłosiernego Boga.

    A TU śmieszne zdjęcie w kontekście.