Bo mówi się do kogoś, a nie tylko o czymś lub po coś


Mówić powinno się do kogoś i należy wiedzieć kim jest ten ktoś. Inaczej słuchacza nie ma, lub jest on przypadkowy. Przypadkowy słuchacz tak jak przypadkowo usłyszał raz, tak też może przypadkowo nie usłyszeć za drugim razem. Nie ma reguły i tendencji. Nie ma celu i zasadności.

Wtrącę,

że w poniższym wpisie po raz pierwszy powołam się na fakt dotychczasowej wiedzy konkretnej. Studiowałem politologię (licencjat) i zarządzanie (magister). Pierwsza praca dyplomowa była o komunikacji politycznej, a druga o współczesnym wykorzystywaniu manipulacji i perswazji w przedwyborczym dyskursie politycznym (węziej i konkretniej). Unikałem polityki przez ostatnich kilka lat bo się przejadłem, ale dziś znów mnie wciągnęła, bo jest intensywnie. Jeśli zaś chodzi o blog, to dotychczas pisałem jak gdyby „widzimisię”. Teraz użyję argumentu, że wiem coś więcej, a po drodze pisania przytoczę nawet fragmenty z pracy. Dobrej pracy, bo pisałem dobre prace i zdradzę, że dla pieniędzy napisałem więcej prac niż tylko dla siebie. Jeśli ktoś uważa, że się tym wpisem mylę lub wymądrzam, to niech albo nie czyta, albo zarzuci błąd używając argumentu. Trochę arogancko chyba to zabrzmiało, ale już mi się nie chce ironizować i owijać w bawełnę.


Fenomen polityczny pan Paweł Kukiz

pokazał ogromną siłę. Pisałem o tym już dwukrotnie (Piersi na liście PiS; PiS & love of JOW). Skupił w sobie frustrację młodych, którzy się znudzili i chcieli czegoś nowego. Problem w tym, że czasem wybór nudnego i starego okazuje się mniej obłożony konsekwencjami, a niżeli próbowanie czegoś nowego. Szczególnie gdy nie mamy do czynienia z sosem do frytek tylko z władzą ustawodawczą i wykonawczą.

I tak oto pan Paweł Kukiz komunikował to co chciał i znalazł poklask. Bo komunikował to, co jest bliskie wielu. Mówił, że jest wku*wiony tymi wszystkimi politykami – jak my wszyscy przynajmniej od czasu do czasu. Mówił dalej, że nawet jeśli pozbędziemy się tych zabetonowanych łajdaków, to na ich miejsce wejdą im podobni lub nawet ich poplecznicy. Wnioskował na głos stwierdzając, że w takiej sytuacji to należy zmienić system ich wyboru. Podpowiedział, że odpowiedzią miały by być jednomandatowe okręgi wyborcze.

Jako muzyk średniej daty potrafił zjednać sobie wkurzonych śpiewając, a teraz zjednał sobie gadając. Trafnie artykułował frustracje wielu, w tym w szczególności mało doświadczonych tą całą polityką. Tych, którzy nie pamiętają lub nie znają wszystkiego, tylko to co było w ciągu ostatnich mniej jak dziesięciu lat. I szczerze uważam, że mówi szczerze – od serca i z głowy. Jego wielkość przejawia się w tym, że nie szukał słuchaczy, tylko mówił to co uważał. A potem, pomyślnie dla pana Pawła, znalazło się nad podziw liczne grono słuchaczy, którzy otwarcie się z nim zgadzali. Sam pan Kukiz pewnie był pozytywnie zaskoczony. No więc przestał mówić, tylko zaczął krzyczeć, żeby jeszcze więcej przechodniów życia politycznego go usłyszało. Aż media zaczęły go cytować i puszczać, bo w końcu skoro jest audytorium dla Kukiza, a wszyscy go osobiście zobaczyć nie mogą, to będą się cieszyć słuchając go w mediach, a przy okazji zwiększą oglądalność.

Bum. Wybory prezydenckie. Ci co go słuchali zagłosowali. Podziało się tak jak się podziało. Plebiscyt lubianego człowieka wykazał, że ma poklask i przychylność. Problem w tym, że pan Kukiz nigdy nie komunikował do kogoś konkretnego, tylko zawsze to co sam myśli. To niespotykane w polityce, w której ludzie zawsze starają się mówić to, co słuchacz chce usłyszeć. Jego działanie było wręcz szlachetne.

A teraz cytat.


Manipulacja i perswazja w dyskursie kampanii wyborczej: trzy poziomy języka

(…) Aby w pełni móc wyczerpać opis komunikacji jako elementu działalności politycznej należy wejść jeszcze głębiej w analizę zjawiska. Ujmując wszelką działalność polityczną podejmowana przez aktora politycznego czy to względem oponenta, czy też względem wyborcy można mówić najogólniej o interakcji rozumianej jako zachowania ludzi w kontaktach z innymi ludźmi, co implikuje, że każda interakcja aktora politycznego jest formą zachowania językowego.
Laskowska E., Dyskurs parlamentarny w ujęciu komunikacyjnym, Wydawnictwo Akademii Bydgoskiej im. Kazimierz Wielkiego, Bydgoszcz 2004, s. 12-16.

Każda wypowiedź, przy dokładniejszej analizie gramatyki komunikacyjnej, składa się z trzech podstawowych poziomów:
poziomu ideacyjnego który określa treść wypowiedzi. Rozumienie tych treści dokonuje się przy pomocy umiejętności kodowania i dekodowania określonych znaczeń zawartych w symbolach. Przy odpowiedniej czystości przekazu obraz ideacyjny wygenerowany w świadomości nadawcy może w optymalnie identycznym kształcie zostać odzwierciedlony w świadomości odbiorcy. Możliwe jest to dzięki zbiorowej świadomości oraz tożsamych (w danym środowisku lub kulturze) symboli i standardów semantycznych,
poziom interakcyjny zawiera ocenę i stosunek prezentowanej przez nadawcę treści. Na tym poziomie zawarty jest zarazem cel wypowiedzi, który jest nieprzypadkowy, a celowo dobrany ze względu na odbiorcę,
– trzecim jest poziom organizacji dyskursu, którego głównym zadaniem jest umiejscowienie danej wypowiedzi w całości procesu. Podstawowym rodzajem zadań tego poziomu jest sygnalizowanie rozpoczęcia, podtrzymywanie oraz zakończenie dyskursu.
Sztompka P., Socjologia. Analiza społeczeństwa, Wydawnictwo ZNAK, Kraków 2002, s. 186.
Laskowska E., Dyskurs parlamentarny…, op.cit., s. 16-18.

Sam język na każdym z wyżej wymienionych poziomów może być różnie wykorzystywany, a nawet różnie znany. Już w 1961 komunikolog Basil Bernstein nakreślił teorię dwóch typów języka. Koncepcja ta jest zdecydowanie trafna, a do tego niezwykle istotna przez jeden charakterystyczny element. Oba te typy języka, choć bardzo różne, występują równolegle w tych samych społecznościach.

Cechy kodu ograniczonego Cechy kodu rozwiniętego
1. Ujmowanie wydarzeń w sposób konkretny.
2. Częste stosowanie sygnałów niewerbalnych.
3. Przekonanie o oczywistej słuszności swoich poglądów, o posiadaniu recepty na prawdę.
4. Trudność w operowaniu materiałem abstrakcyjnym.
5. Ujmowanie wydarzeń w perspektywie teraźniejszości, nieumiejętność odraczania gratyfikacji.
1. Ujmowanie wydarzeń na różnych poziomach abstrakcji.
2. Stosowanie subtelnych rozróżnień słownych.
3. Przekonanie o względności własnych poglądów i przyznawanie innym prawa do innego spojrzenia.
4. Łatwość operowania materiałem abstrakcyjnym.
5. Ujmowanie wydarzeń w odległej perspektywie czasowej, duża zdolność odraczania gratyfikacji.

Wysunąć z tego opisu dałoby się dwa podstawowe wnioski. Pierwszy dotyczyłby elementów jakimi może się polityk posługiwać w komunikacji z wyborcą. Logicznym byłoby uznać, że kandydat będzie starał się wykorzystywać ten typ kodu jakim operuje jego target, a dalej, że jego sposób komunikowania (i dalej całość struktury elementów jakie go określają) są kształtowane na potrzeby pozyskania akredytacji. Drugi wniosek (…) dotyczy argumentów na jakie powoływać się może polityk w celu pozyskania akredytacji. Skoro obraz świata jest nietożsamy ze względu na różne kody językowe jakimi obywatel się posługuje (a co za tym idzie argumenty o charakterze logicznym mogą różnie być odbierane, a ze względu na trzecią cechę kodu ograniczone lub nawet nawet odrzucone) zdecydowanie łatwiej będzie dotrzeć z argumentem emocjonalnym, tym bardziej jeśli ten dotyczy wspólnych danej społeczności (lub nawet całości społeczeństwa danego państwa) wartości (np.: patriotyzmu czy sprawiedliwości społecznej).
Nęcki Z., Komunikacja międzyludzka, Wydawnictwo Profesjonalnej Szkoły Biznesu, Kraków 1996, s. 56-57.

Cytowałem tekst własnej pracy magisterskiej dodając oryginalne przypisy.


I teraz uzasadnienie

przytoczenia tej teorii. Gdzie jest pan Kukiz w tych koncepcjach? Ideacyjnie apeluje o ukaranie betonu politycznego, który trzyma się stołków, a nie realnie stara się dokonać rozwoju gospodarki, administracji, szkolnictwa itd. tym samym podnosząc jakość życia ludzi. Interakcyjnie adresuje to do sfrustrowanych lub zrezygnowanych antysystemowców wskazując, że chce to zmienić, bo jest to złe i niesłużebne. Organizacyjnie czyniąc to w sposób alternatywny do sposobów stosowanych przez polityków – na koncertach, wiecach, spotkaniach, a nie na konwencjach partyjnych i konferencjach prasowych – tym samym dystansuje się od metod stosowanych przez wymagających obalenia przedstawicieli elit rządzących. Ujmuje sprawy konkretnie, wprost gani to co się dzieje, nie dopuszcza alternatywnego rozwiązania, nie powołuje się na abstrakty ideowe, tylko stwierdza konkretnie co jest złe, a co jest dobre i dąży do rozwiązań mających być zastosowanymi tu i teraz, a nie kiedyś tam pod jakimiś warunkami.


Komunikuje do wszystkich i do nikogo.

Komunikuje bez skierowania swoich słów w stronę słuchających. Jak człowiek, który stoi na placu i wrzeszczy, a co niektóry z mijających go pieszych zatrzymuje się by posłuchać. Jeden na wielu zatrzyma się na dłużej, ale większość prychnie, kichnie, klaśnie, machnie i odejdzie. I tak zaczyna się dziać.

Pan Kukiz nie tworząc programu tylko proponując strategię służącą rozwiązaniu problemu nie zaadresował do nikogo postulatu. W jego głowie zaadresował go w stronę antysystemowców, ale jak się okazuje jest ich za mało i nawet oni chcą czegoś w zamian za poparcie. Nie jest tak, że przeciwko systemowi jest 90% obywateli, ale jest tak, że pewnie prawie wszyscy chcą czegoś, co im konkretnie poprawi byt. Może i tylu uważa, że należałoby zmienić dominującą elitę. W sumie JOW-y to żadna zmiana, więc jeśli dają szansę, to można je poprzeć.

I tak oto, skoro nie do anytysystemowców, to nie wiadomo do kogo komunikuje pan Kukiz. Do młodych? No z niektórymi postulatami raczej nie, takimi o in vitro, o związkach partnerskich, o kościele i jego udziale w państwie, o wolnościach i swobodach obywatelskich. Nie trafia do młodych.


W plebiscycie na człowieka Kukiz był niezłym wyborem, ale polityka to transakcja.

Pierwszy mi coś oferuje. Drugi nie oferuje mi nic. Jeśli jestem studentem w przededniu wejścia na rynek pracy, to zagłosuję na tego co chce walczyć z umowami śmieciowymi lub ma zamiar zmniejszyć podatek dla przedsiębiorców. Tak samo zagłosuje przedsiębiorca. Zatroskany sytuacją państwa na arenie międzynarodowej zagłosuje na narodowca lub chcącego integracji – zależnie od strony. Pragnący lub posiadający rodzinę zagłosuje na proponującego rozwiązania socjalne mu służące. I każdy z nich powinien chcieć konkretu – kwoty, procenta, warunków skorzystania, pomysłów działań itd. a nie idei. Nawet jeśli ani jeden, ani drugi z obietnicy się nie wywiąże, to i tak szanse tego, że mi będzie lepiej wzrosną gdy zagłosuję na tego co przynajmniej coś mi zaoferuje. Bo a nuż polityk akurat z tego postulatu się wywiąże bojąc się, że ponownie na niego nie zagłosuję.


Jak jednak nie stracić głosując na kogoś, kto niczego mi nie oferuje.

Program to stek bzdur i kłamstw będących tzw. kiełbasą wyborczą według pana Kukiza. Zgadzam się, choć nie jest to odkrycie ameryki. Nie ma jednak opcji, żebym zagłosował na kogoś, kto oferuje mi zmianę systemu wyborczego bez wskazania na to jakie będą tego konkretne konsekwencje. Co to zmieni? Prognozuje się, że nawet te elity co już funkcjonują tylko się umocnią uniemożliwiając dojście do głosu takim jak pan Kukiz. A zatem jak mogę dokonać transakcji oddając głos, a nie mając żadnego konkretu w zamian?

Gdy połączy się to z tym, że pan Kukiz nie komunikuje do nikogo konkretnego, tylko mówi o ofercie systemowej, okazuje się, że jest bardziej skupiony na polityce niż na obywatelu. Bardziej nawet od tych oferujących to i owo polityków zastanych. On nawet nie udaje, że mnie lub Ciebie słucha, więc jak może zareagować na moją lub Twoją potrzebę lub oczekiwanie. PiS-owi zarzuca się, że deklarując te kwoty i procenty zrujnowałby budżet, więc na pewno się z nich nie wywiąże. Ale może wywiąże się w ćwierci, tylko (w porównaniu do założenia) naruszając niestabilny budżet, ale nie rujnując go całkowicie.


Jak za moje poparcie zaoferujesz mi
torby z darami, w aucie z alufelgami, i do tego portfel cały wypchany dolarami,
to nawet jak dasz mi foliówkę z ogórkami, rower ze szprychami i portmonetkę z monetami,
to i tak zyskam więcej, niż gdy zaoferujesz mi nic… czyli wybory JOW-ami.


bo_mowi_sie_do_kogos_01

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.