Tania komunikacja i drodzy bliscy 1


Nie zaskoczę pewnie wpisem. Nie będzie on specjalnie podręcznikowy, bo nie będę musiał wybiegać daleko poza doświadczenia z życia codziennego. Do myśli o komunikowaniu o niskiej jakości powróciłem ostatnio pod wpływem zainstalowania aplikacji-gierki z quizem. W aplikacji gra się jeden na jednego ze znajomymi z Facebook-a i nie tylko. Gierka ma też wbudowany komunikator.


Jak został mi on pokazany, to ucieszyłem się, bo uznałem to za podnoszące jakość rozszerzenie. Przy którymś uruchomieniu gierki zauważyłem wiadomość od bliskiej mi osoby o treści dotychczas komunikowanej inaczej i nie związanej z grą – inicjatywa spotkania o proponowanym czasie i miejscu. Poczułem zgrzyt i poprosiłem aby pozostawić tego typu treści na inne kanały. W odpowiedzi przeczytałem, że ten kanał jest jak SMS, a w ramach żartu dopytanie, czy może obawiam się, że ktoś mnie podsłuchuje. I zastanowiłem się, czy zgrzyt jest zasadny, czy wydumany.

Minęły dni, gdy myśl z różnym natężeniem kłębiła się w głowie. W tym czasie przypomniało mi się wiele zarzutów, jakie już od długiego czasu formułuję w głowie. Zarzutów do teleofnów komórkowych, a bardziej nawet ich użytkowników.


Face to Phone

tania_komunikacja_01Coś, czego nie znoszę, a z czego dziś śmiejemy się memami w internecie. Od wielu lat, jeszcze przed osiemnastką, organizowałem imprezy w domu. Muzyka, alkohole, zgrani ludzie, czasem nawet ktoś podrygiwał na dywanie – taki scenariusz. Było nas 6 – 10 osób. I w tym gronie znajdowały się jednostki, które spędzały czas wlepione wzrokiem w komórkę – jak gdyby mało im było okazji do interakcji z obecnymi. Dopowiadam, że było to nawet 13 lat temu, a nie wczoraj. I nie brakowało interakcji treściowo-emotikonowej, ale z dźwiękiem i obrazem, emocjami i interakcjami, reakcjami szybkimi, szczerymi, a nie wyrachowanymi i spisanymi. Bardzo tego nie lubiłem.

Dziś to się powtarza nawet w sytuacji sam na sam. Bez szybkiego „przepraszam” bezpośrednio przed pojedynczym SMS-em odwrócenie uwagi od rozmówcy na rzecz komórki uważam za nietaktowne i będące wyrazem braku szacunku. Tym bardziej, gdy zapraszam, a jeszcze bardziej, gdy do siebie do domu, a nie w miejsce publiczne. Rozumiem potrzebę odebrania i zareagowania, udzielenia odpowiedzi na pytanie związane z planami itd. Ale odbijanie SMS-ów na przestrzeni kilkudziesięciu minut, jakby nie dało się zadzwonić i dogadać w minutę, mnie obraża. Nie odważyłem się jeszcze zaproponować „to może ja włączę ci Skype lub Facebook, a sam sobie pooglądam telewizję?”. Mam wtedy wrażenie, że jestem nudny, a mój partner rozmowy wolałby spotkać się z kimś innymi. I może tak być, ale jakże jest się chamskim to wprost okazując.

W mojej głowie połączenie telefoniczne oznacza sprawę pilną, a SMS nie, lub przynajmniej mniej. Jeśli czujesz się niezręcznie dzwoniąc do kogoś, żeby z nim pogadać, to uszanuj siłę relacji pozostawiając interakcję głosową dla tego, kogo masz z własnego wyboru obok siebie i zaczekaj z SMS-em do obcego. Na szczęście szacunek do rozmowy jeszcze nie zdechł kompletnie. Gdy słyszę, że komuś krótko zadzwonił telefon, a on nie reaguje lub mówi „to tylko SMS, potem przeczytam” punktuje u mnie bardzo poważnie. Uważam, że woli interakcję ze mną, bo albo mnie lubi, albo jestem dla niego ciekawy, albo mnie szanuje. A może nawet wszystko naraz. Jeśli robi odwrotnie odczuwam odwrotnie.


Setki znajomych i ani jednego przyjaciela

Nie postrzegam interakcji z człowiekiem będącym obok mnie na równi z tą, którą mam po drugiej stronie bąbelka z literkami w telefonie. Zastanawiam się co jest przyczyną, że inni traktują na równi. Może to ta nasz uwaga, która nie potrafi skupić się na jednym punkcie i potrzebuje ciągłych dystrakcji. A może to ten zatomizowany świat sprawia, że bliskie relacje są niejako obce, ale pełno jest tych płytkich i przygodnych znajomości Facebook-owych.

tania_komunikacja_02Jestem dumny, że mam przyjaciół i uważam się za lepszego dzięki nim człowieka. I nie ma ich setek. Mam bliską mi osobę, z którą znam się od lat i widuję się często i nieprzerwanie, cho też nie bez konfliktów. Mam też takiego, którego znam już długo, widujemy się dwa do trzech razy w roku, z którym na początku każdego spotkania jest zawsze pół godziny aktualizacji „co u nas”, a zaraz potem naturalnie pojawia się swobodna rozmowa o wszystkim, także o sprawach poważnych – jak gdyby żadna rozłąka nie nastąpiła. Mam też wieloletniego przyjaciela, z którym, gdy oboje dorośliśmy, nastąpiła rozłąka, ale dziś już mamy na tyle poukładane w głowie i życiu, że potrafimy poważnie porozmawiać, a nawet się pokłócić. Z tym przyjacielem poróżniliśmy się, bo ze względu na nieukształtowanie przed dojrzewaniem, nie wiedzieliśmy, że się tak będziemy różnić. I mam też obok fajny zadatek na przyjaciela, ale że znamy się krótko, to oboje mamy się jeszcze w strefie próbnej. No i niestety nie mamy tej wieloletniej historii, choć ona się tworzy. I ten zbiór mi wystarcza na to, aby się odkrywać z najgłębszych myśli, nawet takich, których czasem sam się boję. Mam też dziesiątki znajomych na Facebook-u, ale oni są daleeeko na liście po tych kilku wybranych. Nie traktuję ich tak samo jak innych.


Szacunek i uwaga

Najbardziej szanuję tych wybranych. Wyłączam dźwięk w telefonie i zostawiam go w innym pokoju przy spotkaniu z którymkolwiek z nich. Z drugiej strony pozwalam sobie na więcej w ich przypadku – powiem więcej o sobie, powiem szczerze co o nich myślę, nawet sobie pozwolę na dosadniejszy żart pod adresem jednego czy drugiego, ale nigdy nie podzielę swojej uwagi na przyjaciela i kogoś jeszcze. Ma on mój czas, szacunek, przychylność i solidarność w każdym przyjaciela działaniu (nawet jak się z nim nie zgadzam).

I słucham na tyle uważnie, że nawet jak zareaguję obronnie, to zostaje mi w głowie to co krytycznego usłyszałem, a potem ta myśl fermentuje pozostawiając wniosek w postaci postawy lub decyzji. Pozwalam im ma siebie wpływać. Wpływ ma na mnie większość ludzi z mojego otoczenia, ale tylko ich słucham wprost i nie zgadzam się wprost. I dziękuje im za obecność. I nie dzielę swojej uwagi, gdy mam ich obok siebie, choć nie zawsze otrzymuję to samo w zamian. Ale to może właśnie domena tej ułomności w uwadze lub zbytniego przyzwyczajenia do wyrastającej z ręki komórki.


Pomyliłem się tym wpisem

Nie napisałem o tym co chciałem, a tekstu już za dużo, żeby nie odstraszyć od przeczytania. Będę też musiał poplątać tagi, bo zacząłem od komunikacji, a skończyłem na obnażeniu się z przyjaźni z wykorzystaniem szacunku. Pierwotnie tytuł miał brzmieć „Komunikacja coraz tańsza”, ale po napisaniu poprzednich akapitów nie jest już trafny.

Przyznam się przy okazji – w gronie znajomych niejednokrotnie po cichu, żeby nikomu nie razić, SMS-uję lub dzwonię do przyjaciela. Czasem nawet po pijaku. Nie wiem czy to dlatego, że chcę mu dać do zrozumienia, że o nim pamiętam choć dobrze się bawię, czy może dlatego, że wchodząc w interakcje ze znajomymi mam cały czas niedosyt.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Komentarz do “Tania komunikacja i drodzy bliscy