George Podmiejski


george_podmiejski_01

aka Jerzy Urban

Sprawa jest prosta – uwielbiam Jerzego Urbana. Nie za jego dokonania, ale za fakt tego co i jak mówi. Nie muszę się z nim zgadzać, aby mieć ubaw. Człowiek jest nader inteligentny, choć oczywiście jest paskudną szumowiną z czasów złej Polski. Jako rzecznik prasowy rządu w latach 1981-1989 miał prawo imać się najgorszych zabiegów, by zrobić z szamba perfumerię z zadaniem zachęcenia innych do weń wskoczenia. Dziś, jak sam stwierdza, jest zagłaskiwany przez opinię publiczną. Dlaczego? Z Wałęsy robimy Bolka, a z Urbana celebrytę, a przecież celebrytów w Polsce traktuje się lepiej niż byłych agentów – chyba niesprawiedliwość.

Moja przygoda z Urbanem zaczęła się w czasach późnej podstawówki i gimnazjum. Jako buntownik w wieku młodzieńczym nie było ze mną skrajnych problemów – nie wybierałem się na gigant, nie kradłem pieniędzy, nie biłem innych i nie przynależałem do gangów. Nie byłem nawet jakimś specjalnie nieposłusznym bachorem, w ramach buntu dla buntu. Mój bunt był inny. Myślałem sobie, że nie chcę zgadzać się ze wszystkimi. Skąd pomysł na to jak ja mam myśleć i interpretować świat. Skąd ta inicjatywa rodzinnej starszyzny do proponowania mi interpretacji zjawisk? Postanowiłem się nie zgodzić. A zatem odwiedzałem osiedlową wypożyczalnię poszukując książek o filozofii, reinkarnacji, religiach itd. Zauważyłem w końcu tygodnik „NIE” w kiosku. I kupowałem regularnie. Czytałem z różnym zrozumieniem, ale miałem z tego radość i satysfakcję. Można powiedzieć, że sam podbiegłem do oprawcy jako małe dziecko i zapytałem się czy poczęstuje mnie cukierkiem. Oczywiście bunt ten był cichy, bo jako niezrozumiały przez nikogo nastolatek z wielkimi problemami natury egzystencjalnej, nie miałem z kim o tym pogadać.

Poznajmy jednak Urbana. Niech się nam przedstawi.

I tak oto świat i Polska dostały zaszczytu spotkania pana Jerzego. Mało brakowało… gdyby tylko Hitler nie doszedł do władzy ileż to byśmy stracili.

Pan Jerzy jest mistrzem wyrażania myśli tak, aby przekaz był czytelny i zrozumiały dla odbiorcy. I to jest mistrzostwo w komunikowaniu. Podstawowa zasada każdego, kto chce coś wyrazić.

Odpowiedzialność za zrozumienie komunikatu przez odbiorcę leży w całości po stronie nadawcy

Bo nadawca powinien wiedzieć do kogo mówi. W ramach dosadnego przykładu można wyobrazić sobie polityka mówiącego do profesora na uniwersytecie i do dziecka – wiadomo, że użyje innych słów nawet gdyby akurat chciał zakomunikować coś podobnego (np. „kogo ty lubisz i byś wybrał, a nawet polecił innym aby wybrali?”). Oczywiście, poza tym komunikowaniem z jasno określonym adresatem, jest też komunikacja do wszystkich – w takiej sytuacji należy zadbać o to, aby komunikat dany zrozumiany został przez jak największą liczbę odbiorców (być zrozumianym przez wszystkich raczej się nie da). I tak oto w zgodzie z regułą komunizmu w polskim wykonaniu pan Urban miał za zadanie wrzucić wszystkich do jednego wora i powiedzieć coś im w taki sposób, aby nie tylko zrozumieli, ale nawet zadziałali w związku z tą nową wiedzą. Raczej mu to nie wyszło, ale nie za fakt tego, że mu czegoś brakowało, ale raczej dlatego bo doszedł do głosu, gdy dni reżimu były już niejako policzone.

W kontraście do tego pan Urban dziś komunikuje do bardzo wąskiego grona (mowa o tygodniku „NIE”). Grona, które chyba z przyjemnością słuchało go lub słuchałoby za czasów PRL-u, nawet jeśli samego PRL-u nie lubili. Ostatnio, pod wpływem kilku filmików w internecie, przypomniałem sobie o tygodniku – wydanie akurat zaraz po śmierci pana Bartoszewskiego.

Przy tej okazji dodam, że niekiedy boję się ludzi młodych, którzy nie potrafią oddzielić treści artykułowanych przez kogoś dziś od treści artykułowanych kiedyś. Ostatnio usłyszałem o pewnej pani dziennikarce od swojego rówieśnika „toż to córka SB-ka”. Dziennikarka bodu ducha winna, choć dziennikarka, była oceniana przez pryzmat swojego ojca, z którym wcale nie musiała się zgadzać. Spodziewam się takich bezrefleksyjnych ocen od tzw. moherowych beretów, ale od młodych ludzi którzy są jedyną nadzieją na lepsze jutro po odcięciu złej przeszłości grubą kreską to już nie. Chciałbym myśleć, że słusznie tak myślę, nawet jeśli błędnie.

Wracając do pana Urbana. Jest on mistrzem komunikacji. Dziś, na starość, może sobie komunikować co mu się tylko chce. Spodziewam się, że mało kto pozostaje względem jego wypowiedzi obojętnym – mnie bawią, mała część przytaknie, a zdecydowana większość splunie. Gdy jednak oddzielić zabawną, niekiedy kolącą w przekonanie, a niekiedy skrajną w przesłaniu treść pomysłowego komunikatu to zostaje nam mistrzostwo w języku.

Na koniec link do wywiadu z panem Urbanem. Choć wywiad przedni, to najbardziej polecam treść od 11:00, gdy to wypowiada się jego żona. Wspomnę, że pan Jerzy pojawiając się w programie Skandaliści postanowił ubrać się w sposób skandaliczny. Stwierdził, że przebrał się za pedofila. Po tym odcinku program zdjęto z anteny. I to też mi się podoba, bo on jest takim skandalistą, że nawet jak włączony zostanie w dostępną publicznie listę skandalistów, to wtedy listę trzeba ocenzurować. Nie ma na niego kategorii.

Pomijając przeszłe jego zasługi, uwielbiam dzisiejszego Jerzego Urbana.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.