Promocja pornografii i populizmu


oraz prostytucji i polifonii

Nie znoszę ponad miarę ilości reklam w internecie. Nie przeszkadzają mi pop-up’y i bannery, bo z nimi da się w miarę łatwo wygrać. Irytują mnie jednak sytuacje, gdy muszę płacić za wiadomości darmowe. Koszt pozyskania wiedzy o świecie z internetu zaczyna w mojej ocenie powoli przeważać koszt pozyskania tej wiedzy z telewizji lub gazety.

Czy tak wyglądać powinien serwis informacyjny? Czy istota każdego z przytoczonych tematów jest równa? Czy przerażające świadectwa więźniarki Auschwitz-Birkenau powinny być otoczone przejęzyczaniami celebrytów i filmikami śmiesznych dzieci z YouTube’a?

Czy tak wyglądać powinien serwis informacyjny? Czy istota każdego z przytoczonych tematów jest równa? Czy przerażające świadectwa więźniarki Auschwitz-Birkenau powinny być otoczone przejęzyczaniami celebrytów i filmikami śmiesznych dzieci z YouTube’a?

Gdy klikam prawie w każdy interesujący mnie link przechodzę na stronę, na której to jest nagłówek, podtytuł oraz film. Nie ma treści. Kiedy natomiast zjadę odsłaniając choćby fragment filmiku ten zaczyna mi się samoistnie odtwarzać faszerując mnie kilkuminutową salwą reklam – i tak za każdym razem. Obiecałem sobie dawno temu, że jeśli serwis będzie mnie tak bardzo nie szanował, to zawsze zamknę zakładkę własnym kosztem (nie czekam na koniec reklam, zamykam nie pozyskując żadnej wiedzy). Błagam ponad wszystko, aby na tych samych stronach zamieszczać choćby kilka akapitów z opisem newsa dla potrafiących czytać poniżej filmu. Dla leniwych dajcie film z reklamami, ale dla gotowych poświęcić nieco czasu i skupić się na tekście nie oczekując rozrywek audiowizualnych dajcie proszę, za fakt wkładu ich pracy, możliwość pozyskania informacji z treści zapisanej. Gorąco proszę. Miałbym wtedy zdolność zatrzymać film i przewinąć w akapity z treścią.

Zdaję sobie sprawę, że dziś bardzo trudno utrzymać uwagę widza przez dłuższy czas. W sumie to już nawet nie dłuższy, ale kilkanaście sekund. Ale są jeszcze tacy, co władają swoją percepcją i nie żałują jej marnowania na tekst pisany. Nie alienujcie ich. Pobawcie się nimi jako mniejszością dając im to, co oni bardzo docenią, a z czego wszyscy pozostali nawet nie skorzystają – nie stracicie oglądalności, a otworzycie się na mniej liczną, ale też mało wymagającą i bardzo pokorną grupę odbiorców.

Dzisiejsze portale niegdyś informacyjne przypominają mi ostatnie strony tygodników i miesięczników sprzed kilku lat. Seria bloczków równego statusu, bez wskazania na kolejność, chronologię, istotność itd. Prostytucja, pornografia i polifonia.

Dzisiejsze portale niegdyś informacyjne przypominają mi ostatnie strony tygodników i miesięczników sprzed kilku lat. Seria bloczków równego statusu, bez wskazania na kolejność, chronologię, istotność itd. Prostytucja, pornografia i polifonia.

Wracając jeszcze do pierwszych akapitów – skąd przypuszczenie, że pozyskiwanie informacji w internecie staje się coraz droższe, chyba wręcz za drogie? Po pierwsze – za dostęp do internetu płacę. Mam stałe łącze, więc kwota zryczałtowana bez względu na czas i transfer. Nie zmienia to faktu, że płacę. Skoro tak, to jest to pierwsza składowa kosztu pozyskania tych informacji. Kolejna – czas. Istnieje zasadność, a często też zdolność do wyliczenia ile kosztowałby czas pracy (np. na godzinę). Jeśli pozyskanie informacji z telewizji kosztuje mnie pół godziny czasu (ktoś już te informacje wyselekcjonował, ustawił w czasie i wybrał nasilenie reprezentowane w ilości minut poświęconej na daną informację), a więc ja ekonomicznie zużywam pół godziny i mam. Czy w internecie udałoby się to równie szybko? Nie. Będąc zmuszonym do samodzielnego poszukiwania i próbie oceny istotności spędziłbym zdecydowanie więcej czasu (nawet nie dodając do tego reklam, które by ten czas podwoiły lub potroiły). Jest to zatem kolejny koszt pozyskania informacji, który w internecie jest większy niż w pozostałych mediach.
Już nie mówiąc o tym, że jakość informacji największa będzie na papierze.
Chcę dodać, że prenumerata pocztowa gazety codziennej to koszt od 35,00 zł miesięcznie. Drogo? W porównaniu do internetu – obawiam się, że już nie.

W jednym aspekcie internet wygrywa: mam go zawsze/prawie zawsze przy sobie – komórka, laptop itd. Jest mi zatem o tyle bliżej do pozyskania informacji z internetu Ten komfort wynikający z lenistwa sprawia, że wybór motywowany jest dostępnością, a nie jakością. Jak możemy tak bagatelizować potrzebę głowy skupiając się na ciele. Kolejny przejaw przerostu formy nad treścią.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.