Obawiam się, że MMK jest rasistą 2


Mariusz Max Kolonko

Mam dostęp do internetu. Stanowi on dla mnie źródło wiedzy (pamiętajmy: wiedza nie równa się mądrości) oraz rozrywki. Od wielu, także bliskich, osób usłyszałem – obejrzyj „Max Kolonko Mówi Jak Jest” – spodoba ci się. Kiedyś za namową, przy spotkaniu grupowym, był mi puszczony jego film, ale w sumie nie skupiłem się nadmiernie na tym jak rzeczy opowiadał, a bardziej zainteresował mnie temat który poruszył. Dziś – za fakt kompletnej nudy i braku planów – postanowiłem obejrzeć odcinek. Spodziewam się, że za fakt niedawno opublikowanych nominacji do Oscara (a może za fakt wcześniejszych moich wyszukiwani, wszak – ciasteczka) pojawił mi się film „Obama chce regulować Internet! – Max Kolonko Mówi Jak Jest” (https://www.youtube.com/watch?v=7BVdic2XNTE). W pierwszej połowie filmu opowiada o niedawnym wydarzeniu, jakim była deklaracja i dowód na to jakiegoś hakera, że wszedł w posiadanie scenariusza do przyszłego filmu o agencie James’ie Bond’zie. Teraz uprzedzam, że odnoszę się jedynie do filmu w części do czasu 4:21 z linku powyżej.


Oglądając film byłem w sumie podekscytowany tempem w jakim pan Mariusz opowiadał o temacie. Zdawał się być żywo przejęty tematem i nieźle poinfomrowany o wydarzeniach, oraz o tym co w historii mogło stanowić znaczenie do interpretacji tychże zjawisk. Po obejrzeniu do końca internetowego felietonu jednak pojawił się we mnie pewien zgrzyt. Jak gdybym się nie zgadzał z tym co powiedział, ale przecież się zgadzałem i było to faktycznie takim, jakim stwierdził. Nabrałem wątpliwości względem tego, że Pan Mariusz opowiada prawdę, albo przynajmniej prezentuje w pewnym przekonaniu logiczną rzeczywistość. Pomyślałem sobie, że jest możliwym, że jego pewność siebie połączona z tempem mówienia dyktuje brak czasu na refleksję dla słuchacza. A zatem, gdy dobijesz końca wywodu, nie jest prawdopodobnym, abyś zweryfikował tezy do wniosku prowadzące – nie było na to czasu (rozumiem koncjepcję dobrego wideobloga – on nie może „trwaaać”, tylko musi być szybki, może nawet dosadny, i dawać jednoznaczną puentę). Nie zmienia to faktu, że postanowiłem zanalizować wypowiedź Pana Mariusza i zrobić z tego szkolny plan wydarzeń. Prezentuję:


Plan wydarzeń jak gdyby spontanicznego filmu:

  1. haker włamał się do serwerów SONY i pozyskał scenariusz do następnego filmu o agencie Bondzie,
  2. prawnik SONY grozi każdemu, kto opublikuje ten scenariusz, bo wiadomo, że publikacja scenariusza zabija sukces filmu, a przecież sam scenariusz jest chroniony prawem autorskim,
  3. plan rozmowy dyrektorki wytwórni SONY z prezydentem Obamą obnaża hipokryzję instytucji, kiedy to ona planuje poruszyć temat filmów o niewolnictwie czarnoskórych osób (gniot taki jak Django dowodem hipokryzji),
  4. Hollywood już od wielu lat kreuje postać czarnego mesjasza lub dowódcy (magical nigger), który podpowiada białemu (za fakt tego, że czarny prezydent?),
  5. Oprah krytykuje koncepcję publikowania prywatnych rozmów, bo wiadomo, że na forum publicznym nie powiedzielibyśmy wszystkiego tego, co uważamy prywatnie (zgadzam się, codzienny przejaw to to, że nie mówmy przełożonemu, że go nie lubimy, nawet jeśli tak jest – jesteśmy rozsądnymi jednostkami i stąd takie nasze decyzje),
  6. ale Paula Deen i właściciel drużyny zostali odsunięci za fakt nazywania czarnych „niggerami” (to odpowiednik tego, jak gdyby białego człowieka nazwać „sedesem”),
  7. koncepcja wypuszczenie kolejnego filmu o Spidermanie, Avatarze, Avengersach itd.,
  8. haker miał dobre intencje, bo nie chciał doprowadzić do wypuszczenia kolejnego gniota.

Pierwsza rzecz. MMK źle nazywa swój program. Amerykański słownik wymaga, aby każde słowo (poza przyimkami itd.) było pisane z wielkiej litery. Niech za przykład posłuży niedawno doceniony film „Poradnik pozytywnego myślenia”, oraz jego oryginalny tytuł „Silver Linings Playbook”. Kanał naszego drogiego korespondenta obarczony jest wieloma błędami wynikającymi z braku gotowości do rozróżnienia (chyba). Rozumiem, że będąc w USA tyle czasu zaczyna stosować się do amerykańskich reguł, ale nie wtedy gdy mówi i ocenia w języku ojczystym. Jako dziennikarz powinien mieć poczucie odpowiedzialności za język jego słuchaczy, a nie ma. Trudno. Skoro nie forma, to może treść.


Dopowiem, że jeśli człowiek generuje poglądy, to ja wymagam od niego refleksyjności w każdym z aspektów formy jego mądrości, bo inaczej to zaburza komunikat.


Forma formą, ale treść też, twierdzę, że jest, wadliwa.


Domeną każdej demokracji jest to, że głosujemy na to co usłyszeliśmy, a nie na to co ktoś myśli. Domeną każdej firmy jest produkcja tego, co kupią ludzie. Ktoś się temu sprzeciwia? Jeśli kupują Avengersów 64,2 lub Avatara 668,15, to im pozwólmy zarobić pieniądze. Gdybym ja coś wymyślił, co daje dojny dochód, to bym to reprodukował, aż dojnego dochodu już by nie dawało. Jeśli ktoś ma zamiar mieć do mnie o to pretensje, to, choć sam się w pracy nie przemęczam, zarzucę mu, że nie wykonywał pracy męczącej lub sprzecznej z własnym przekonaniem. Po pracy chcę się spotkać ze znajomymi i wspólnie obejrzeć fajny film, a nie rozmyślać samodzielnie nad dylematami ludzkości. To nie zmienia faktu, że wiem gdzie jakości szukać, i jeśli jej przejaw mnie rozochoci, to poszukam jej więcej. Zarzucasz mi panie MMK, że Django podobał mi się, bo jestem czarny i chcę oglądać sukcesy czarnych? Podobnie z innymi filmami, sięgając nie dalej niż po „Kolor purpury” z 1985?


Czarnoskóry prezydent USA. A zatem filmy o uciemiężeniu czarnych świętują sukcesy. Czy jest inaczej względem Tajemnica Brokeback Mountain (2005) – homoseksualizm, Babel (2006) – obywatele bliskiego wschodu, Aż poleje się krew (2007) – posiadacze fortun naftowych, Lektor (2008) – Niemcy kurwa, odpowiedzialni za drugą WŚ. Naprawdę, w kinematografii doszukujemy się reprezentacji w poglądzie światowym. Ja bym jednak Pańską wypowiedź nazwał nadinterpretacją. Nie chcę być obrońcą nie dotykającej mnie kwestii, ale tak ja Paula Deen, opowiadam żarty o czarnoskórych, żydach, kobietach, grubych i pracownikach biur. I uwaga – wpisuję się w 2 z wymienionych koncepcji. Mam dystans do siebie i opowiadam dowcipy.


Panie MMK bardzo proszę, nie nadinterpretuj faktów, używaj poprawnej polszczyzny, nie stosuj propagandy słownej, nie manipuluj podług być może swojego rasizmu, bo niczym nie będziesz się różnił od pana Kaczyńskiego lub Tuska. Z nadzieją artykułuję te prośby, bo podoba mi się Twoja dykcja i tempo.


DOPISEK z 23 stycznia (19:40)

W całym tym Kolonkowym ambarasie jest jedna rzecz, której, chyba nawet bardzo, się boję. Otóż ja sobie żyję w Polsce, gdzie zróżnicowanie rasowe i etniczne jest raczej niewielkie. Mam zatem mało doświadczenia w obcowaniu z osobami ciemnoskórymi, Latynosami, Azjatami itd., mam jednak wewnętrzną ciekawość i przekonanie o tym, że to nie kolor stanowi o człowieku, ale jego osobowość, hierarchia wartości jaką reprezentuje, wychowanie, wiedza i umiejętności, przekonania, fascynacje, temperament oczywiście i wiele jeszcze innych aspektów. Takie przekonanie mogłoby mnie charakteryzować, jako tolerancyjnego i otwartego. Obawiam się jednak, że jeśli znalazłbym się w miejscu zdecydowanie bardziej zróżnicowanym, np. w USA – czyli w realiach do jakich miał czas przywyknąć pan Mariusz, zmieniłbym postawę i stał się nietolerancyjny. Wszak łatwo mi mówić, skoro nie miałem okazji się przekonać, że może nawet primordialne aspekty kultury zakorzenione w sposób zdeterminowany rasą lub przynależnością etniczną mogą mnie irytować. Nie irytują, bo nie jestem wystawiony na ich oddziaływanie. Jestem zatem tolerancyjny, bo nie ma obiektu który miałbym tolerować obok mnie. Boję się, że tak jest. Chcę wierzyć, że tak nie jest, ale się mimo wszystko obawiam, że mój móżdżek jest mniejszy niż mi się wydaje, tylko jeszcze się o tym nie przekonałem, bo nie musiał się przeciskać przez wąską szczelinę.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

2 komentarzy do “Obawiam się, że MMK jest rasistą

    • Adam Autor wpisu

      Ostro oberwałem. Nie kwestionowałem wiedzy, a już tym bardziej autorytetu, a jedynie percepcję, a w ostatnim akapicie wskazałem, że wcale nie muszę mieć racji.
      Troszkę unieszczęśliwiła mnie osobista obraza, ale bardziej zasmuciło, że obraziłeś/aś mnie bez przeczytania ze zrozumieniem – to by oznaczało, że bez względu na to co bym napisał, to i tak bym oberwał. A zatem nie polemizuję i staram się wykazać kolejnymi wpisami dla tych co czytają, że nie „zero” pisze ten blog.